Dlaczego wierzę? Mallory i Irvine – Everest 1924 cz. 1

1.Tytułem wstępu. Perspektywa.

z13760789Q

( http://bi.gazeta.pl/im/15/f9/d1/z13760789Q.jpg?preview=1 )

Grecka tragedia jest najbardziej przejmującym gatunkiem literatury jaką stworzył człowiek. Opisuje ona losy jednostek popychanych przez fatum albo przypadek, któremu nie sposób się przeciwstawić. Niemniej determinanta losu wcale nie uwalnia bohaterów od winy czy wyrzutów sumienia. Niejednokrotnie sami wymierzają sobie sprawiedliwość, czy wychodzą jej naprzeciw, aby zrealizował ją los. Twórca greckiej tragedii Ajschylos, który wytyczył jej zasadnicze cechy literackie miał zginąć, gdy orzeł zrzucił żółwia na jego łysą głowę chcąc roztrzaskać skorupę.

90 lat temu na stokach Everestu zginął George Mallory i jego partner Andrew Irvine. Mallory był piewcą wyzwania jakie stanowił Everest, w latach 20-tych definiowany jako „trzeci biegun”. Jego znamienne słowa „because it’s there” w najdoskonalszy sposób definiują motywacje i sens każdego wybitnego wspinaczkowego wyzwania. Mallory jasno sprecyzował swoje przeznaczenie. Obsesyjnie pragnął zdobyć najwyższą górę Ziemi. Choćby za najwyższa cenę. W jego mniemaniu – tylko w zamian za życie. Fatum, być może przychyliło się do jego marzeń, niemniej, tak jak to bywa w greckiej tragedii, kazało zapłacić cenę znacznie wyższą. Wiele wskazuje na to, że tym przypadku Los posłużył się po prostu ludzkimi intencjami, które poskutkowały zniszczeniem/zatarciem dowodów osiągniętego powodzenia. Pozostawił nam jedynie jego symptomy. Raptem kilka kart do żonglowania w rozmaitych konfiguracjach, za pomocą których próbujemy odtworzyć wydarzenia z 8 czerwca 1924 roku. Perspektywa, że Everest został zdobyty 29 lat wcześniej niż stanowi oficjalna wersja była, ciągle jest, niewygodna dla wielu ludzi. Oznaczałaby bowiem intronizację wspinaczkowego króla historii wspinania: George Mallory’ego. Zrobiono bardzo wiele na przestrzeni 90 lat, abyśmy uważali, że to nierealne. Ba! Absurdalne nawet.

Pierwsze zdziwienie budzi fakt, że legenda (tym samym brytyjski mit narodowy -jak to miło że i oni takie mają!) Mallory’ego&Irvine’a jako potencjalnych zdobywców Everestu wcale nie narodziła się w 1924 roku wraz z ich zniknięciem w chmurach na NE grani. Jej źródła sięgają dopiero lat 70-tych, gdy Tom Holzel (USA) zainteresował się tematyką pierwszych brytyjskich ekspedycji na Everest i analizą ich przebiegu (szczególnie ekspedycji z 1924 roku) co doprowadziło go do postawienia wspomnianej tezy. Dość ostrożnej, ale i tak spotkał się z wściekłym atakiem ówczesnych brytyjskich środowisk wspinaczkowych, wietrzących „spisek” w celu „detronizacji” Hillary’ego.
Wcześniej – na podstawie świadectw kolejnej wyprawy (1933) – Brytyjczycy dość skutecznie i autorytarnie rozstrzygnęli „niemożliwość” pokonania 2 Stopnia (tj. bez próby jego sforsowania, ale trawersując pod nim do Kuluaru Nortona: Wyn-Harris+Wager i Shipton+ Smythe) tym samym zanegowali możliwość osiągnięcia wierzchołka przez Mallory’ego i Irvine’a.

Samego Odella, jedynego człowieka, który widział Mallory’ego i Irvine’ a wysoko na grani, skłoniono do zrewidowania swoich oryginalnych spostrzeżeń. Przy okazji mamiono go dalszym uczestnictwem w „programie himalaizmu” (tak można nazwać bowiem serię brytyjskich wypraw w na Everest w latach 30-tych). Noel Odell początkowo okazał się powolny tym sugestiom. Tak było do czasu, gdy wyperswadowano mu uczestnictwo ze względu na wiek. Wtedy, niestety już za późno, bowiem z powodu skutecznego ”zarządzenia informacją” uznano Everest jako niezdobyty, Odell powrócił do swoich oryginalnych spostrzeżeń, które sytuowały M&I ponad 2 Stopniem i trzymał się ich już do śmierci.

