Serwis wspinaczkowy tworzony przez łojantów dla łojantów

Dlaczego wierzę? Mallory i Irvine – Everest 1924 cz. 2

5. Wnioski końcowe.

Historię Mallory’ego i Irvine’a daje się streścić w kilku punktach:

  1. Żaden ze sceptyków nie odważył się zakwestionować relacji Odella, który widział ich wysoko na NE grani. Zakwestionowanie byłoby rozwiązaniem najprostszym, niemniej nie do utrzymania w kontekście „nagłego urwania się” artefaktów” w okolicy 1 Stopnia i towarzyszącej im chronologii. Gdyby M&I istotnie dotarli jedynie na 1 albo do postawy 2 Stopnia, to z tej okolicy mogliby skutecznie wycofać się po przeczekaniu około 3-godzinnego załamania pogody. Hipoteza sceptyków, którzy sytuują Mallory’ego i Irvine’a na 1 Stopniu o godzinie 12:50 w drodze powrotnej dla fanfaronady zrobienia zdjęć z tej kulminacji, jest rodzajem nieekonomicznego myślenia „ratującego” przyjęte założenia. Hipoteza ta ma swoje kuriozalne rozwinięcie w spekulacjach jakoby M&I zrzucili swoje aparaty tlenowe z 1 Stopnia i ten fakt ma tłumaczyć brak występowania tych artefaktów na grani oraz jakieś enigmatyczne znalezisko w postaci uprzęży u podstawy ściany Kangshung. Podobne „tłumaczenia” dotyczą innych kwestii – okularów w kieszeni Mallory’ego jako drugiej zapasowej pary oraz braku zdjęć Ruth jako wyniku zapomnienia albo zaangażowania Malloryego w romans z niejaką Stellą (na kopercie listu od niej Mallory wykonał rozpiskę ciśnień w butlach. Czy tak się traktuje listy o charakterze uczuciowym?). Sceptycy jak ognia unikają rozwiązań i interpretacji najprostszych, np. tych, które mówią, że brak artefaktów na jednoznacznie zdefiniowanej drodze ponad 1 Stopniem może być przede wszystkim wynikiem intencjonalnego działania Chińczyków i ich politycznie warunkowanej wyprawy (1960). W tej ostatniej kwestii sceptycy domagają się zachowania zasady onus probandi, podczas gdy zupełnie nie kłopoczą się jej brakiem odnośnie swoich dziwacznych hipotez. Źródła sceptycy traktują tendencyjnie. I tak źródłem wiarygodnym, a wręcz rozstrzygającym, jest dla nich wiadomość Mallory’ego posłana do Odella, że zestaw dwóch butli stanowi „bloody load”, więc na takim zapewne  pójdą atakować szczyt. Pomijają znaczenie rozpiski ciśnień, chronologicznie późniejszej i znajdującej się w kieszeni Mallory’ego, która traktuje o 5 butlach (wedle Hemmleba nawet o 6-ciu z tym, że ostatnia ma maksymalne ciśnienie i nie została odnotowana). Jest to wybiórcze i tendencyjne traktowanie źródeł – metoda, która prowadzi do lichych wniosków.
  2.  Odell widział ich na 2 Stopniu albo powyżej. Taki był jego oryginalny pogląd potwierdzony pomiarem za pomocą teodolitu, do którego powrócił po fazie „medialnego omotania”. Co to znaczy? Tyle, że M&I otworzyli sobie drogę na Everest i znajdując się o godz. 12:50 minimum na wysokości 8610 (kulminacja 2 Stopnia), a maksimum na 8710 m (kulminacja 3 Stopnia) poruszali się żwawo, starając się „nadrobić stracony czas”. Jeśli dysponowali zapasem tlenu (a rozpiska wskazuje, że posiadali więcej niż 2+2 butle) i jeśli załamanie pogody miało charakter lokalny, tzn. nie objęło strefy wierzchołkowej (co na Evereście się zdarza), to nie istniały żadne racjonalne (w ówczesnym rozumieniu) powody, aby mieli się wycofać. Współczesna rutyna himalaizmu, która nakazuje dotrzeć do obozu wyjściowego przed zmierzchem nie była wtedy sprecyzowana, tym samym towarzyszący jej timing.
  1. Odmienna od współczesnej była motywacja Mallory’ego, do której zdołał on przekonać swojego partnera Irvine’a. Dopuszczała ona postawienie życia na szali w celu osiągnięcia wierzchołka Everestu. Oczywiście nie była to motywacja wprost samobójcza – w swojej optyce uwzględniała bowiem walkę o osiągniecie obozu wyjściowego, tzn. walkę o życie, niemniej przesuwała ją na godziny po zrealizowaniu celu, czyli zakładała próbę zejścia w ciemnościach. Wynikała ona ze specyficznego „klimatu epoki”, tzn. ducha imperialnego jak i z osobistych predyspozycji Mallory’ego, jego metafizycznego wręcz „zafiksowania” na punkcie Everestu. Motywacja ta, co widać gołym okiem, różniła się tak od motywacji Nortona i Somerwella, jak i późniejszych brytyjskich himalaistów (1930 – Wyn-Harris, Wager, Smythe), którzy przerwali atak w środku dnia. A przecież też byli twardzielami.
