TOPR

The other George. Część 1

Jeśli chodzi o himalaistów i himalaizm to ja już nie chcę się z tym środowiskiem dłużej bawić
Tomek „Czapkins” Mackiewicz

I. Pojedynek w przestworzach.

Rudolf von Eschwege nosił miano „Orła Morza Egejskiego” albo „Richthofena Bałkanów”.eschwegeb

http://www.buddecke.de/eschwege/eschwegeb.jpg

Pozostawał jednym z niewielu pilotów myśliwskich niemiecko-bułgarsko-tureckiej koalicji, która walczyła z siłami brytyjskimi, francuskimi i serbskimi na tzw. froncie macedońskim, na peryferiach Wielkiej Wojny (1914-18). O ile na froncie zachodnim w tym czasie (1917) latały już setki samolotów i walczyły całe dywizjony, o tyle nad pogodnym bałkańskim niebem pojedynki były raczej incydentalne i polegały na tym, że jeden niemiecki myśliwiec obsługiwany przez „Rudiego” walczył z dwoma, czasem kilkoma maszynami przeciwnika. Starcia miały zawsze ten sam wynik – kończyły się „ograniem” brytyjskich pilotów, czasami wręcz kompromitacją w postaci zmuszenia do lądowania i osobistego wzięcia do niewoli załogantów. Rycerski Eschwege potrafił odwiedzać następnie swoje ofiary w szpitalu polowym i obdarowywać czekoladą i cygarami. „Rudi” w 1917 roku powiększył swoją pule zwycięstw do 16-tu, co było sporym wyczynem. Do tego mógł dodać zniszczenie dwóch balonów obserwacyjnych.

Balony odgrywały podczas Wielkiej Wojny znaczącą rolę w obserwacji i kierowaniu ogniem artyleryjskim.

R2

http://www.samolotypolskie.pl/uploads/Products/product_634/Caquot_R2_rys.jpg

Wypełnione łatwopalnym wodorem, wyniesione na kilkaset metrów i utrzymywane na pozycji za pomocą lin, były osiągalne jedynie dla myśliwców. Toteż były zazwyczaj zaciekle bronione przez własne samoloty, a w sytuacji bezpośredniego ataku obserwator salwował się skokiem ze spadochronem. 21 listopada 1917 roku nad Orljakiem Eschwege zauważył kolejny cel. Był nim balon umieszczony nienaturalnie wysoko, aż na 2500 stopach (ok. 760 m). Co dziwne, w jego okolicy nie dostrzegł żadnej eskorty. Wymarzony cel! Pierwsza seria wywołała pożar w górnej części balonu – konieczny był nawrót i poprawka. „Rudi” podleciał najbliżej jak mógł, aby ją wykonać, ale z perspektywy ogromnej prędkości ok. 150 km/h nie mógł dostrzec, że „obserwator” w koszu balonu to tylko manekin, zaś wzdłuż liny mocującej rozciąga się kabel. Rzeczywisty obserwator, który trzymał w ręku detonator pułapki znajdował się na ziemi. Eksplozja 225 kilogramów materiałów wybuchowych zmieszanych z rozmaitym żelastwem i tworzących gigantyczny szrapnel dosłownie zmiotła Albatrosa „Rudiego” z nieba. Ciało „Orła Morza Egejskiego” zostało wydobyte z wraku maszyny przez brytyjskich medyków i pochowane z honorami. Sześć osób niosło trumnę, ceremonię sfotografowano, a rzeczy osobiste zabezpieczono. Wkrótce brytyjski samolot zrzucił nad niemieckimi liniami następującą wiadomość:

„To the Bulgarian-German Flying Corps in Drama. The officers of the Royal Flying Corps regret to announce that Lt. von Eschwege was killed while attacking the captive balloon. His personal belongings will be dropped over the lines some time during the next few days”.

W honorowej odpowiedzi Niemcy identycznym sposobem dostarczyli flagę i wieniec pogrzebowy dla swojego lotnika.

Kim był przeciwnik Rudolfa von Eschwege a jednocześnie pomysłodawca tego niezwykłego w skali wojny „niehonorowego” pojedynku powietrznego?