W 1960 roku Chińczycy podobno zdobyli Everest idąc dokładnie śladami M&I. Podobno, gdyż żadnych materialnych dowodów na sukces tej ideologicznej wyprawy niosącej posążek Mao i … organizującej zebrania partyjne ponad 2 Stopniem po prostu nie ma. Jedyny wniosek jaki płynie z tej wyprawy (a i tajemniczej wyprawy sowieckiej z 1953 roku, którą dosłownie wytarto z kart historii) jest taki, że jej uczestnicy byli bardzo zdeterminowani nie tyle swoim osobistym sukcesem, ile sukcesem Partii. Ewentualne ślady poprzedników wskazujące na ich sukces wierzchołkowy lub nawet jego bliskość były ostatnią rzeczą, jakiej Chińczycy mogli sobie życzyć. Niemniej to Chińczycy znaleźli i jak się okazuje zapewne „zrewidowali” ciało Mallory’ego, a także ciało Irvine’a do dziś „nie odkryte” przez wspinaczy z Zachodu. Dziwnym też trafem artefakty po M&I „urywają” się w „niekontrowersyjnych” okolicach 1 Stopnia. Tego, który sami Brytyjczycy wyperswadowali Odellowi jako miejsce jego ostatniej obserwacji 2 wspinaczy.
Reszta – butle minimum 3, a może i 5 oraz nosidła – zdematerializowały się. Podobnie jak cokolwiek, co mogło po M. i I. pozostać. Jeśli uświadomimy sobie, że lina znaleziona przy zwłokach Mallory’ego, a mająca ok. 7,5 metra długości, ma obydwa końce urwane (a może ucięte!?) to otwiera się znaczący obszar dedukcji. Podobnie jak chińskie świadectwo o obrażeniach głowy Mallory’ego, którego zwłoki znalazł Anker leżące twarzą wtopioną w lód. Ergo, Anker nie był pierwszym, który dotarł i przeszukał ciało Mallory’ego. Nie był wcale pierwszym, który zasugerował, że przyczyną jego śmierci było niefortunne uderzenie głowicą czekana, która natrafiła na kamień podczas hamowania upadku/zsuwania się po zaśnieżonym stoku. Sam czekan podobno znajdował się w okolicy zwłok i w drodze drobnej „posługi pogrzebowej” jakiej udzielili Mallory’emu Chińczycy „wyparował”.

Co tak interesowało Chińczyków? Czyżby aparat Kodaka – św. Graal Everestu, który rozmaite ekspedycje (ostatnia 2010) starają się bezskutecznie odnaleźć?
Jak to możliwe, że Chińczycy dysponowali tak szczegółową wiedzą topograficzną („dozowaną” w indywidualnych relacjach uczestników wypraw z lat 1960 – 1975, którzy nie czuli się już zobligowani partyjnym nakazem milczenia), która umożliwiła „odkrycie” zwłok Mallory’ego przez wspinaczy zachodnich w roku 1999? Po co ten „funeralny” wysiłek – niezwykły w kontekście celu, który podobno Chińczycy osiągnęli (a każdy wysiłek na tych wysokościach jest przecież gigantyczny), tzn. wejścia od północnej strony na Everest? Teza, iż został on podjęty w celu zatarcia świadectw zdobycia Everestu przez M&I jest może obrazoburcza i „not fair” dla mieszkańca Zachodu.
Niemniej dla osób, które „przećwiczyły socjalizm” na własnej skórze jest to supozycja co najmniej dość naturalna, o ile nie narzucająca się. Historia – w naszych, a także chińskich okolicach, jest nie tyle Bożym igrzyskiem, ile igrzyskiem jej ludzkich „moderatorów”.
Oto fatum Mallory’ego. Być może zdobył Everest. Być może… Z pewnością Los posługujący się ludźmi zadbał o to, abyśmy nigdy nie dowiedzieli się prawdy.

2. Podstawowe narzędzia intelektualne do spojrzenia na sprawę Mallory’ego i Irvine’a.

Są możliwe cztery postawy:

a. Tzw. ślepa wiara, że im się udało. Motywowana np. pobudkami estetycznymi – że „tak byłoby pięknie” lub moralnymi – „bo im się należało”.

b. Wiara „racjonalna” – polegająca na przekonaniu, że ludzie rozmaitych epok, szczególnie ci wybitni, potrafią wykorzystać tak swoje możliwości, jak i wszystkie sprzyjające okoliczności. Dysponują oni też odpowiednią siłą moralną/fizyczną i umiejętnościami, aby w istotnym zakresie przeciwstawić się przeciwnościom Natury i Losu. Taka wiara odrzuca „to co niemożliwe” (nielogiczne), stara się uchwycić to co możliwe, ewentualnie powiązać z jakimś sprzyjającym zbiegiem wypadków. Z przysłowiowym „szczęściem, które sprzyja odważnym”.

c. Sceptycyzm wynikający z zasady onus probandi. Tzn. takiej, która kładzie ciężar dowodu na stawiającym tezę. Skoro nie można dać dowodu albo jest on niekompletny, sceptycyzm ów nakazuje w swojej mocniejszej wersji odrzucenie tezy – w słabszej nie przyjmowanie jej w danym momencie i oczekiwanie na podjęcie kolejnej próby skutecznego przeprowadzenia dowodu. Jest to pogląd „kanoniczny” na sprawę wyprawy z 1924 roku. Jako pierwsi zdobywcy Everestu w kronikach figurują wciąż Hillary i Tenzing.

