Serwis wspinaczkowy tworzony przez łojantów dla łojantów

Dlaczego wierzę? Mallory i Irvine – Everest 1924 cz. 2

25 maja 1960 roku o godz. 4:20 czasu pekińskiego (sic!), Wang Fu-chou, Gong Bu (Konbu) i Chu Yinhua mieli stanąć na szczycie Everestu. Wyżej wymienieni oraz Liu Lien Man, który zaniemógł na wysokości 3 Stopnia, stanowili zespół szturmowy wyprawy, która liczyła 214 osób. Statystyki podają, że 13 członków tej gigantycznej ekspedycji osiągnęło wysokość 8500 metrów, czyli okolice 1 Stopnia, 29 przekroczyło barierę 8100 metrów. Inne, oszczędniejsze szacunki ograniczają tą liczbę do 25 osób, które dotarły na wysokość pomiędzy 8100 a 8700 m. Jest to o tyle interesujące, że dowodzi, iż Chińczycy dysponowali istną „tyralierą” do przeczesania terenu. Co najmniej dwóch Chińczyków dostrzegło ciało Irvine’a (czy na pewno jego, o tym za chwilę). Odnaleziono obóz z  szturmowy z 1924 roku wraz z działającymi butlami tlenowymi, odnaleziono inne obozy brytyjskie, a w jednym z nich damskiego buta na szpilce, co dla konserwatywnych w obyczajowości Chińczyków stało się okazją do  złośliwych komentarzy. Chińczycy mieli jeden problem z głowy – zakładanie obozów w dowolnym miejscu i transport zaopatrzenia. Założyli najwyższe obozy w historii zdobywania Everestu, na wysokości ok. 8500 metrów, czyli w bezpośredniej okolicy 1 Stopnia i być może nawet rodzaj składu pod Mushroom Rock (pomiędzy 1 a 2 Stopniem). W tej okolicy natknęli się na niezidentyfikowany namiot nie dający się przypisać do żadnej z brytyjskich wypraw… Legenda wiąże go z ekscentrykiem Maurice Wilsonem, którego podejrzewano o samotne zdobycie Everestu (1934). Niezidentyfikowany namiot należał jednak prawdopodobnie do Sowietów, którzy wyparli się jakiegokolwiek uczestnictwa w wyścigu o zdobycie Everestu. Był to (niezależnie od niezbyt kwestionowanej przez Hemmleba podanej wysokości 8500) najpewniej relikt ich tragicznej wyprawy z 1952 r. Niewiele wiadomo o tym wydarzeniu.
Sytuacja przypomina historie załogowych lotów kosmicznych. Wedle oficjalnej (dziś także rosyjskiej) wersji Sowieci rozpoczęli ją od spektakularnego lotu Gagarina. Wiele poszlak, a nawet dowodów wskazuje, że prawda o sowieckich pionierach Kosmosu była o wiele bardziej dramatyczna. Tak czy owak, to  właśnie Sowieci byli pierwszymi, którzy uznali zdobycie Everestu za wyzwanie czysto polityczne, a nie eksploracyjne. Było to niewątpliwie zapowiedzią podobnego stanowiska Chińczyków podczas ich ekspedycji w roku 1960.

Wedle mniej lub bardziej sprecyzowanych informacji sowiecka wyprawa wyruszyła 16 października 1952 r. w nietypowym okresie jesiennym i miała na celu ubiegnięcie działających od strony południowej Szwajcarów, a także Brytyjczyków, którzy zapowiedzieli atak w przyszłym sezonie (wyprawa Hillary’ego). 35-cio osobowa wyprawa wiedziona przez niejakiego Pawła Dasznoliana (Datschnolian) została przetransportowana pięcioma wojskowymi samolotami z Moskwy do Lhasy via Nowosybirsk i Irkuck. W Tybecie wyposażono ją w wojskowe stroje skutecznie maskujące cel bytności Rosjan. Po założeniu bazy opłacono i odprawiono tragarzy po czym Rosjanie zaczęli zdobywać teren bez aklimatyzacji (sic!), pomijając uczestnictwo w obozie treningowym na Kaukazie, z którego to wprost wyruszyli na ekspedycję. Osiągnięto 8200 m, czyli wysokość charakterystyczną dla brytyjskich przedwojennych obozów szturmowych. Dasznolian przez radio zapowiedział atak szczytowy w przeciągu dwóch dni… i była to ostatnia wiadomość o Rosjanach.
Nikogo z atakującej szóstki nigdy nie znaleziono. Spekuluje się, że zginęli w lawinie, chociaż… Obserwacje Chińczyków z 1960 r., a także późniejszych świadków traktują o zwłokach w zielonym ubraniu, znajdujących się na grani, czy w jakimś żlebiku przecinającym Yellow Band – co istotne w dwóch różnych miejscach. Ma to wpływ na współczesne poszukiwania Andrew Irvine’a (jak pamiętamy Mallory i Irvine też nosili stroje w kolorze wojskowym). Wspinacze Zachodu, rozmaici pasjonaci sprawy Mallory’ego i Irvine’a dość nierozważnie przyjmują rosyjską wersję oficjalną o nie istnieniu wyprawy z 1952 r., z czego z kolei generują aksjomat, że Mallory i Irvine byli jedynymi ludźmi, którzy zginęli tak wysoko na NE grani Everestu przed rokiem 1960. Tymczasem niekoniecznie musi być to założenie prawdziwe.