  2. „Niemożliwość” wejścia na Everest 8 czerwca 1924 r. miała swoją proweniencję jako „fakt medialny”, czy PR zgodny z interesem szerokiej grupy brytyjskich wspinaczy, czy też eksploratorów zainteresowanych w kontynuacji programu zdobywania Everestu. Wyperswadowali oni Odellowi utrzymywanie jego oryginalnych spostrzeżeń, a następna wyprawa (1933) „na oko” stwierdziła, że pokonanie 2 Stopnia stanowiło dla M&I przeszkodę nie do pokonania. Mimo obserwacji (przez lunetę) Smythe’a i jego twierdzeń,  że dostrzegł on zwłoki w linii spadku, tzn. miejsca, w którym odnaleziono czekan (tzn. tam, gdzie w 1999 r. istotnie znaleziono Mallory’ego) nie podjęto żadnych prób dotarcia do nich ani zbadania sprawy. Obserwacja ta na dziesiątki lat została utajniona, co miało brzemienne skutki w postaci znalezienia przez owładniętych „pasją kolekcjonerską” Chińczyków (1975) tychże zwłok.
  3. Pierwszymi ludźmi, którzy się wspięli po śladach M&I ponad 2 Stopniem byli Chińczycy, uczestnicy wyprawy motywowanej ideologicznie. Być może wcześniej, ale tylko do 2 Stopnia, byli to Rosjanie. Jedni i drudzy byli ostatnimi, których interesowałaby rekonstrukcja „burżuazyjnego” wejścia Mallory’ego i Irvine’a, zwłaszcza gdy napotkali na jej ślady. Nie ma ekonomiczniejszej teorii niż ta, która głosi, że ślady i artefakty od 1 Stopnia wzwyż, a zwłaszcza ponad 2 Stopniem, zostały usunięte intencjonalnie. Topografia terenu wyklucza bowiem ich przeoczenie, a czynnik przyrodniczy, przynajmniej do okolic piramidy szczytowej, też ma ograniczone zastosowanie. Wszystko co przetrwało po M&I znajduje się w skomplikowanym  pod względem topograficznym terenie poniżej 1 Stopnia, gdzie można wytyczyć wiele wariantów tak wejścia, jak i zejścia. Tym samym artefakty te pozostały na swoim miejscu skutkiem przeoczenia ich przez Chińczyków w 1960, 1975 r. i być może przez Rosjan w 1952 r. Z drugiej strony, jeśli tacy nowicjusze i dyletanci jak Chińczycy (1960) pokonali za pomocą „strażackich metod” 2 Stopień i osiągnęli szczyt, jest to poważny argument na rzecz sukcesu Mallory’ego i Irvine’a.
  4. Współcześnie historia M&I może być źródłem dochodowej narracji – „błąd” w otwartym zaprezentowaniu znaleziska w postaci ciała Mallory’ego (1999) nie zostanie powtórzony w przypadku Irvine’a. Tym samym nie zostanie dochowana wolność pozyskiwania i interpretowania źródeł. Narracja wynikająca z „własności intelektualnej”, czy materialnej (artefakty, aparat Kodaka), czy PR jest postrzegana jako towar. Nie wróży to dobrze poznaniu prawdy o Mallorym i Irvinie. W którą stronę nastąpi „zarządzenie informacją”, tego nie wiadomo. Być może w odwrotną niż dotychczas, np. gdy w Holywood zechcą zrobić film fabularny o Mallorym i Irvinie jako homoseksualnych zdobywcach Everestu, to „dowody” na to będą musiały się znaleźć i być może takie zostaną „wyciągnięte” wprost z kieszeni Irvine’a.
  5. Damnatio memoriae Mallory’ego i Irvine’a jako pierwszych zdobywców Everestu nastąpiło na skutek manipulacji medialnych i źródłowych, najpierw w subtelnej, później prostackiej chińskiej, wreszcie znów subtelniejszej wersji. Jedynym wyjątkiem jest tutaj działalność pasjonatów takich jak Hemmleb, Holzel, Anker i wielu wielu innych, która doprowadziła do odkryć w 1999 r. Niestety niektórzy z nich stali się „plastyczni” niczym Odell – np. Holzel szefuje Komitetowi, który zastrzegł sobie faktyczny monopol w kwestii poszukiwania zwłok Irvine’a. Trzeba też oddać sprawiedliwość Chińczykom jako ludziom. O ile ich czynniki oficjalne idą w zaparte (strony o Mallorym spekulujące na temat jego wejścia są w Chinach zablokowane jako rzekomo traktujące o Tybecie), to indywidualnie oddali oni wiele cennych relacji. Być może zadecydował empatyczny czynnik ludzki, kulturowe tabu związane z koniecznością zapewnienia pochówku. Trzeba pamiętać o tym, że byli/są to ludzie, którzy działali na Evereście pod brutalną presją reżimu politycznego, który ma obecnie kontynuacje w łagodniejszej wersji, ale niekoniecznie tolerującej niekorzystne dla niej rewizje historyczne.
  6. Pozostaje nam racjonalna wiara w to, że Mallory’emu i Irvine’owi się udało i takoż racjonalne (gdyż wywodzące się od Karla Poppera) przekonanie, że historia nie daje się limitować przez jej planistów (np. komitety) i mieć będzie znów swoje „punkty zwrotne”.