d. Sceptycyzm irracjonalny jest dzieckiem przekonania, że „wtedy było to po prostu niemożliwe”. Sceptycyzm ten karmi się ahistoryzmem, który nakazuje widzieć w uczestnikach wyprawy 1924 nieprzygotowanych głupków niezdolnych do analizy czekających ich wyzwań i zagrożeń. Jest to niestety współcześnie dość rozpowszechnione stanowisko „refleksyjne” względem historii. Jako dysponenci technologii uważamy naszych przodków za istoty niezdolne do rozwiązywania abstrakcyjnych problemów, czy stawiania czoła wyzwaniom. Chodzi zwłaszcza o te nieznane dla nich wyzwania, a które my z kolei znamy głównie z książek, z edukacji, a nie z przeżytego doświadczenia.

Nie ukrywam, że jestem zwolennikiem postawy opisanej w punkcie b. tzn. racjonalnej wiary w powodzenie ataku Mallory’ego i Irvine’a. Jako perspektywę polemiczną obieram sceptycyzm, odwołujący się do onus probandi, któremu w zastosowaniu historycznym (tzn. odtwarzania przebiegu dziejów, tego co się wydarzyło) będę się starał zarzucić nadmierny „pozytywistyczny redukcjonizm”.
Stanowisko a. eliminuję jako „pięknoduchowskie” i otwarcie irracjonalne. Stanowisko d. wykluczam z powodu zawartego w nim irracjonalizmu, który ma znamiona nieuzasadnionej pychy intelektualnej.

Przymierzając nie tyle metodologię, ile warsztat historyczny do sprawy Mallory’ego i Irvine’a na Evereście należy poczynić w skrócie następujące ustalenia:
Źródła (historyczne) jakie mamy do dyspozycji są natury materialnej; Artefakty na drodze którą się poruszali (czekan Irvine’a, butla z tlenem i ewentualnie rękawica. Wszystkie znaleziono poniżej 1 Stopnia, aczkolwiek w jego najbliższych okolicach); Artefakty znalezione przy zwłokach Mallory’ego (tzn. samo miejsce odnalezienia jego zwłok i towarzysząca temu dedukcja też stanowią źródło materialne); Źródła pisane (narracyjne) to znaleziona korespondencja Mallory’ego i Irvine’a, wpisy w ich dziennikach, wiadomości pozostawione na skrawkach papieru listy i przede wszystkim relacja Odella z jego obserwacji.

Naturalne jest oczekiwanie, że sceptycyzm w wersji onus probandi będzie preferował źródła materialne, tolerując dedukcję. Z mniejszą ufnością będzie podchodził do źródeł epistolarnych czy narracyjnych – w ostateczności zawsze może posunąć się do negacji tych ostatnich. Tutaj zdziwienie. Otóż początkowi, jak i obecni sceptycy, wcale nie negują relacji Odella, dorabiają jedynie korespondujące z nią hipotezy ratunkowe. Np. hipotezę, że Odell widział M&I wspinających się na 1 Stopień podczas ich powrotu, gdy uświadomili sobie, że przeszkoda 2 Stopnia jest nie do pokonania. Mieli to uczynić w celu wykonania zdjęć i rozpoznania drogi na przyszłość oraz uzyskania wglądu w ścianę Kanchung, czyli wschodnią dla Everestu (sic!). Jest to EWIDENTNA SŁABOŚĆ i daleko idąca niekonsekwencja stanowiska sceptycznego co będę się starał wykazać.
W moim mniemaniu sceptycyzm, jeśli ma pozostać sceptycyzmem
onus probandi, musi odrzucić relację Odella w całości. Zwłaszcza jeśli na poważnie zaczniemy rozpatrywać jej pierwsze wersje. Sceptycyzm nie ma innego wyjścia, jeśli chce zachować swoją siłę przekonywania wynikająca z redukcjonizmu (w odniesieniu do scenariusza możliwych wydarzeń w dniu 8 czerwca 1924 roku).

Druga słabość sceptycyzmu onus probandi jest taka, że nie odnosi się on w żaden sposób, choć przecież buduje wspomnianą wyżej hipotezę ratunkową, do żadnej teorii zaginięcia (”zdematerializowania się”) reszty artefaktów – tzn. aparatów tlenowych używanych przez M&I na dalszym odcinku obranej przez nich drogi. Jest to stanowisko kompletnie niespójne w stosunku do przetrwania czekana (znaleziony w 1933), butli (1991), jak też rękawicy poniżej 1 Stopnia, który to fakt z gruntu eliminuje naturalne procesy jako przyczynę ich zniknięcia. Podobnie przetrwanie całego bogactwa artefaktów związanych z następnymi brytyjskimi wyprawami, np. konserw nadających się do spożycia (sic!), eliminuje czynnik naturalny. Sceptycyzm nie podejmuje tego tematu, być może zdając sobie sprawę, że prowadzi on do wrażliwych kwestii politycznych, czy obyczajowych w związku z etyką górską, która nakazuje unikać oskarżeń bez stuprocentowych dowodów. Samo rozpatrywanie hipotezy zatarcia przez Chińczyków wyczynu poprzedników byłoby zatem niepoprawne politycznie.

