Serwis wspinaczkowy tworzony przez łojantów dla łojantów

Kim jesteśmy? Dokąd się wspinamy? ClimbMind

Kim jesteśmy? Dokąd się wspinamy? ClimbMind

Po pół roku w Volkswagenie Caddy stwierdziliśmy, że jesteśmy szaleni. Po kilku załamaniach nerwowych (nie jest łatwo spojrzeć w lustro i przyznać, że jest się świrem) pogodziliśmy się z tym faktem i postanowiliśmy spróbować ułożyć sobie życie jako Wyznawcy.

DSC_0970wJak to w rzeczywistości wygląda? To proste. Wstajemy, kiedy tylko słońce zaczyna świecić w szyby naszego samochodu. Pijemy świeżo zmieloną kawę i robimy poranny rozruch. Puka, nasz pies, otwiera oczy i wyskakuje z samochodu. W przeciągu trzech minut na pewno zacznie na coś szczekać. Jemy pyszne śniadanie, a po nim pijemy drugą kawę. Potem czas na rzecz najważniejszą, czyli…wspin! Wieczorem przygotowujemy ciepły obiad, najlepiej oparty na kaszy i warzywach. Dalsza część doby jest zazwyczaj spontaniczna…

LOGOClimbMind to właśnie my, Adku i Kuba. Lubimy się wspinać. Zawiesiliśmy swoje studia po to, aby spełnić nasze marzenia – podróż po Europie, zmiana stylu życia i skupienie się na rozwoju wspinaczkowym.

Czy ta podróż, aby na pewno ma sens?

Wielokrotnie przed wyjazdem słyszeliśmy: „będzie wam ciężko”, „podejmujecie duże ryzyko”, „nie będziecie w stanie utrzymać formy”, „nie da się mieszkać tyle czasu w samochodzie”, „po co przygarnęliście tego psa?”. Jednym słowem roztaczano przed nami wizję ciężkiej próby. Im dłużej podróżujemy, tym mniej rozumiemy, czego ta próba miała dotyczyć. Przecież żyjemy w dwudziestym pierwszym wieku, a wszelkie podstawowe potrzeby można spełnić przy pomocy karty płatniczej. Te bardziej wymyślne, dzięki którym myślimy, że czujemy się komfortowo, automatycznie zapisują nas do wyścigu za szczęściem. Bo przecież ile razy kupowaliśmy rzeczy, które miały dać nam to upragnione uczucie? Ono niestety szybko ucieka, a my gonimy za nim dalej. Zapominamy, że jest to tylko przelotne ujęcie chwili, niezwiązane ze stanem konta czy posiadanymi dobrami materialnymi. W równej mierze szczęście może dać piękny zachód słońca, uśmiech bliskiej osoby, czy wpięcie się do łańcucha. Zatrzymajmy się i spójrzmy na to z innej perspektywy – postawmy na rozwój, wsłuchajmy się w siebie. Jeśli robimy to, co kochamy, to przekażmy dalej swoje uczucie spełnienia innym, nie zatrzymujmy go. Akceptujmy smutek, złość czy rozdrażnienie na równi ze szczęściem. Nie zatrzymujmy się na negatywach, które spotykamy na drodze i pamiętajmy o celu. Mieliście zły dzień i nic Wam nie wychodziło? To nic. Przed Wami fajny wieczór, a jutro zaczniecie z nową energią. Kiedy cel jest na pierwszym miejscu, to utrzymujemy ciągłą motywację do działania i radość ze spełniania kolejnych zadań.

DSC_0530Tak właśnie żyje ClimbMind. Mamy w umysłach pewne idee i wspieramy się w nich nawzajem. Dlaczego? Wyznawcy chyba tak po prostu mają. My jesteśmy wyznawcami skały. Spodobało nam się to określenie (zostało zaczerpnięte od samego Wojciecha Kurtyki), bo tłumaczy wszystko, może nawet to, że jesteśmy lekko świrnięci.

Jak to się wszystko zaczęło?

Poznaliśmy się na studiach. Adku jeszcze wtedy nie znała wspinaczki. Kuba od roku łapał o co chodzi w tym „rockowym” (ang. rock – skała) świecie. Połączyła nas podobna wizja życia i podejście do stanu rzeczy, a także rozwijająca się, wspólna pasja. Szybko stwierdziliśmy, że wspinanie, to nie tylko pomysł na spędzenie poranka, popołudnia czy wieczoru. Bez żadnych przeszkód zaczęło ono występować w naszej przestrzeni jako styl życia. Nagle nasi znajomi zaczęli być w przeważającej części wspinaczami, kontrolowanie dni tygodnia zmieniło się na dni restowe i wspinaczkowe, a czas wolny przenieśliśmy w skały. Brzmi znajomo? Zapraszamy na winko! A tak poważnie, to był dopiero początek. Każdy, kto doświadczył wspinania i został w tym sporcie dłużej niż jeden sezon, wie z czym to się je – wykraczanie poza swoją strefę komfortu czy zachowywanie spokoju podczas trudnych sytuacji… Sukces zdarza się rzadko i wymaga porażek. Skały uczą wielu rzeczy, lecz ulubionym tematem lekcji jest tu pokora. Trudno uniknąć zmian w swoim podejściu do życia. Rozpoczęliśmy więc pracę nad sobą. Wszystko po to, aby stać się lepszymi wspinaczami. Kuba w pewnym momencie popadł w obłęd. Po zajęciach na uczelni robi trening, prowadzi sekcje na ściance i wieczorem, dla relaksu ogląda wspinaczkowe filmiki. Pierwszym co robi po powrocie z wyjazdu, jest zaplanowanie kolejnego.