Jego nazwisko brzmiało George Ingle Finch i był on wtedy nikomu nieznanym żołnierzem Royal Army Ordnance Corps. Niemniej był już całkiem uznanym alpinistą, zwłaszcza w Szwajcarii i Niemczech. Sposób rozprawy z „Ritchofenem Bałkanów” ucieleśniał sposób myślenia Fincha – człowieka na wskroś racjonalnego, dążącego z uporem do celu za pomocą najefektywniejszych środków, które są akurat w dyspozycji albo które… trzeba wymyślić. Nie minie 5 lat, gdy George Ingle Finch w podobny „niehonorowy” sposób spróbuje rozprawić się z Everestem (1922).

II. The Making of a Mountaineer.

Historia powszechna, jak i historia wspinania ma to do siebie, że   jednostki obdarzone szczególnym wizjonerstwem bywają w swoich zabiegach niezrozumiane i „odstawiane na boczny tor”. Często otrzymują przy tym etykietkę osób nie do końca zrównoważonych – przysłowiowych „wariatów”. W historii polskiego wspinania skałkowego/sportowego taką postacią był niewątpliwie Jan Wojciech Kubań – wart monografii. Kto wie kto zacz, w mig pojmie analogię.

Słowa George i Everest przywołują dziś jedyne skojarzenie – George Mallory. Mało kto pamięta, a polski czytelnik zapewne nawet nie wie, że był też inny George, zwany przez współczesnych „The other George”, który nierozerwalnie jest związany z historią zdobywania najwyższej góry Ziemi. Pozostał on na zawsze w cieniu „Galahada” (Mallory), który 8 czerwca 1924 wraz z Andrew Irvine’m najprawdopodobniej sięgnął Graala.

Stąd przydomek Fincha – „The other….”(George), wyznaczający pośledniejsze miejsce w historii. O ile brytyjski zamiar pokonania „trzeciego bieguna” był programem honorowym i prestiżowym dla Imperium, o tyle Finch potraktował to jako wyzwanie stricte naukowe. Okazał się protagonistą, jak i (nade wszystko) skutecznym prekursorem użycia tlenu podczas wspinaczki na wielkich wysokościach. Wyprzedził swoją epokę o 30 lat i dlatego pozostał outsiderem w stosunku do ducha pierwszej himalajskiej epoki z jej credo „only rotters would use oxygen”.

Dlatego musiał pozostać zapomniany, mimo że Mallory i Irvine w swoim finalnym wejściu zastosowali się dokładnie do wszystkich jego postulatów i wskazówek użycia tlenu i po prostu powtórzyli atak Fincha z 1922.

George Finch urodził się w 1888 w Orange w małym miasteczku ok. 200 kilometrów na zachód od Sydney. Miejsce urodzenia na zawsze zdefiniowało go w encyklopediach jako Australijczyka, pomimo że jego ojciec, a i on sam zawsze czuli się Brytyjczykami. Koleje życia sprawiły, że George bieglej posługiwał się jednak językiem niemieckim. Niektórzy nawet później czynili mu zarzut, że to determinowało jego sposób myślenia i „systematyczne” podejście do wspinaczkowych problemów, odległe od tego, który reprezentowali angielscy gentelmani. Ojciec George’a Charles Finch był hodowcą owiec i bydła, realizował się w prowincjonalnych władzach i stał się na tyle majętnym człowiekiem, że mógł wybrać się wraz z rodziną w 1902 roku (żona Laura, Max- brat George’a młodszy o rok i córka Dorothy) w podróż do Europy. Celem była najpierw stara ojczyzna Anglia i Paryż. Zanim to nastąpiło George często błąkał się po wzgórzach niedaleko rodzinnej farmy, a na jednym z nich podjął mocne postanowienie “after this, my first mountain ascent, I had made up my mind to seetheworld; to see it from above, from the tops of mountains” …

Paryż oczarował jego matkę na tyle, że postanowiła pozostać tam na stałe z dziećmi. Charles Finch powrócił do Australii, a George nigdy już nie zobaczył ojca.

