Serwis wspinaczkowy tworzony przez łojantów dla łojantów

Dlaczego wierzę? Mallory i Irvine – Everest 1924 cz. 2

Krąg podejrzanych zawęża się do Rosjan w 1952 r. i przede wszystkim do Chińczyków  w roku 1960. O ile sowiecka wyprawa jest widmem, to Ci drudzy z pewnością byli w tej okolicy. Reinhold Messner w jednej ze swoich rozmów miał stwierdzić, że usłyszał od jakiegoś Chińczyka, iż znaleziono aparat tlenowy „wysoko na Evereście”. Niestety Messner ani nie podał nazwiska swojego rozmówcy, ani źródeł swojej wiedzy, czy innych okoliczności. Jest to zatem niepotwierdzona pogłoska, być może plotka. Niemniej należy pamiętać, że to właśnie pogłoski o tym, iż Chińczycy znaleźli na Evereście ciało, które opisywali jako „English dead”, stały się inspiracją do zorganizowania wyprawy poszukiwawczej (1999), która zaowocowała odnalezieniem Mallory’ego. Podobne pogłoski krążą o miejscu spoczynku Andy Irvine’a. Jak się okazuje takie niesprecyzowane sygnały mogą wyznaczyć kierunek systematycznych badań i poszukiwań. Dlatego nie należy ich lekceważyć i  z góry wykluczać, choć oczywiście wymagają one zachowania metodologicznej ostrożności. Przykładem niech będzie historia drewnianych palików rzekomo znalezionych ponad 2 Stopniem, którą w obieg puścił Messner. Po latach dociekań okazało się, że Chińczycy istotnie odkryli takie paliki z umocowaną do nich liną, ale w okolicach 1 Stopnia. Daje się je powiązać z późniejszymi brytyjskimi wyprawami, tzn. od 1933 roku. Niemniej historia z palikami jest o tyle cenną wskazówką, że informuje nas o tym, co ewentualnie oprócz butli i stelaży M&I mogli po sobie pozostawić. Palik wbity w śnieg o odpowiedniej konsystencji był ówczesnym „standardem” mocowania poręczówek (np. na dojściu pod Przełęcz Północną). Mógł posłużyć też jako zaimprowizowane stanowisko zjazdowe, skoro zjeżdża się z czekana, a poświęcenie takiego przyrządu stanowiło ostateczność.

Rodzi to pytanie, co ujrzeli Chińczycy w 1960 roku, zbliżając się do 2 Stopnia? Dlaczego atakowali go z taką zajadłością – jeden z nich zdjął buty i wspinał się w samych skarpetkach w temperaturze -30 stopni (sic!).

2. Alabaster na Evereście.

W 1975 roku jeden z uczestników chińskiej wyprawy na Everest zrobił sobie z obozu VI 20 minutową przechadzkę i dotarł na tzw. Śnieżny Taras.


Natknął się tam na zwłoki wspinacza, którego następnie w swoich relacjach nazwał „English dead”. Miał sobie wziąć na pamiątkę jego czekan, który leżał w pobliżu ciała, a także dokonać symbolicznej ostatniej  posługi, przysypując  nieboszczyka śniegiem. Relacje o tym znalezisku przedostały się na Zachód dopiero w 1979 roku podczas chińsko-japońskiej wyprawy na Everest. Wang Hung-bao, bo o nim mowa, dzielił namiot z japońskim wspinaczem i był wyjątkowo rozmowny jeśli chodziło o jego wspomnienia. Niestety dzień po tym, jak Wang zdał swoją relację zginał w lawinie. Wiele wskazuje, że nie był jedynym Chińczykiem, który odwiedził „angielskiego nieboszczyka”. Była to bowiem jedynie kwestia kilkunastominutowego łatwego spaceru z chińskiego obozu VI bez konieczności nabierania wysokości.

Wang opisał zwłoki z jednym zastanawiającym szczegółem – obrażeniami twarzy. Wspominał też o ubiorze zmarłego, który rozpadał się przy dotknięciu. Kawałki materii porywał wtedy wiatr. Relację Wanga o śladach zranienia twarzy uznano później dość lekkomyślnie jedynie za zwykle przekłamanie, wynikające z niedokładnego tłumaczenia jego relacji najpierw z języka chińskiego na japoński, a następnie na angielski. Wedle tej koncepcji Wang miał pomylić  policzki z pośladkami. Inni, też sceptycy, sugerowali, że „Chińczykowi wszystko się pomylilo”  i jego opowieść w istocie zawiera szczegóły dotyczące wyglądu zwłok Maurice Wilsona, Andrew Irvine’a i Mallory’ego.

Tymczasem dokładnie wiadomo, gdzie Wang spacerował (był to Śniezny Taras), a ponadto  wyraźnie pokazywał on na migi japońskiemu rozmówcy, że chodzi o obrażenia  głowy i w  zasadzie był pierwszym, który za przyczynę śmierci Anglika uznał uderzenie czekanem. Jest to spójne z ustaleniami ekipy Ankera (sic!). Nikogo nie zaintrygował fakt, że mogło być to świadectwo dość gruntownego zbadania zwłok „Angielskiego nieboszczyka” leżących przecież z twarzą wtopioną w lód.  Co ciekawe i istotne informacje o znalezisku na wysokości około 8100 metrów zostały natychmiast zdementowane przez czujne oficjalne chińskie czynniki alpinistyczne (sic!). Wedle nich nic takiego nie miało miejsca. Zainteresowani sprawa M&I (szczególnie Tom Holzel) drążyli jednak uparcie sprawę, uzyskując kolejne relacje, co pozwoliło zawęzić obszar poszukiwań.
Stało się to ostatecznie możliwe po zidentyfikowaniu miejsca, w którym znajdował się obóz Chińczyków w 1975 roku. W 1986 r. Tom Holzel zorganizował pierwszą wyprawę poszukiwawczą, która jednak spaliła na panewce z powodu niekorzystnej pogody. Nie było najmniejszych szans na dotarcie do Śnieżnego Tarasu. Niemniej Holzel spotkał się z Zhang Junyanem, kolegą Wanga (wyprawa 1975), który w prywatnej rozmowie z Holzelem potwierdził tą relację. Tym razem nikt już nie uwierzył w kolejne chińskie zaprzeczenia, a co za tym idzie obszar ewentualnych poszukiwań został bardzo jasno sprecyzowany.