Serwis wspinaczkowy tworzony przez łojantów dla łojantów

Dlaczego wierzę? Mallory i Irvine – Everest 1924 cz. 2

4. Nieustraszony na grani.

Dotychczasowe odkrycia nie rozstrzygnęły sporu miedzy sceptykami a wierzącymi w wejście Mallory’ego i Irvine’a na Everest w 1924 roku. Niewątpliwie jednak zepchnęły sceptyków do defensywy i obnażyły medialne, polityczne jak i intelektualne manipulacje, które miały na celu wykluczyć taką możliwość. Obie polemiczne strony zgadzają się w jednym, że odnalezienie (a raczej ponowne odnalezienie) ciała Andrew Irvine’a może posunąć sprawę do przodu, a nawet dostarczyć ostatecznej konkluzji.

fot. image1.findagrave.com

 

fot. globalwhelming.com

 

fot. dalewrites.files.wordpress.com

Andrew Irvine. Na ostatnim zdjęciu z pełnym zestawem aparatury tlenowej. Nadzieje te są związane z faktem, iż to najprawdopodobniej Irvine posiadał i obsługiwał aparat Kodaka-Vest Pocket. Kodak – ówczesny szczyt techniki był na
tyle lekki, że można było go zabrać na ostateczny szturm.

Aparat Kodak fot. japancamerahunter

O tym, że Mallory i Irvine zabrali z sobą przynajmniej jeden egzemplarz takiego aparatu wiadomo ze świadectwa Howarda Somervella. Pożyczył on Malloremu swój własny. Nie jest wykluczone, że w posiadaniu zespołu były dwa Kodaki. Tym bardziej to prawdopodobne, że za pomocą jednego dało się wykonać zaledwie 8 zdjęć. VPK w kieszeni Irvine’a okrzyknięty został „Świętym Graalem Everestu” i stanowi dla rozmaitych poszukiwaczy pamiątek najcenniejszy skarb historyczny jaki można odnaleźć nie tylko w historii Everestu, ale całej eksploracji. Pytanie czy Mallory i Irvine rzeczywiście byli na szczycie Everestu stanowi bowiem największą zagadkę historii wypraw i towarzyszących im odkryć. Tutaj uwaga o charakterze logicznym: o ile zdjęcia szczytowe (w przypadku Everestu czy innego ośmiotysięcznika) stanowią niekwestionowany dowód na sukces, o tyle ich brak wcale nie musi świadczyć o niepowodzeniu. Chińczycy w 1960 roku tłumaczyli się z braku zdjęć ciemnościami panującymi na wierzchołku. Niezależnie od wiarygodności tłumaczeń „brak czegoś nie jest dowodem na coś”. Gdyby tak było, brak zdjęcia Ruth w papierach znalezionych przy Mallorym rozstrzygałby sprawę na jego korzyść jako pierwszego zdobywcy Everestu. Tak nie jest, stanowi to jedynie poszlakę. Tym samym aparat, o ile zostanie odnaleziony, wcale nie musi okazać się Graalem, ale dołączy jedynie do bardzo istotnych poszlak. Intuicja podpowiada, że dziwne fatum wiszące nad Mallorym zaingeruje i w ten przypadek. Specjaliści zresztą spierają się, czy film mógł przetrwać w stanie nadającym się do wywołania.