Jeszcze w Anglii George i Maxwell motywowani świeżo pozyskaną lekturą Whympera „Scrambles amongst the Alps” wspięli się na Beachy Head – 160metrowe urwisko, ku przerażeniu latarnika, który uruchomił akcję ratunkową. Jak się okazało, zupełnie zbędną. Na szczycie klifu oczekiwał chłopców „komitet powitalny” złożony ze strażaków wyposażonych w liny i drabiny.

beachy

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/47/Beachy_Head_Lighthouse_under_the_cliff.jpg/800px-Beachy_Head_Lighthouse_under_the_cliff.jpg

Rodzaj skały, tzn.kreda, zapewne określił późniejsze preferencje George’a – wspinaczkę lodową, którą zdecydowanie bardziej cenił od poruszania się w skale.

W Paryżu bracia aż do próby zdobycia Notre Dame, co omal nie zakończyło się w kryminale, kontynuowali pasję za pomocą „urban climbing. Nie była to pasja niezwykła w tej epoce – vide wyczyny młodego George’a Mallory’ego, późniejszego wielkiego rywala Fincha. W tym czasie George Finch biegle nauczył się języka francuskiego i podjął studia medyczne w École des Médecine in Paris. Szybko jednak jego zainteresowania zwróciły się ku naukom bardziej ścisłym niż medycyna. Za radą przyjaciół matki bracia przenieśli się do Zurychu, gdzie George błyskawicznie opanował język niemiecki zarówno w jego wersji literackiej, jak i w lokalnym dialekcie. Talent językowy umożliwił mu podjęcie niemal z marszu nauki na Eidgenossische Technische Hochschule w latach 1906-11, a przede wszystkim to o czym marzył, tzn. „stanie się alpinistą”, co uwiecznił następnie w swoich wspomnieniach z tego okresu „The Making of a Mountaineer”.

finch4

http://www.telegraph.co.uk/content/dam/books/2016/01/18/finch4-xlarge_trans++C5lSfkgZWUpTFPHwK2jCKO8sjqyYVAWwRDdp-J3BXyI.jpg (GeorgeFinch-Zurich1912)

Weekendy i wakacje George i Max poświęcali na zdobywanie alpejskich szczytów. W tamtych czasach była to jeszcze działalność na wskroś eksploracyjna, z reguły uprawiana w towarzystwie lokalnych przewodników. Dwaj młodzi Anglicy działali od początku samodzielnie, znajdowali i rozwiązywali rozliczne problemy, co przyniosło im spora renomę w środowisku akademickim.

finch5

http://www.telegraph.co.uk/content/dam/books/2016/01/18/finch5-xlarge_trans++vwPclwm4S7rjsmRmmdQBK55lVzFatyChSaxeMeq3TM0.jpg (Finch w jednej z alpejskich chatek)

Stali się członkami Akademickiego Klubu Alpejskiego w Zurichu (AACZ), a George rychło został uznany za najmocniejszego klubowicza. Jego mistrzostwo w „odgadywaniu” formacji możliwych do przejścia było niezrównane, podobnie jak umiejętności w rąbaniu stopni. Sukces w lodowych formacjach w tamtym czasie był warunkowany tą właśnie umiejętnością. Raki były dopiero na początku swojej ewolucji – nikt nie słyszał o możliwości techniki frontalnej przy ich użyciu ani o asekuracji. Forsowania pionowych lodospadów nie przewidywała żadna wspinaczkowa teoria tamtego czasu, a co dopiero praktyka. Z tego okresu wybija się pierwsze przejście północną ścianą Castora,czy wejście na Aguille de Midi od południowego zachodu.

fg_alpy

George Finch w Alpach

W tym czasie jego brat porzucił wspinaczkową pasję po alpejskim zimowym biwaku, podczas którego jeden z jego kolegów utracił palce. George w 1912 roku wyjechał do Anglii, gdzie stal się członkiem Imperial College of Science and Technology in London, przy okazji nabywając kwalifikacje pirotechnika. W 1913 r. na krótko powrócił w Alpy, aby dokonać pierwszego przejścia zachodniej grani Bifertenstock. Była to ostatnia okazja, aby spotkać się z wieloma kolegami, którzy w następnym roku walczyli po przeciwnej stronie w Wielkiej Wojnie.

