WoodWeLove

Regan na Native Son – podsumowanie.

    W dniach 11-25.10.2012 przeszedłem samotnie drogę Native Son na El Capitanie w Yosemitach. W ciągu 14 dni wspinania pokonałem 17 wyciągów wytyczonych przez Walta Shipleya i Troya Johnsona w sierpniu 1987r. NS to jedna z najbardziej eksponowanych dróg na El Capie, a jej wycena to A4+. Moje doświadczenie z ubiegłorocznego przejścia Zenyatty Mondatty potwierdza to, bo NS jest o jeden stopień trudniejsza. Już na pierwszym wyciągu okap A3 wymaga sekwencji na sky hookach w całkowitym przewieszeniu i w dodatku z obniżeniem. Stanowisko ponad tym wyciągiem jest naturalne na dużych camach. Przy stosowaniu asekuracji solowej stwarza to poważny problem w czasie prowadzenia następnego wyciągu, bo każde odpadniecie szarpie lina w kierunku wyciągania camów. To było bardzo stresujące, ale zmuszało do precyzyjnego i ostrożnego wspinania. Wtedy tez zetknąłem się z koniecznością osadzania sky hookow na ślepo, które pózniej wielokrotnie powtarzało się. Wysięgi były tak duże, ze nie sposób było ocenić krawędzi do osadzania hookow. Wyciąg The Coral Sea był kluczowy i zdecydowanie zmusił mnie do sięgnięcia po cale dotychczasowe doświadczenie we wspinaniu hakowym. Mieszanka różnych technik osadzania haków w rozwierających się rysach tworzonych przez przyklejone do ściany płyty, sekwencje na hookach i copperheadach potwierdzały wycene A4+. Kończąc ten wyciąg byłem pełen podziwu dla autorów pierwszego przejścia, którzy znaleźli jak najbardziej naturalny sposób przejścia tego fragmentu ściany unikając wiercenia. Zresztą jest to cecha charakterystyczna całej drogi, która jest wyjątkowo piękna i naturalna.

    Przejście wielkiego okapu The Wing jest bardzo emocjonujące zarówno ze względu na przewieszenia jak i na techniczne trudności. Sam początek wyciągu, to najtrudniejsze A1 jakie w życiu zrobiłem! Każdy pasaż na NS wyceniany na A3 wymagał skupienia i uwagi. Nawet te fragmenty, które początkowo podczas prowadzenia wydawały mi się przecenione, to podczas czyszczenia z reguły okazywało się , ze szczeliny były elastyczne, a haki wypadały pod obciążeniem liny, co potwierdzało wycenę.

    Na wyciągu The Golden Finger of Fate jest fragment klasycznej przerysy 5.9. Prawdę mówiąc niezbyt się tym przejmowałem do czasu, kiedy nie utknąłem w niej na ponad godzinę próbując wykonać parę ruchów na odcinku 2 metrów. Z rysy wydostałem się po desperackiej walce o każdy centymetr skały. Ostatni trudny wyciąg to The Golden Nipple, na którym trzeba wykonać trzy wahadła przedzielone odcinkami A4 i A3. Wahadła są bardzo techniczne, wyłapywane na hookach i sprężynujących płytkach, do których trudno dosięgnąć i trudno dobrać rozmiar cama. Wyciąg kończy się trzema ruchami na sky hookach, które trzeba zawieszać za pomocą wędki, bo odległości są niebotycznie duże.

    Na całej drodze miałem dwa dni przerwy z powodu zlej pogody. Przez większość dni wspinałem się z prędkością jeden wyciąg dziennie, co sprawiało mi nieukrywana przyjemność i pozwoliło na delektowanie się tą wspaniałą linia. Ogólnie była to dla mnie siódma droga na El Capitanie. Tak jak poprzednie pokonałem ja samotnie nie poręczując żadnego wyciągu. Z moich informacji wynika, ze ostatnie przejście solowe tej linii miało miejsce w latach dziewięćdziesiątych. Przejść zespołowych było może 10 w ostatniej dekadzie ( w tym trzy w tym roku!).Interesujące jest to, że na całej drodze ani razu nie odpadłem, mimo że podczas czyszczenia wypadały heady i haki. Native Son była zdecydowanie najtrudniejsza technicznie drogą jaką kiedykolwiek zrobiłem, a przeżycie tego wspinu, było niezwykłym osobistym doświadczeniem.

reganclimbing.com