Alpy – spostrzeżenia sprzętowe

W marcu i kwietniu miałem okazję dwukrotnie uczestniczyć w kilkudniowych wypadach w Alpy. Co prawda, pogoda oraz ograniczenia czasowe, nie pozwoliły zrealizować żadnego z głównych celów, ale udało mi się trochę powspinać i poczynić nieco sprzętowych spostrzeżeń, którymi chciałbym się podzielić.

Bielizna siateczkowa Brynje – nadal nie mogę wyjść z zachwytu jak w tak prosty sposób można rozwiązać problem termoregulacji. W końcu, w połączeniu z odpowiednim doborem reszty ubrania roboczego, udało mi się osiągnąć wymarzony stan w którym podczas wspinania się nie pocę, nie jest mi ani za zimno ani za ciepło.

Buty skiturowe (Dynafit TLT 6) – na większości dróg lodowych wspinałem się w butach skiturowych Dynafit TLT 6. Jest to świetne rozwiązanie. Nawet po 1000 metrowym Ginacie zupełnie nie czułem zmęczenia łydek. Jednocześnie nie odczuwałem braku precyzji wspinając się w mikstowym terenie do M6+. Dla porównania poszedłem na jedną drogę w bardzo miękkich (i świetnych w trudnym mikście) Scarpach Rebel. Już po pięciu wyciągach stromego, choć łatwego i rozdziabanego lodu, moje łydki były zmasakrowane.

20150413_180545_m

Żeby jednak nie było tak wesoło, to rozwiązanie ma też poważne wady. Jeśli buty mają się dobrze sprawować podczas jazdy na nartach, muszą być dosyć dopasowane. Ja mam je w wersji z lekkimi i twardymi botkami CL. Rzeczywiście świetnie się w tym jeździ, ale podczas wspinania, stopa jest zbyt uciśnięta co może spowodować odmrożenia i odgniecenia. Po 24-godzinnej akcji górskiej i zdjęciu butów, miałem poważne problemy aby je założyć z powrotem. I wiązało się to z bardzo bolesnymi doznaniami. Przy tym, pocą się znacznie bardziej niż normalne buty. Podobno trochę lepiej jest w cięższych i miększych botkach CR. Chyba jednak nie da się osiągnąć ideału i przy wyborze rozmiaru musimy się zdecydować czy bardziej nam zależy na jeździe na nartach, czy wygodzie podczas wspinania.

Śruby lodowe Petzl Laser Speed Light – bardzo łatwo I wygodnie się wkręcają, a przy tym ważą ok. 60 % tego co w pełni stalowe odpowiedniki. Przy zestawie 14 szt., które mieliśmy na drodze Ginat na Les Droites, taka oszczędność na wadze jest już bardzo istotna – to tyle co Jetboil z kartuszem i awaryjna, dwuosobowa płachta biwakowa bothy bag.

Kask Petzl Scirocco – w tym kasku wspinam się już ponad rok. Wiele osób wyrażało poważne obawy co do jego trwałości w związku z bardzo niską wagą (160 g). Tym razem miałem okazję (i to dwukrotnie) skorzystać z ochrony, którą daje. Raz, po ok. 10-metrowym locie głową w dół, uderzyłem potylicą o połogą płytę skalną, drugi raz dostałem centralnie w środek głowy dużym kawałkiem lodu spadającego z ok. 40 metrów. W obu przypadkach wyraźnie poczułem uderzenie, ale kask zabezpieczył mnie przed poważniejszymi konsekwencjami. Przypuszczam, że oba uderzenia były na tyle silne, że tradycyjny kask by pod ich wpływem pękł (pochłaniając energię). W tym przypadku, nie zauważyłem żadnych uszkodzeń. Wygląda na to, że materiał z którego jest zrobiony, rzeczywiście pracuje tak jak to przedstawiono na filmie reklamowym Petzla.

20150413_110050_resized__m

Dziaby – używałem moich własnych Cassinów X-Dream oraz pożyczonych od producenta kompozytowych dziabek EliteClimb Salamandro. Dotychczas X-Dreamy wydawały mi się dziabkami idealnymi. Tak było do momentu wypróbowania w alpejskim lodzie EliteClimbów. Przy wadze zaledwie 370 g/szt. są tak wyważone, że do pewnego osadzenia wystarczy lekki ruch nadgarstkiem. Przy kilku tysiącach takich machnięć ma to kolosalny wpływ na zmęczenie wspinacza. W twardym lodzie warto do ostrzy przykręcić obciążniki od Nomica. Nadal jest lekko, a siadają jeszcze lepiej. Salamandro świetnie sprawują się w średnio wymagającym terenie. Gdy zaczyna się lekko przewieszać, znacznie pewniejszy chwyt oferuje wygodna rączka X-Dreama.

20150326_124850_resized_m

Niedocenianym przeze mnie elementem okazała się łopatka przy czekanie (a raczej jej brak). Na mniej stromych polach lodowych na ogół zalega warstwa około 20 cm grubości bardzo twardego śniegolodu. Wspina się po tym świetnie, ale z asekuracją jest już problem. Wkręcona w o śruba jest fikcją. Zauważyłem, że wyprzedzany przez nas na Ginacie zespół miał dziaby z łopatką. Za jej pomocą, prowadzący dokopywał się do solidnego lodu i w niego wkręcał śruby. Dokopanie się dziabą bez łopatki było co najmniej bardzo męczące i czasochłonne, a często i niemożliwe. Wydaje się, że dobrym rozwiązaniem mogłaby być łopatka dokręcana do wypustki ostrza tak jak produkowany już przez RKS młoteczek. Zgłosiliśmy ten pomysł do Kuźni i Janek ma się nad nim zastanowić.

20150328_105922_resized_m

Nie jestem sponsorowany przez żadnego producenta i omawiany sprzęt zakupiłem za własne pieniądze. Wyjątkiem są dziaby EliteClimb, które otrzymałem na 3 tygodnie do testowania.

Robert (Kajman) Nejman, kwiecień 2015

20150326_105206_resized_m