Inne zastrzeżenie metodologiczne jest takie, że ekstrapolacja „tego co się wydarzyło” w sensie historycznym korzysta zawsze z jakiegoś redukcjonistycznego modelu „logiki wydarzeń” i eliminuje a priori to, co jest „czynnikiem zwrotnym” w historii. Zakłada zatem brak niespodziewanych zdarzeń, sytuacji determinujących przebieg wydarzeń historycznych i ich efekt. Np. wynik bitwy. Jest to szczególnie uchwytne w historii wojskowości. Wspinanie na Evereście i dzisiaj daje się porównać do działań wojennych, a co dopiero w 1924 roku. Trzeba mieć świadomość ograniczeń „ekstrapolacyjnych” dokonywanych za pomocą powszechnie uznanych narzędzi logicznych, dedukcji. Trzymając się morału Sherlocka Holmesa – „To co możliwe (w świecie zbrodni), na pewno się zdarzyło”. Tutaj właśnie znajduje się najmocniejsza podpora dla racjonalnej wiary w powodzenie Mallory’ego i Irvine’a.

3. Relacja, a raczej relacje Odella.

 

north-ridge-climbing-route-and-irvines-body

https://climbforhope.files.wordpress.com/2012/05/north-ridge-climbing-route-and-irvines-body.jpg?w=604&h=339

Powyższa fotografia pokazuje szczegóły topograficzne współczesnej drogi NE granią Everestu, która z historycznych względów nazywana jest drogą Mallory’ego.

Relacja Noela Odella stanowi punkt wyjścia i podstawę wszelkich spekulacji na temat możliwości zdobycia Everestu już w 1924 roku. Bez niej problem po prostu by nie istniał. Jest to zasadnicze (tzn. jedyne) źródło, a raczej szereg źródeł, gdyż Odell zmieniał swoją wypowiedź. Obserwacja Odella nie wzięła się z niczego. Nie była przypadkowa.
Była ona elementem uwiarygodnienia ewentualnego sukcesu szturmującej dwójki.

W ich czasach istniały dwie „klasyczne metody” uwiarygodniania wspinaczki:

– słowa wspinaczy i ich wiarygodność, oraz precyzyjny opis drogi do zweryfikowania przez powtarzających.

– obserwacja osób postronnych (luneta, lornetka) – zwłaszcza w wyznaczonym miejscu i czasie, np. o danej godzinie na szczycie, czy na tle nieba w bliskiej jemu formacji. W ten sposób potwierdzono np. 1 wejście na Mt Blanc.

Jeden sposób był nowatorski i związany z postępem technicznym (odpowiednio lekki aparat fotograficzny możliwy do zabrania):

– dokumentacja fotograficzna.

Mallory nie zaniedbał żadnego ze sposobów i w liście przesłanym przez tragarzy do niższego obozu (IV) zlecił Odellowi co następuje:

Dear Noel,

We’ll probably start early tomorrow (8th) in order to have clear weather. It won’t be too early to start looking out for us either crossing the rockband under the pyramid or going up skyline at 8.0 p.m.

Yours ever

G Mallory”

 

Oczywiście w ten list – pouczenie wkradł się tzw. czeski błąd. Powinno być 8.a.m. czyli godzina przedpołudniowa. Fraza „rockband” wyraźnie wskazuje na formację zwaną dzisiaj 2 Stopniem, która z perspektywy niższych obozów jawi się jako pas skał na prawo od wybitnego „dziobu” („battlecruiser’s prow” dla uczestników brytyjskich wypraw) jaki tworzy. Nie daje się ona definiować np. jako pinnacle, a tak można by określić samodzielną kulminację 1 Stopnia. 8 rano podawano często jako przykład zupełnie nierealistycznej kalkulacji czasowej Mallory’ego. Tymczasem Wyn-Harris i Wager w 1933 znaleźli się w okolicach 1 Stopnia już ok. 7 rano, wspinając się bez tlenu, podczas gdy M&I go używali. O 10-tej W-H. i W. byli w Kuluarze Nortona po strawersowaniu pod „pasem skał” drugiego Stopnia, który uznali za niemożliwy do przejścia bez podejmowania takiej próby (pomijając zapych rynną, którą uznali za rokująca na obejście). Przyjmuje się obecnie, że między 1 a 2 Stopniem jest mniej więcej godzina trawersu, może odrobinę więcej.

Pierwsza relacja zapisana w osobistym dzienniku Odella jest niezwykle lakoniczna:

1.”At 12.50 saw M&I on ridge nearing base of final pyramide”.