Kontrola nie tylko nad ciałem.

Wpinanie się do łańcucha uzależnia. Nas uwiodło między innymi poczucie kontroli. W momencie wstawiania się w atakującą próbę, mamy już za sobą przepracowane dni. Zdobyliśmy „zapas” wspinaczkowy i jesteśmy skupieni na konkretnych umiejętnościach, które mają przynieść konkretne efekty. Podczas patentowania (każda próba) skupiamy się na szczegółach: napięciu mięśni, pracy nóg, możliwościach „wyrestowania”. Wszystko po to, aby w atakującej próbie, zawładnąć nad ciałem… i głową. To drugie jest tematem rzeką. Psychika. Ona odpowiada za motywację i przestrzeń w głowie, bądź jej brak. Jeżeli plan A nie wypali, emocje dają o sobie znać. Sęk w tym, żeby je uciszyć najlepiej w samym momencie ich powstawania. Zaufanie do przestrzeni, zapewnienie siebie, że dam radę. W takim ujęciu, każda droga jest pewnego rodzaju symulacją życia. Tak długo, jak najważniejsze pozostaje wpięcie się do łańcucha (cel), tak długo idziemy w górę (co nie oznacza sukcesu). Wdrążając te elementy w życie codzienne, Ada widzi siebie gotową do pracy nad swoim ciałem i umysłem. Pamiętając o tym wszystkim co przemija, przekracza granice komfortu i zbiera nadmiar z tego, co daje jej szczęście. Kto by pomyślał, że zbuntowana wiolonczelistka w wieku 20 lat zawiesi swoje życie na tak cennych palcach. Wspinanie wygrało, a palce, choć zupełnie zmieniły swoje zadania, nadal są bardzo cenne.

Apetyt na roczną podróż.

Projekt rocznej podróży i powstanie ClimbMind długo dojrzewało w naszych głowach. Dwa lata wcześniej byliśmy na naszym pierwszym, długim wyjeździe. Trwał on dwa miesiące. Pierwszym przystankiem była Frankenjura (Niemcy). Pojechaliśmy tam z Pauliną, towarzyszką wcześniejszych zimowych wyjazdów. Oj, ile my jej zawdzięczamy! Pokazała nam tajniki pakowania auta i sposób na to, jak przeżyć pod namiotem całe tygodnie, jednocześnie wspinając się w niezawodnej formule 2 na 1. Otworzyła nam oczy na sposoby organizacji miejskiego życia tak, aby móc się więcej wspinać. Drugą osobą, która pomagała nam ogarnąć wspinaczkową rzeczywistość jest Szu. Dzielił się z nami wiedzą i doświadczeniem w swoim ulubionym Rodellarze (Hiszpania). Szu onieśmielał nas umiejętnością czytania skały, pewnością ruchów i spokojnym podejściem do projektów. Łapiąc stopa pod Tarnem (Francja), poznaliśmy Krokodyla i jego mieszkańców. Wtedy pierwszy raz zobaczyliśmy z czym się je tak zwany van life. Oczy nam się zaświeciły, a apetyt wzrósł.

Wracając do miejskiej codzienności, musimy przyznać, że wciągnęliśmy się w wir kariery. Młodzi i utalentowani trenerzy-studenci. Nasz zapał od razu stał się łakomym kąskiem dla poznańskich ładowni. Spodobało nam się zarażanie innych wspinaczkowym wirusem. Dzielenie się tą radością było następnym bodźcem do powstania ClimbMind. Praktykowaliśmy krótkie wyjazdy na westa po to, żeby uspokoić delirium wpinając linę do łańcucha. Partnerowanie, tworzenie swojego warsztatu pracy z ludźmi i studiowanie, to z grubsza okres przed przełomem. Ada wyjechała na Erasmusa i przypomniała sobie o tym, że praca nie jest całym życiem. Skupiła się na swoich treningach i rozrywce. Kuba w tym czasie ładował na poznańskich bunkrach i myślał, jak ułożyć życie, żeby kręciło się wokół naszej pasji…

Rok przed wyjazdem wylądowaliśmy jako jedyni goście w czterogwiazdkowym hotelu, niedaleko Adlitzgraben (długa historia. Kuba, jeśli chodzi o sprawy nie wspinaczkowe potrafi być bardzo roztrzepany, ale także romantyczny). Kiedy zeszliśmy na śniadanie ogarnęło nas zniesmaczenie. Pół sali wyłożone jedzeniowym wypasem tylko dla nas. Nie lubimy marnotrawstwa i nie czujemy się dobrze, kiedy ludzie nam usługują. Co prawda, moglibyśmy jeździć w skały i mieszkać w hotelach czy wynajętych apartamentach – wtedy już całkiem dobrze zarabialiśmy. Jednak to nie jest nasz świat i nie czujemy się w nim dobrze. Pojawiło się więc pytanie – jak spożytkować nadmiar, którym zaczynaliśmy dysponować? Rozwijamy się we wspinaniu i jesteśmy coraz lepsi. Chcemy pracować jako trenerzy i zarażać pasją innych. Siedząc przy rozpalonym ogniu na balkonie, pierwszy raz padły słowa: roczny trip. Potem było już tylko lepiej.