III. Himalaizm w laboratorium.

Finch przeżył wojnę służąc w najpierw we Francji, później w Egipcie, wreszcie na froncie macedońskim. O żadnych jego przewagach poza strąceniem Rudolfa von Eschwege niczego nie wiemy. W 1918 r. został kawalerem Orderu Brytyjskiego Imperium, odznaczenia dawanego raczej za zasługi dla Imperium niż za akty odwagi na polu bitwy. W roku 1920 brytyjski Alpine Club i Królewskie Towarzystwo Geograficzne (Royal Geographical Society RGS ) zostały zelektryzowane wiadomością, że Tybet otworzył granice dla eksploracji.

Brytyjczykom chodziło konkretnie o Everest zdefiniowany wtedy jako „trzeci biegun” Ziemi. Alpine Club i RGS postanowiły wysłać w następnym roku wyprawę rekonesansową i Georga Finch obok George’a Mallory’ego, uznawanego wtedy za najlepszego brytyjskiego wspinacza skalnego, pojawił się w roli naturalnego kandydata do realizacji tego przedsięwzięcia. Zdaniem J. P. Farrara, wpływowego prezesa Alpine Clubu George i jego brat Max “were two of the best mountaineers we have ever seen”. Rekomendacja ta została jednak przyjęta za faux pas.

Zdjęcie George’a Fincha w kontekście mającej ruszyć wyprawy ukazało się w prasie ilustrowanej irytując angielskie wspinaczkowe i eksploracyjne elity, dla których oczywistością było, że na trzeci biegun wyruszą wychowankowie Oxfordu i Cambridge, a nie syn hodowcy bydła z Australii, który płynniej wypowiadał się w języku niemieckim ze szwajcarskim akcentem. .Zwłaszcza sekretarz i główny manager Komitetu Everestowskiego (Mount Everest Committee) Arthur Robert Hinks zapałał do Fincha osobista niechęcią. Miało to wkrótce przynieść brzemienne skutki…

Niemniej Finch został zaangażowany do rozwiązania czysto technicznego problemu związanego z niesatysfakcjonującym działaniem kuchenek na dużych wysokościach. W 1920 r. Brytyjczycy po raz drugi usiłowali zdobyć Kamet (pierwsza próba 1913, ostatecznie zakończyło się to powodzeniem dopiero w 1931) i zauważyli, że powyżej 7000 tysięcy metrów ich kuchenki nie działały. Jeden z uczestników ataku, Morshead wspominał:

“I was unaware until too late that the large Primus stove, on which I had been relying, would not work in the rarified atmosphere of20,000 feet, beyond which point methylated spirit is the only possible fuel; while Dr. Kellas had only one small spirit stove which took an hour tot haw sufficient snow to fill a teapot”.

Finch dość szybko uporał się z problemem w asyście P.J.H. Unny. Zmodyfikowane przez Fincha maszynki od tej pory nazywały sie oczywiście… „Unna cooker” i były używane przez kolejne brytyjskie ekspedycje, wykazując godną podziwu niezawodność. Prace te skierowały uwagę George’a na problem „wspomagania” tlenem nie procesu spalania, ale samych wspinaczy. Był to czas rozwoju lotnictwa. Samoloty zaczęły wzbijać się w okolice 7000-8000 metrów i zaczęto je wyposażać w systemy podtrzymujące życie pilota.

Tym ostatnim zagadnieniem zajmował się profesor nauk medycznych a jednocześnie utalentowany konstruktor- Georges Dreyer. Zaprojektował on udaną aparaturę tlenową wykorzystywaną przez Royal Flying Corps (następnie Royal Air Force). Dreyer wprost twierdził, że osiągnięcie wierzchołka Everestu bez wspomagania tlenem będzie niemożliwe. Pozostawał on jednocześnie dysponentem jedynej w tamtym czasie w Wlk. Brytanii komory niskich ciśnień. Stanowił ją metalowy cylinder o średnicy 2,1 metra, z którego wypompowywano powietrze do wartości ciśnienia panującego na badanej wysokości.

