TOPR

Dziewczyńskie solo na El Capie

W październiku 2016 roku przeszłam jedną z najpopularniejszych (i jak mawia śmietanka Doliny najpiękniejszych) dróg na El Capitanie w dolinie Yosemite – Zodiaca (VI, 5.7, A3)
Wspinanie zajęło mi 7 dni.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wg schematu Zodiac ma 15 wyciągów, zaplanowałam więc poprowadzenie najpierw trzech i później już tylko dwóch dziennie, tak by skończyć ‘z zapasem’. Rzeczywistość szybko zweryfikowała moje wyobrażenia.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Pierwszy wyciąg – dojście do stanu

21 października odpaliłam tak jak założyłam, o świcie i wszystko układało się całkiem nieźle, nawet dalekie wysięgi między nitami na trzecim wyciągu nie były takie straszne (mam 1.6 m wzrostu w kapeluszu) do momentu, kiedy przyszła pora snu i rozkładania portaledża. Okazało się, że treningi poszły na marne i za nic w świecie boczna rurka nie chce się ‘kliknąć’, a co za tym idzie moje łóżko pozostaje bezużytecznym kawałkiem materiału. Po godzinie walki i dzwonienia rurkami o skały, skapitulowałam, wydłużyłam asekurację by spróbować usiąść pod stanowiskiem i zawinięta w śpiwór doczekałam do świtu.

soloelcap_moglodek006

The Nipple Pitch fot. Tom Evans

Kolejny dzień przyniósł ładną pogodę i długi wyciąg do podstawy wyraźnej formacji Black Tower. Niestety znowu przegrałam walkę o wygodny sen i przykuta niemal na sztywno do bolta stanowiskowego, leżąc plecami przyklejona do ściany, dotrzęsłam się do rana. Na wąskiej półce układałam się już dawno po zmroku więc o świcie prawie krzyknęłam z przerażenia widząc nad jaką przepaścią przyszło mi spać. Ale to już nie było ważne bo przede mną do poprowadzenia był pierwszy trudniejszy wyciąg. Los się do mnie uśmiechnął i w nagrodę za pierwsze prawdziwe A3 spotkałam austriackich wspinaczy, którzy pomogli mi ‘kliknąć’ rurki stelaża. Sportowcy zmagali się z problemem postawionym przez braci Huberów patentujac kolejne wyciągi już od kilku dni. (Zodiac został ‘odhaczony’ w 2003 roku przez Alexandra i Thomasa Huberów i wyceniony na 5.13c/d). W nocy przyszła burza, więc wskoczyłam pod kaptur w ostatniej chwili. Po trzech dniach wspinania wreszcie mogłam rozprostować kości, ugotować herbatę i zjeść porządną kolację. W nocy wiatr rzucał mną na wszystkie strony, a grzmoty nie dały spać, ale rano wstałam jak nowo narodzona i jak tyko przestało padać rzuciłam się na kolejne, dobrze znane ze zdjęć, wyciągi. Czekała mnie nie lada gratka – piękny jasny granit Białego Kręgu i niekończąca się wąska rysa, znowu A3.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Magda na pierwszym wyciągu

Do samego końca drogi udało mi się dowspinać już bez większych przygód (zaliczyłam 4 krótkie loty) i z grubsza zgodnie z planem (mimo, że na drodze był spory ruch, a mijanki pochłaniały cenne godziny). Nieszczęsny portaledż doholowałam do samego końca powiewający przy worach jak flagę, na wszelki wypadek obkleiłam rogi ductapem, nie mogłam sobie pozwolić na brak miejsca do spania, szczególnie, że w wyższych partiach ściany czekały mnie wiszące stanowiska.
Ostatniej nocy minęły mnie dwa zespoły zamierzające pokonać Zodiaca w mniej niż 24h i ostrzegły, przed zbliżającą się burzą mającą potrwać kilka dni.
Do szczytu pozostały mi jeszcze 3 wyciągi, dwa ostatnie połączyłam, a do stanowiska wpinałam się ociekając deszczem. Woda wlewała się przez wyciągniętą rękę do rękawa, przepływała przez ramię i plecy i wyciekała przy uprzęży. W nocnej ulewie uciekałam ze szczytu, a po wory wróciły się dobre Dusze spotkane w Cafeterii następnego dnia rano.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Holowanie w ulewie

Zodiac to moja pierwsza solówka, przygotowywałam się przez cały rok trenując na lokalnej drodze techniki hakowe, ale przede wszystkim organizację stanowisk i holowanie (rozkładanie portaledża niewystarczająco) . Używanie młotka nie jest moją mocną stroną, na całej drodze wbiłam 4 haki, z czego jeden wyskoczył przy czyszczeniu przy szarpnięciu liną.
Do asekuracji używałam Silent Partnera.
Pierwszy wyciąg nie był mi obcy, treningowo spróbowałam na nim swoich sił w zeszłym roku po zespołowym przejściu drogi Pacyfic Ocean Wall.
Wspinałam się bez poręczowania, ale czyszczenie ostatniego-połączonego wyciągu i holowanie na szczyt odbyło się dzięki pomocy z zewnątrz. Po 7 dniach na ścianie nie byłam w stanie wrócić na szczyt w ulewie, bez odpoczynku. Bez tej pomocy nie zdążyłabym na samolot, a pobyt w Dolnie wydłużyłby się niemal o tydzień, w związku z tym przełknęłam gorycz uszczerbku stylowego i nie zakłóciło to radości ze wspinania i dokończenia drogi.
Przejście Zodiaca było ukoronowaniem marzeń i treningów, a wisienką na torcie przybicie ‘żółwika’ opuchniętą i umorusaną dłonią z lokalnym Łojantem (który poprzedniego dnia pobił rekord prędkości na Tribal Rite) i wypicie porannej kawy przy stoliku, przy którym zwykle zasiada Tom Evans.

Bardzo dziękuję wszystkim, którzy prze cały czas we mnie wierzyli, służyli radą czy po prostu zagrzewali do walki.
Dziękuję też firmie Zamberlan za wsparcie sprzętowe.
Magda

Podsumowanie:
Zodiac VI 5.7 A3, czas przejścia 7 dni: 21-27.10.2016, solo