Wróćmy do Chińczyków z roku 1960. Przygotowania do wyprawy trwały dwa lata i objęły kompletnych amatorów w zakresie himalaizmu – chłopów, robotników, naukowców, funkcjonariuszy administracji państwowej (czyli w założeniu reprezentację chińskiego społeczeństwa), wzmocnionych znacząca liczbą (1/3 uczestników) „osób narodowości tybetańskiej”. Ze wspinaniem w rozumieniu zachodnim nie mieli oni nic wspólnego. Niemniej Chińczycy wraz z Rosjanami odbyli w 1958 roku wyprawę rozpoznawczą pod Everest, zaś w następnym roku zdobyli Muztagh Ata.

Chińczycy w 1960 r. na wysokości ok. 8000 m. fot. markhorrell.com

3 maja 1960 roku Shih Chan-chun i Wang-Feng-tung podeszli pod 2 Stopień poruszając się ściśle granią, a nie współczesną drogą. Sporo czasu zajęło im nawiązanie do pólka śnieżnego pod kluczową ścianką, gdzie stanęli o 21 czasu pekińskiego. Następne 3 godziny spędzili na bezskutecznych próbach jej przejścia. Zabiwakowali na pólku śnieżnym, wyłączając aparaturę tlenową po czym następnego dnia wycofali się aż do obozu na Przełęczy Północnej. Trzy tygodnie później  po przeczekaniu okresu niepogody Wang Fu-chou, Chu Yin-hua, Konbu i Liu Lien przybyli w to samo miejsce i wznowili heroiczne wysiłki. Ścianka nie poddawała się mimo prób. Liu czterokrotnie odpadał. Na szczęście jeden z Chińczyków był strażakiem i wpadł na pomysł zastosowania metody żywej drabiny. Chu Yin-hua zdjął buty i rękawiczki i stanął na ramionach towarzysza Liu. Udało mu się wbić haka, wreszcie z jego  pomocą wydostał się ponad trudności. To pozwoliło zawiązać linę na bloku skalnym i z jej pomocą cala czwórka wreszcie wydostała się ponad 2 Stopień. Swoją determinację Chu Yin-hua przypłacił utratą palców – akcja rozgrywała się w temperaturze -30 stopni! W okolicach 3 Stopnia Chińczycy zorientowali się, że grozi im deficyt tlenu (forsowanie 2 Stopnia zajęło im całe 3 godziny). Towarzysze partyjni Wang, Chu i Liu zwołali zebranie, podczas którego wyczerpany Liu zaproponował, że zostanie na 3 Stopniu i odda swój tlen mocniejszej trójce. Konbu (chłop tybetański, który nie był członkiem partii) poparł partyjną decyzję i 3 osobowy zespół ruszył dalej śnieżnym stokiem piramidy szczytowej. Na wysokości 8830 metrów jednakże zabrakło im tlenu i największym wysiłkiem śmiałkowie („wspierani światłem Partii i mądrością Przewodniczącego Mao”) osiągnęli najpierw przedwierzchołek, a następnie wierzchołek Everestu. O 4:20 czasu pekińskiego zdeponowali w jego okolicach posążek Przewodniczącego i zawiniętą w skarpetę kartkę z dziennika Wanga z napisem: „Wang Fu-chou, etc., three men, conquered Mount Jolmo Lungma, 04.20, May 25, I960.” Nikt nigdy nie odnalazł tych artefaktów…
Choć świt był blisko i mieli małą kamerę, nie wykonali żadnych zdjęć. Cala czwórka wraz z Liu wróciła szczęśliwie do bazy po ponad 19 godzinach akcji.
Gdy rozważa się te relacje i wydarzenia, włos jeży się na głowie. Uderza brak profesjonalizmu Chińczyków – działanie „ludzi z łapanki”. Jednego czego nie można im odmówić to determinacji i zdolności do wyjątkowego samopoświęcenia.
Ten właśnie czynnik, choć warunkowany negatywnie (rodziny i bliscy uczestników wyprawy niecierpliwie oczekiwali na jej wynik, podobnie jak sam Przewodniczący Mao), łączy Chińczyków z Mallorym i Irvinem. Uderza zwłaszcza jedna kwestia.
Dlaczego Chińczycy z taką samobójczą wręcz determinacją starali się pokonać 2 Stopień, chociaż doskonale wiedzieli, że trawers pod nim doprowadza do Żlebu Nortona zaś stamtąd droga na szczyt stoi otworem? Jest to tylko kwestia wydolności, a nie trudności technicznych.