Decathlon

Beata Bubik i Katarzyna Skłodowska w Andach Peruwiańskich

Droga Orginal Route 1985 sprawdzian umiejętności, wytrwałości jak i odporności psychicznej na big wall – relacja Beaty Bubik.

27-28 lipca 2016 roku Beata Bubik i Katarzyna Skłodowska (KW Olsztyn) przeszły drogę Orginal Route na ścianie La Esfinge (The Sphinx) w dolinie Paron w Peru.

Po przyjeździe do Ameryki Południowej do Huaraz wybrałyśmy sie do Parku Narodowego Huascaran nad „Lagunę 69”. Następnym celem aklimatyzacyjnym było wejście na szczyt Maparaju (5326 m.p.m.) w Quebrada Quilcayhuanca.

dscf3284

Beata (z prawej) i Katarzyna (z lewej) pod ścianą La Esfinge

25 lipca z Huaraz wyruszyliśmy miejscowym busem do Caraz a następnie taksówką do doliny Paron nad jezioro o tej samej nazwie. Stąd pięła sie stroma ścieżka do base camp pod La Esfinge na wysokość 4700 m n.p.m (około 500 m deniwelacji) położony na wypłaszczeniu wśród traw. Rozciąga się stąd ładny widok na szczyty: Piramidę, Caraz, Huandoy. Idąc nie mogłyśmy doczekać się widoku ściany, który okazał sie niesamowity.

Kolejny dzień przeznaczyłyśmy na rozpoznanie podejścia i naszej drogi w ścianie. Plan był taki by podejść pod ścianę, zrobić kilka wyciągów aby zetknąć się ze skałą i zostawić pod nią depozyt. Wstałyśmy wcześnie, zabrałyśmy potrzebny sprzęt i po około godzinnym podejściu dotarłyśmy pod ścianę La Esfinge. Samo wejście w drogę znalazłyśmy bez problemu. Każda z nas chciała się wspiąć. Kasia poprowadziła pierwszy wyciąg IV a ja kolejny V+ zostawiając sprzęt w ścianie. Po tym wyciągu zjechałyśmy w dół z myślą wspinaczki następnego dnia.

dscf3307

Kasia na drugim wyciągu (fot. Beata Bubik)

 27 lipca wstałyśmy o godzinie 02:15. Około godziny 4 rano po godzinnym podejściu znalazłyśmy sie pod naszą drogą Orginal Route na ścianie La Esfinge. Planowałyśmy pokonać drogę w ciągu jednego dnia dlatego chciałyśmy rozpocząć wspinanie bardzo wcześnie by pierwsze wyciągi zrobić w ciemnościach. Niestety szybko nasz plan został zweryfikowany. Zimno i przeszywający wiatr spowodował, że nie mogłyśmy wbić się w ścianę. Podjęłyśmy decyzję, że zaczekamy chwilę i ogrzejemy się w śpiworze a ta chwila trwała około godziny, półtorej.

Wspinanie rozpoczęła około godziny 5:30 Kasia na znanych już nam pierwszych dwóch wyciągach gdzie dzień wcześniej pozostawiłyśmy sprzęt w ścianie oraz wędkę na pierwszym IV wyciągu. Dalej przeszła jeszcze jeden wyciąg za V+. Objęłam prowadzenie kiedy to zaczęło wychodzić słońce, było znacznie cieplej ale nie na tyle aby zdjąć kurtki puchowe naszego sponsora, firmy YETI. Poprowadziłam klasycznie 5 wyciągów o trudnościach do 6b, hakowe A1 (w tym dwa kluczowe wyciągi). W międzyczasie słońce schowało się za granią i robiło się coraz zimniej. Zaczęłam tracić czucie w dłoniach i stopach a jakiekolwiek poruszanie sie w ścianie kończyło się bolesnymi skurczami. Wyjęłam ogrzewacze chemiczne by się dogrzewać. Prowadzenie wyciągu o trudnościach V przejęła Kasia, niestety zaczęła również tracić czucie w dłoniach a byłyśmy przed ostatnim wyciągiem do półki biwakowej. Miałam poprowadzić następny wyciąg o trudnościach 6a. Po krótkim rozgrzaniu zmobilizowałam sie i podjęłam próbę ataku okapu z wąską rysą. Dotykając ściany, stwierdziłam iż dalej nie pójdę z powodu zimna, skurczy i dreszczy. Zostałyśmy zmuszone zabiwakować na mało komfortowej półce. Resztę czasu spędziłyśmy na organizowaniu biwaku i wzajemnym ogrzewaniu pod jednym, cienkim śpiworem oraz ogrzewaczami chemicznymi. Byłyśmy bardzo wyziębione i odwodnione.

Jak się okazało zabrałyśmy ze sobą za mało wody, 3 litry. Zmęczenie, wyziębienie, odwodnienie to wszystko spowodowało, że miałyśmy ogromne problemy z zaśnięciem. Noc spędziłyśmy prawie bez snu a biwak był trudny i niewygodny gdyż byłyśmy przywiązane do stanowiska. Drugiego dnia mając świadomość, że za szybko nie ma co się zbierać czekałyśmy aż wyjdzie słońce. Zmagałam się ze skurczami nóg. Obie byłyśmy odwodnione a woda skończyła nam się z rana.

dscf3326

1–wszy wyciąg z naszej półki biwakowej,  Beata na prowadzeniu (fot. Katarzyna Skłodowska)

Zaczęłam się wspinać w słońcu, przeszłam dwa wyciągi o trudnościach 6a a kolejny wyciąg V poprowadziła Kasia. Ponownie się zamieniłyśmy gdzie przeszłam trzy wyciągi do V+. Ostatnie wyciągi prowadziłyśmy na zmianę aby się rozgrzać. Do grani przeszłyśmy już z asekuracją lotną. Około godziny 18:30 zrobiło się ciemno. Z powodu zmęczenia, zimna i odwodnienia zejście zajęło nam całą noc. Do namiotu dotarłyśmy tuż przed świtem, po czym spakowałyśmy się i ruszyłyśmy w dół doliny Paron. Orginal Route była dla nas sprawdzianem w skalnym, technicznym wspinaniu na dużej wysokości, tzw. big wall a także nowym doświadczeniem.

dscf3291

Kilka informacji praktycznych:
droga ma 750 metrów, najtrudniejsze ruchy klasyczne to 6b i hakowe A1. Posiada różne formacje wspinaczkowe, na stanowiskach stare spity, haki. Droga jest nasłoneczniona w godzinach od 7:30 do 14:00. W schematach z internetu jest wiele nieścisłości co do ilości wyciągów oraz ich trudności.

Sprzęt do przejścia drogi:
zestaw friendów i kości, haki, 10 ekspresów, 6 wolnych karabinków, taśmy 2 x 120 cm, 2 x 80 cm, lina 60 m.

Bardzooo dziękuję mojej partnerce, Katarzynie Skłodowskiej za wytrwałość. Wyjazd odbył się przy wsparciu firmy YETI, dziękujemy

Beata Bubik

dscf3330