Nie ma w niej wzmianki o żadnym stopniu skalnym, czy wspinaczce na niego. Jest za to mowa o piramidzie szczytowej i jej podstawie. Rzut oka na NE Everestu z jej aktualną topografią i jej nazewnictwem przekonuje nas, że podstawą piramidy jest 3 Stopień. W czasach Mallory’ego nie był on wyodrębniany jako osobna formacja i nie miał nazwy.

Oto ilustracja. Piramida szczytowa i trzy Stopnie na Evereście.

 

everest_stepshttp://www.markhorrell.com/blog/wp-content/uploads/everest_steps.jpg

2. „There was a sudden clearing of the atmosphere, and the entire summit ridge and final peak of Everest were unveiled. My eyes became fixed on one tiny black spot silhouetted on a small snow-crest beneath a rock-step in the ridge; the black spot moved. Another black spot became apparent and moved up the snow to join the other on the crest. The first then approached the great rock-step and shortly emerged at the top; the second did likewise. Then the whole fascinating vision vanished, enveloped in cloud once more. There was but one explanation. It was Mallory and his companion moving, as I could see even at that great distance, with considerable alacrity … The place on the ridge referred to is the prominent rock-step at a very short distance from the base of the final pyramid”.

Druga relacja jest bodaj najbardziej znana i cytowana. Ukazała się już 14 czerwca w „Alpine Journal”.

3. Kolejna relacja (tamże) zawiera pewne istotne poprawki i ma charakter refleksji wyraźnie identyfikującej miejsce dokonanej obserwacji poprzez podanie wysokości zmierzonej teodolitem (2 Stopień).

I saw the whole summit ridge and final peak of Everest unveiled. I noticed far away on a snow slope leading up to the last step but one from the base of the final pyramid a tiny object moving and approaching the rock step. The second object followed, and then the first climbed to the top of the step. As I stood intently watching this dramatic appearance, the scene became enveloped in cloud, and I could not actually be certain that I saw the second figure join the first…

The point at which they were last seen – namely, an altitude which Hazard later determined by theodolite to be about 28,230 ft”.

4. Kolejna relacja w książce o ekspedycji:

„……I saw the whole summit ridge and final peak of Everest unveiled. I noticed far away on a snow slope leading up to what seemed to me to be the last step but one from the base of the final pyramid, a tiny object moving and approaching the rock step. A second object followed, and then the first climbed to the top of the step.

As I stood intently watching this dramatic appearance, the scene became enveloped in cloud once more, and I could not actually be certain that I saw the second figure join the first.

(he continues)… I could see that they were moving expeditiously as if endeavouring to make up for lost time. True, they were moving one at a time over what was apparently but moderately difficult ground, but one cannot definitely conclude from this that they were roped together…”

Wszystkie w/w relacje Odella przynależą do wczesnych – ostatnia książkowa jest z 1925 roku. W szczególności dwie pierwsze mają poznawczy walor i nie są skażone tzw. racjonalizacją. Ich uderzającą cechą jest bliskość „piramidy szczytowej” względem miejsca, w którym Odell miał zaobserwować Mallory’ego i Irvine’a. Fakt ten nakazuje zawęzić pole owej obserwacji do terenu pomiędzy 2 a 3-cim Stopniem, eliminując 1 Stopień jako zbyt odległy od piramidy szczytowej, a także nie wymagający wejścia na jego kulminację.

Poniżej perspektywa obserwacji z drogi, którą pokonywał Odell podchodząc do V obozu.

06http://www.jochenhemmleb.com/pictures/mundi/2011/06.jpg

2 Stopień tez teoretycznie mógł być ominięty trawersem do Kuluaru Nortona z pewna niewielka strata wysokości- tak jak uczynili to w 1933 roku Wyn Harris i Wager a takze Smythe.  Jedynie 3 Stopien(8710) był formacją obligatoryjną do przejścia i to „na tle nieba”-co więcej na tyle łatwą ze można to uczynić w kilka minut-co jest spójne z obserwacja Odella. 2 stopnia nijak nie da się pokonać w kilka minut-nawet jego kluczowej czesci. Aczkolwiek istnieje bardzo ciekawa teoria „uzgadniajaca” to co widział Odell z mozliowścią szybkiego i rownoczesnego sforsowania tej przeszkody przez M&I.O czym w dalszej cześć. Odell wskazuje na ten stopien wyraznie w swojej 3 relacji gdzie zawarty jest pomiar teodolitem a w zdaniu: „I noticed far away on a snow slope leading up to the last step but one” fraza „last step but one” enigmatycznie wskazuje na istnienie jeszcze jednej formacji mogacej kojarzyc sie ze stopniem(w pozniejszych czasach istotnie ochrzczonej mianem 3 Stopnia.