Georges_Dreyer

Georges Dreyer

https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/b/b5/Georges_Dreyer.jpg/220px-Georges_Dreyer.jpg

George Finch ochoczo zgłosił się do roli „królika doświadczalnego”. W komorze obniżono ciśnienie symulując wysokość 21000 stóp (6400metrów), a następnie George miał za zadanie wchodzić na krzesło raz jedną, raz drugą nogą dźwigając ciężar 35 funtów, tzn. 16 kg. Miało to odpowiadać szybkiemu, konkretnie „ochoczemu ” („with alacrity”) podejściu wspinacza w stromym terenie. Rezultaty były zdumiewające. Zanim Finch przystąpił do ćwiczenia jego puls w warunkach obniżonego ciśnienia bił 104 razy na minutę. Tuż po 20- krotnym wejściu na krzesło w przeciągu 2,5 minuty wzrósł do 140 uderzeń. Następnie Finchowi podano tlen i odpowiednio rezultaty wynosiły 68 uderzeń serca i 77 po wykonaniu ćwiczenia. Prawie dwa razy mniej! A była to wysokość zaledwie 6400 metrów, tzn. ta, na której znajduje się współczesny ABC na Evereście (od strony tybetańskiej), odpowiadający obozowi III z wypraw brytyjskich. W tym jednym momencie George Finch stał się zelotą nowej religii – użycia tlenu podczas wspinania na wielkich wysokościach.

Paradoksem całej sytuacji było, że George Finch okazał się najodporniejszym na symulowaną wysokość „pacjentem” Dreyera spośród 1000 lotników, sportowców, których przebadano korzystając z nowatorskiego urządzenia (sic!).

Powołany został „Tlenowy Podkomitet” (Oxygen Sub Committee) dla organizowanej (1921) wyprawy, który od razu spotkał się z tyle żywiołową, co pryncypialną opozycją „angielskich dżentelmenów”. Hinks sformułował stosowny wywód, z którego zaczerpnięto sławetny bon mot: ” ‚only rotters would use oxygen”. Został on mocno wsparty w tej honorowej deklaracji przez George’a Mallory’ego. Było to przysłowiowe „dzielenie skóry na niedźwiedziu”, czyli Evereście, do którego w tamtym czasie nie była znana nawet możliwa droga podejścia.

Oczywiście to nie Finch pierwszy zauważył wpływ wysokości na organizm człowieka. Problem był znany od dziesięcioleci, tzn. od czasów, gdy w powietrze wzbiły się balony z załogą. Rozwój lotnictwa wymusił konieczność powstania odrębnego działu medycyny dedykowanego awiacji. Tymi pionierskimi pracami zajmował się właśnie Dreyer.

Pierwszą osobą, która dostrzegła ewentualny pożytek z posiłkowania się sprężonym tlenem w górach był Joseph Hamel (1788–1862). Stało się to podczas jego wyprawy na Mt Blanc w 1820 roku. Sugestia była oczywiście czysto teoretyczna, nie istniała wtedy stosowna aparatura, zresztą „chorobę wysokościową” na poziomie Mt Blanc dało się tłumaczyć innymi czynnikami, np. za pomocą banalnej utraty sił na podejściu. Dopiero zdobycie wyższych szczytów, np. Chimborazo pozwoliło odczuć istotę problemu zwanego „thin air”. Stało się to z udziałem idola George’a, Edwarda Whympera w roku 1880. To właśnie Whymper zdefiniował „chorobę wysokościową” i zaproponował sposoby jej unikania (właściwa aklimatyzacja). Znaczenie Whympera polegało jednak na pracy teoretyka, a nie konstruktora.

Praktyczne próby zastosowania wspomagania tlenem w górach najwyższych zawdzięczamy komu innemu. W encyklopediach i rozmaitych opracowaniach na temat historii himalaizmu możemy przeczytać, że „tlenu po raz pierwszy użyto” na Trisul w 1907 roku. Trisul został zdobyty przez A. L. Mumma, Thomasa Longstaffa i Charlsa Bruce’a, i przez 21 lat pozostawał oficjalnie najwyższym osiągniętym przez człowieka szczytem. Źródła podają, że ekspedycja dysponowała „małymi urządzeniami do wytwarzania tlenu (Small oxygen generators), które stosowano podczas („along on”) wyprawy. Brak wzmianki o tym, że odbyło się to wtrakcie samego ataku szczytowego, chodzi bardziej o to, co można współcześnie określić jako „bar tlenowy”, czy korzystanie ze stacjonarnego rezerwuaru. Generator jak sama nazwa wskazuje nie „oddawał” sprężonego tlenu, ale go wytwarzał. Najprawdopodobniej używano nadtlenku sodu – techniki „odświeżania powietrza” za jego pomocą, znanej doskonale załogantom pierwszej generacji okrętów podwodnych. Światło na wydarzenia z 1907 roku rzucają późniejsze o kilkanaście lat eksperymenty Alexandra Kellasa (1868–1921), szkockiego chemika, a jednocześnie całkiem solidnego pioniera himalaisty.

