Serwis wspinaczkowy tworzony przez łojantów dla łojantów

Dlaczego wierzę? Mallory i Irvine – Everest 1924 cz. 2

Czy wycofywanie się z okolic 1 Stopnia (jak chce Holzel) lub po porażce na 2 Stopniu mogło zająć aż tyle czasu?

A może jest to świadectwo zupełnie odmiennego rozwoju wydarzeń, tzn. powrotu z wierzchołka, który trwał całą noc? Jeżeli przyjąć za uprawnioną w stosunku do ciała Mallory’ego „metodologię porównawczą” z  ciałami innych ofiar, która nakazuje nam wnioskować, że nie spadł on bezpośrednio z grani (ciała wspinaczy, którzy spadli z grani „pełne” 300 metrów, a które w okolicy odnalazł Anker są w bardzo przykrym stanie i nie nadają się do zilustrowania w niniejszym opracowaniu) to dlaczego nikt nie zadał sobie pytania, jak to się stało, że ciało Mallory’ego zostało dosłownie wydrążone przez goraki?
Czy mogła być inna tego przyczyna, niż jego „ciepłota” w chwili nastania dnia, co nakazywałoby przesunąć moment śmierci na godziny przed świtem 9 czerwca? To zaś uruchamia zupełnie inny scenariusz dnia 8 czerwca aniżeli dojście do 1 czy Stopnia i zawrócenie przed tym ostatnim. Jedno co najmniej znalezisko jest spójne z powyższym wnioskowaniem – w kieszeni Mallory’ego znaleziono gogle śnieżne.
Sceptycy twierdzą, że jest to zapasowa para, którą Mallory wziął świadomy tego co przydarzyło się Nortonowi 3 dni wcześniej. Bałamutność tego argumentu polega na tym, że Norton wcale nie zgubił swoich gogli, ale po prostu zdjął je w terenie czysto skalnym i bezśnieżnym.

Vide:

fot. northlight-images.co.uk
fot. bentleybeetham.org

Powyżej: Norton podczas swojej próby. Na drugim zdjęciu popija herbatkę na wysokości prawie 8500 metrów. Nie nosi gogli… Zdjęcie to ilustruje bezśnieżny charakter lata 1924.   Pole śniegu w oddali poniżej to właśnie Śnieżny Taras – miejsce, gdzie później odnaleziono ciało Mallory’ego.
Norton zdjął gogle to dla wygody poruszania się, łatwiejszego odczytywania drogi w nachylonych płytach żlebu, który nosi obecnie jego imię. Tym samym jego oczy padły ofiarą jego własnej niefrasobliwości i braku wyobraźni, a nie zguby niedocenienia roli odbitego i rozproszonego światła słonecznego na tej wysokości. Każdy kto doświadczył przechadzki w górach we mgle podświetlonej słońcem wie doskonale, że nie tylko jaskrawe światło słoneczne odbite od śniegu razi i na dłuższą metę może prowadzić do ślepoty śnieżnej. Jedynie co Norton mógł poradzić Mallory’emu to, aby pod żadnym pozorem za dnia nie zdejmował gogli!
Ergo: gogle w kieszeni Mallory’ego w zestawieniu ze stanem jego zwłok (możliwością wydrążenia ciepłego jeszcze ciała przez ptaki) są istotną wskazówką, że Mallory zginął późno w nocy, bliżej świtu, a wiec raczej 9 czerwca. Bezsprzecznie oznacza to bardzo zaawansowaną próbę zdobycia wierzchołka – o ile nie da sie dowieść tego ostatniego w sensie onus probandi. Jest to świadectwo nieprzerwanej akcji, która trwała co najmniej kilkanaście godzin, a w skrajnym przypadku nawet 20 godzin. Tymczasem współczesny „timing” dla NE Ridge i komercyjnych wypraw (niemniej z obozu położonego  na 8300 m, ale dla uczestników, którzy nie mogą z reguły wylegitymować się taką aklimatyzacja jak uczestnicy wyprawy 1924) opiewa najdalej na 12 godzin „tam i z powrotem”. „Tam i z powrotem” do ostatniego obozu … to podstawa wszelkiej współczesnej kalkulacji czasowej. Podobnie jak oblig zdążenia przed nadejściem zmroku, zgodny ze współczesną sztuka uprawiania himalaizmu. Cala „niemożliwość” wejścia na Everest w 1924 r. oparta jest o ten właśnie współczesny kanon myślenia. A przecież został on wypracowany dopiero kilkadziesiąt lat później, w latach 50-tych i 60-tych – „złotej erze” himalaizmu wyprawowego. A gdyby „timing” Mallory’ego i Irvine’a pojmować jedynie jako czasową kalkulację samej drogi na szczyt? Czy wtedy przekonanie o niemożliwości nadal daje się utrzymać?