Poniżej postaram się rozważyć wszystkie trzy możliwości: 1 Stopień, 2 Stopień i 3 Stopień

everest_stepshttp://www.markhorrell.com/blog/wp-content/uploads/everest_steps.jpg

everest_ridge

http://www.markhorrell.com/blog/wp-content/uploads/everest_ridge.jpg

4.Koncepcja 1 Stopnia jako miejsca obserwacji Odella

ridge4

http://www.markhorrell.com/travel/tibet/everest/images/ridge4.jpg

Powyższe zdjęcie przedstawia 1 Stopień widziany z wysokości 2-go Stopnia i stanowi najlepszy dowód na „sensowność” wchodzenia na niego w drodze na Everest.

1https://www.collinspress.ie/images/1.jpg

To zdjęcie z kolei pokazuje w jaki sposób obchodzi się 1 Stopień-w oddali widać pas skal(rockband) 2 Stopnia-kluczowej przeszkody na NE grani Everestu.

Everest-June-16-3-116http://www.swissmountainguide.com/wordpress/wp-content/gallery/everest-expedition/Everest-June-16,-3-116.jpg

Tutaj podejście pod 1 Stopień którego wystająca ponad grań kulminację wyraźnie widać ma tle nieba.Podobnie ta perspektywa wskazuje na nieekonomiczność jej zdobywania.

Mimo tych widocznych gołym okiem „mankamentów” to właśnie 1 Stopień jest konsekwentnie wskazywany przez sceptyków jako miejsce w którym Noel Odell zaobserwował Irvine,a i Malloryego o godzinie 12.50. Obserwacja-jej miejsce i czas stanowić ma kluczowy dowód ze M&I nie mieli najmniejszych szans osiągnąć wierzchołka. Spójna z obserwacją Odella jest jedynie możliwość stosunkowo łatwego wejścia na tą formację-podobnie jak i pole śnieżne/pas sniegu u jej podstawy. Zasadniczą niezgodność stanowi oddalenie od szczytowej piramidy i wspomniany nonsens wchodzenia na wierzchołek formacji. Sceptycy jednak podkreślają fakt ze wszelkie materialne znaleziska po Mallorym i Irvinie urywają się właśnie w tej okolicy. Niezależnie od tego czy interpretujemy je jako pozostawione podczas podejścia( zużyta butla) czy zejścia(czekan interpretowany jako miejsce wypadku), rękawica którą najprawdopodobniej(choć nie na pewno) tez da się powiązać z M&I.

Zasadnicza obiekcja względem 1 Stopnia,poza topograficznym oddaleniem od piramidy szczytowej, jest następująca:

-Co Mallory i Irvine robili w pobliżu 1 Stopnia tak późno-tzn o godzinie 12.50? Zakładając nawet dramatycznie późną godzinę ich wyjścia z obozu VI o 7.00 i ok 4 godziny użytkowania p butli z tlenem-powinni być tam przecież znacznie wcześniej. Sceptycy tłumacza ten fakt w następujący sposób: Odell widział Mallory’ego i Irvine’a podczas ich zejścia tzn. drogi powrotnej, w sytuacji gdy zrezygnowali z dalszego ataku i wycofywali się. Dysponując duża ilością czasu postanowili go spożytkować na dokumentacje fotograficzną-rozpoznanie topografii NE grani, wgląd w ścianę Kangshung co było możliwe z wierzchołka 1 Stopnia. Sceptycy powołują się tutaj na zachowanie 2 uczestników ekspedycji francuskiej z 1991 roku którzy podczas swojego wycofu postąpili w identyczny sposób. Jednym słowem-Odell miał dostrzec obu wspinaczy(albo jednego)wchodzącego na 1 Stopień o godzinie 12.50 co mylnie zinterpretował jako mocno spóżniony,niemniej dalszy postęp na drodze. Hipoteza ta (lansowana choćby przez pioniera dociekań nad sprawa M&I Toma Holzela) -”pozwala” jednak Mallory’emu na samotny rekonesans w okolice 2 Stopnia,ewentualnie czyni to w stosunku do 2 wspinaczy.

Jej słabe punkty są następujące:

1.Po pierwsze jest to typowa „hipoteza ratunkowa” dla sceptycyzmu. Próbuje się za jej pomocą uzgodnić relacje Odella z obiektem odległym topograficznie od piramidy szczytowej” niemniej wykazującym pewne cechy zawarte w tejże relacji(pole śnieżne, możliwość szybkiego kilkuminutowego wejścia)

2.Jest ona niespójna z „alacrity” czyli pośpiechem M&I, nadrabiających wedle Odella, stracony czas Vide pierwsza rozbudowana relacja Odella(w tym opracowaniu oznaczona nr2). Gdzie M&I mieliby się spieszyć-i w jaki sposób spieszyliby się na „linii nieba”-skoro poruszając się w kierunku Everestu musieliby najpierw zejść z 1 Stopnia aby kontynuować wspinaczke granią(co tez jest nonsensem gdyz ekonomiczniejsza droga cały czas wiedzie trawersem pod kulminacja grani?.