Podczas wyprawy w 1920 roku na Kamet (zanim został zdobyty w 1931) Kellas prowadził pierwsze systematyczne badania nad użyciem tlenu i korzyściami z tego wypływającymi. Wyniki nie były szczególnie obiecujące, zwłaszcza jeśli chodzi o sprężony gaz. Kellas zabrał na wyprawę 74 butle, każda o wadze 9 kg z oprzyrządowaniem. Badania prowadzone były na lodowcu na umiarkowanej jak na Himalaje wysokości ok. 5500 metrów i zakończyły się konkluzją, że poniżej tej wysokości użycie tlenu nie ma sensu, natomiast powyżej ekwipunek tlenowy jest zbyt ciężki.

Kwadraturę tego koła może zobrazować wyliczenie Fincha – aby sprężyć 1kg tlenu Kellasowi potrzebne było… 50 kg żelastwa. Bardziej obiecujący okazał sie „generator tlenu” (Oxylithe bag), czyli gumowy worek z nadtlenkiem sodu. O ile oddychanie tlenem z takiego worka przed podjęciem wysiłku dawało niewielki zysk, o tyle podczas wspinaczki, czy podejścia (z workiem pod ramieniem, co było bardzo niewygodne) wydolność wspinacza wzrastała nawet o 25%. Tego nie można było już zlekceważyć!

Najprawdopodobniej to takie właśnie „generatory tlenu” wykorzystała wyprawa z 1907 na Trisul. Kellas miał ambiwalentny stosunek do swoich badań, mimo iż wykazał istnienie „tlenowego zysku” twierdził (wbrew Dreyerowi i Finchowi), że osiągnięcie wierzchołka Everestu bez tlenu będzie możliwe dla szczególnie odpornych jednostek. Tutaj, w perspektywie historycznej, nie pomylił się, lecz na potwierdzenie jego przewidywań trzeba było czekać aż do wejścia Messnera i Habelera w roku 1978.

Kellas ruszyl na wyprawę rekonesansową w 1921 ze swoimi „cylindrami”. Bez odpoczynku, dosłownie w 9 dni od zakończenia ciężkiego rekonesansu w rejonie Kanchenjungi. Umarł nagle na dzień przed osiągnięciem miejsca skąd mógłby dojrzeć Everest – obiekt pożądania epoki… Trochę na wyrost nazywany jest „pierwszą ofiarą Everestu”. Jego cylindry pozostały niewykorzystane, a prace poszłyby w odstawkę, gdyby nie Dreyer i Finch.

kellas

Alexander Kellas (http://i.imgur.com/HZ9xhOM.jpg)

Kilka dni przed kolejnymi eksperymentami w komorze niskich ciśnień pod kierownictwem Dreyera George Finch rutynowo stanął przed komisją medyków, która miała zadecydować o jego udziale w rekonesansie na Everest. „Wykryto” u pacjenta szereg chorób – niedowagę, anemię i cukrzycę (sic!). Wynik – dyskwalifikacja ze składu. Choroby te w roku następnym cudownie same z siebie ustąpiły -niemniej jedyne co mógł zrobić Finch w obliczu werdyktu „gentelmanów”, którzy nie chcieli go w swoim gronie… to pojechać w Alpy i pokazać na co go stać.

Tak się też stało mimo diagnozy Dreyera:

„Furthermore, the tests in the low pressure chamber proved that Captain Finch possesses quite unusual powers of resistance to the effects of high altitudes. Among the large number of picked, healthy, athletic young men which we have examined, more than 1,000 in all, we have not come across a single case where the subject possessed the resisting power to the same degree.”

Himalaizm w swojej kolebce okazał się dzieckiem polityki i układów towarzyskich. Nie masz pleców, podpadłeś – nie jedziesz!

Finch opuścił Oxford i pojechał Alpy.

Część II