Dziękując Czytelnikom za zapoznanie się z moim tekstem pragnę nadmienić, że praca nad nim była dla mnie fascynującą przygodą intelektualną i emocjonalną. Jako przedstawiciel dyscypliny wspinaczkowej znajdującej się na przeciwnym biegunie himalaizmu nie miałem do tegoż specjalnego sentymentu. Zwłaszcza w klasycznej wersji wyprawowej. Przynajmniej w odniesieniu do prehistorii jestem zmuszony zrewidować swoje stanowisko. Wejście Mallory’ego i Irvine’a na Everest w 1924 r. (w które wierzę  i które starałem się poprzeć swoją argumentacją) postrzegam jako zdecydowanie największe wydarzenie w całej historii alpinizmu (jako multi dyscypliny). Miało ono ogromne znaczenie kulturowe i w zakresie świadomości wspinaczy/ludzi gór. Stało się ono pewnym wzorem i wyznaczyło nasze postrzeganie usprawiedliwiające śmierć/ryzykowanie życiem dla osiągnięcia celu wspinaczkowego. Rzecz zupełnie niezrozumiałą dla osób postronnych. Inspirujący duch  Mallory’ego patronował nie tylko tym, którzy o zimowym zmierzchu widzieli z Rocky Summit główny wierzchołek Broad Peak. Patronował też Wojtkowi Kurtyce, gdy stanął pod „Chińskim Maharadżą”. Gdyby solowe przejście nie udało mu się i runął do podstawy drogi na Filarze Pokutników (nomen omen o podobnej wysokości co 2 Stopień), dzięki Mallory’emu usprawiedliwilibyśmy jego „porwanie się”. Na szczęście stało się inaczej. Jest to dla mnie znakomita okazja, aby podziękować Wojtkowi za mentalny i moralny patronat nad procesem powstawania powyższego tekstu. Bez takiej ingerencji byłoby to niemożliwe.

fot. climbformemory.com
fot. ncrypted-tbn0.gstatic.com

Z taternickim pozdrowieniem/Sława!
Piotr Korczak-Szalony (TS Nordic Division)

Za pomoc w pracy nad przygotowaniem tekstu do publikacji dziękujemy bardzo serdecznie Lidii Korczak.
szalony_babia
Szalony i Kozi pozdrawiają Publikę w dolinach z Everestu Beskidów. Szalony do tej pory zdobył Babia Górę 174 razy fot. Maciora z aparatu Koziego wedle pomysłu Szalonego