3..Skoro byli jednak o 12.50 na 1 Stopniu to gdzie są pozostałe artefakty? Tzn reszta butli tlenowych i stelaży do ich noszenia.Skoro dotarli jedynie w najlepszym wypadku do podstawy 2 Stopnia, skąd zawrócili-to nie zużyli przecież całego zapasu(a mieli razem minimum 4 butle). Nie znaleziono ich na odcinku pomiędzy 1 a drugim Stopniem-który w najgorszym wypadku zabiera ponad godzinę. Nie znaleziono też aparatu tlenowego przy zwłokach Malloryego.Co więcej maska w jego kieszeni wskazuje ze zapas tlenu został wyczerpany-a Mallory ja zachował gdyż mial nadzieje skorzystać z resztek tlenu pozostawionych w ostatnim obozie. Co się z nimi stało? Jeśli schodzili M&I z zapasem tlenu-to dlaczego go porzucili cenną aparaturę? W sytuacji gdy byli niedaleko od obozu i gdy aparatura ta mogla się przydać podczas kolejnego ataku?

4. Co robią gogle przeciwsłoneczne w kieszeni Malloryego-znak ze schodził po nocy/po zmroku-podczas gdy z okolic 1 Stopnia dało się z dużym zapasem czasu zejść za dnia?. Wytłumaczenie ze zdjał je w zadymce śnieznej jest kolejna hipotezą ratunkową-gogle podczas niej mogły bowiem tyle przeszkadzać…co przydawać się.

5. Dlaczego niby Mallory i Irvine mieliby zawrócić najdalej w okolicy 2 Stopnia-skoro Wyn -Harris i Wager oraz Smythe w 1933 skutecznie strawersowali pod tym Stopniem i doszli aż do Kuluaru Nortona?…. Na swojej drodze(byc może jest tam kilka mozliwości trawersu) nie znależli żadnych śladów poprzuconej aparatury tlenowej. Wyn Harris i Wager byli w Kuluarze Nortona juz o godz 10-pod 1 Stopniem w okolicach 7 co zadaje kłam spekulacjom na temat jakiegoś ogromnego możliwego opóznienia Mallory,ego i Irvinea w tej okolicy. Ich próba musiała mieć „większy zasięg” a każda inna możliwość niż czynnik ludzki jesli chodzi o brak artefaktow na dalszej drodze(ponad 2 Stopniem) jest po prostu niespójna z przetrwaniem rozlicznych artefaktów ze wszystkich przedwojennych brytyjskich wypraw poniżej 1 Stopnia.

6.Jeśli M&I w drodze powrotne-po „odpuszczeniu” dalszego ataku istotnie zapalali „nagła chęcią” zdobycia jakiejś „kulminacji”-to skąd u licha wzięli na to siły i motywację na to-skoro każdy krok na tej wysokości(8510) jest ogromnym wydatkiem energetycznym? Zdobywanie kulminacji (nawet kilkunastometrowych) podczas zejścia z Everestu nie jest banalnym zadaniem.Miało by to może sens jako zakończenie drogi pod górę jako”honorowy punkt wycofu”. Wtedy jednak skąd pózna godzina 12.50?

Koncepcja 1 Stopnia jako miejsca w którym Odell mial widzieć Mallory’ego i Irvine’a jest niespójna, nieuzgadnialna topograficznie z bliskościa piramidy szczytowej, trudna do wytłumaczenia w intencjach i w bilansie wysiłku. Jest to skutek błędu metodologicznego sceptyków. Zamiast w całości odrzucić relacje Odella-JEDYNY przecież powód(zrodlo) dla którego rozpatrujemy kwestię ewentualnego zdobycia Everstu-sceptycy koniecznie chcą „uzgodnić” relacje Odella z miejscem które „gwarantuje” ze M&I nie zdobyli Everestu skoro byli tam widziani o 12.50. Nie można tym samym brać tej koncepcji na poważnie.

5. Drugi Stopień.Wedle Noela Odella – tam byli.

Formacji tej nie sposób pomylić z 1 Stopniem -a to ze względu na charakterystyczny „dziób” który Brytyjczycy porównywali do dziobu krążownika liniowego za którym w prawo rozciąga się pas skał (rockband). Jest to zdecydowanie najbardziej charakterystyczna formacja na całej NE grani.Charakterystyczna zwłaszcza dla osób które codziennie wpatrywały się w nią przez lunetę-aby odczytać szczegóły potencjalnej drogi. Oto poglądowy obrazek:

pyramid2http://www.markhorrell.com/travel/tibet/everest/images/pyramid2.jpg

Widzimy kolejno od lewej:1Stopień-rodzaj samodzielnej kulminacji, 2 Stopień i jego „battlecruiser’s prow” oraz 3 Stopień-z tej perspektywy znajdujący się dokładnie u stóp piramidy szczytowej.

2 Stopień miał być wedle sceptyków przeszkodą nie do pokonania dla Mallory’ego i Irvine’a którzy zbliżając się do niego musieli doświadczyć następującego widoku jak na zdjęciu poniżej:

2ndStephttp://planetpov.com/wp-content/uploads/2010/05/2ndStep.jpg

Panorama of Everest summit and Northeast Ridge

http://mountainworld.typepad.com/.a/6a00d83452942669e20133ee0f9488970b-pi

Tutaj kluczowy pod względem trudności technicznych odcinek zabezpieczony tzw „Chińska Drabiną”

08http://www.jochenhemmleb.com/pictures/mundi/2011/08.jpg

Przekonanie o „niewkaszalności” 2 Stopnia narodziło się dopiero 9 lat póżniej podczas kolejnej brytyjskiej wyprawy(1933) Wyn Harris i Wager podjęli wspinaczkę z zamiarem kontynuacji drogi Mallory’ego i o ile się okaże to niemożliwe- zamierzali wytrawersować do Kuluaru Nortona. Tak tez uczynili. Po nieudanej probie wspięcia się rynną( „open gully”?) która w ich mniemaniu pozwoliłaby im ominąć czołową kulminacje 2 Stopnia obniżyli się nieco i skutecznie przeszli systemem pólek i płyt do Kuluaru-osiagając mniej więcej miejsce do którego dotarł Norton czyli rekordowa dla wyprawy 1924 wysokość 8570 m. Taksując wzrokiem 2 Stopień z odległości kilkudziesięciu metrów „apriorycznie” uznali ja za niemożliwa do przebycia.Tym samym dali zasadniczy argument sceptykom.

unnamedhttp://lh3.ggpht.com/GznZWF8LDyq0QkDMADIVDYjmW8U-WiK_D0dRFpNndkuE7si_M4EF-BKPVgasQ3_UVvA-ILmjzkKm76zBOhK0esQ%3Ds300-c 

Paradoksalnie Wyn Harris i Wager dali jednak znacznie więcej kart wierzącym w powodzenie Mallory’ego i Irvine’a. Po pierwsze Wyn Harris i Wager wspinali się bez tlenu-a Mallory i Irvine go używali. Oznacza to ze stojąc pod 2 Stopniem M&I dysponowali znacznie większym zapasem sił i ochoty do podjęcia próby wspięcia się. Wyn Harris i Wager udowodnili ze jest możliwa szybkie i skuteczne podejście w ten rejon z ostatniego obozu. Ruszyli z obozu o 5.40 a już o 10 byli w Kuluarze Nortona po przejściu terenu pod 2 Stopniem. Kontestuje to teorię o niemożliwości szybkiego dotarcia Mallory’ego i Irvine,a w te okolice-mimo iż ich obóz był dobre 100 metrów niżej. Co jednak najważniejsze-Wyn Harris i Wager pokazali ze Mallory i Irvine MIELI ALTERNATYWĘ. Jeśli szybko porzucili myśl forsowania 2 Stopnia i zdecydowali się na trawers do Kuluaru Nortona(o takiej możliwości wiedzieli z ust samego Nortona i Somervella to w Kuluarze mogli znależć sie stosunkowo wcześnie-ok 11. Kuluar Nortona wyprowadza wprost na pola śnieżne pod 3 Stopniem (8710) który… zadziwiająco pasuje do tego co dostrzegł Odell. A o to zobrazowanie tej możliwości:

Panorama of Everest summit and Northeast Ridge http://www.jochenhemmleb.com/pictures/mundi/2011/08.jpg

 Niemniej czy istotnie 2 Stopień był dla Mallory’ego przeszkodą nie do pokonania?

883Waters14https://www.summitclimb.com/new/images/gallery/883Waters14.jpg

Tutaj jego kluczowe trudności, o które „rozbija się problem”. Pytanie to nurtowało całe pokolenia himalaistów zafascynowanych ich historią. Zwracano uwagę, że 2 Stopień ma raptem kilka przejść klasycznych/prawie klasycznych, w tym jedno w ramach rekonstrukcji historycznej po usunięciu aluminiowej drabiny (Anker 2007), i, że raportowane trudności oscylują wokół V+, subiektywnie oczywiście odczuwalnych wyżej na tej wysokości. W 2001 Theo Fritsche przeszedł 2 Stopień solo i on sight.

http://www.tst.spb.ru/summer/print.php?p=world-news&m=menu1&l=en&view=8005&PHPSESSID=1d9095377f73388b5a2e3ebb0a956c48

„Fritsche wrote to Hemmleb that he scouted out the pitch from below, where it appeared to him that the prominent offwidth crack to the left of the Chinese ladder might be climbable by laybacking. So he tucked his ice ax into his pack, removed his overmitts, and worked his way up to the base of the ladder. Once there, he was able to successfully layback the offwidth until reaching a “steep rise” or overhanging block above. Here Fritsche bridged out left and was then able to mantle over the block, reporting that it was “very strenuous” but nevertheless rating it in the 4+ to 5- range (5.6-5.7).”

Fritsche:

„Right from the beginning I was certain that I wanted to climb Mount Everest without supplementary oxygen and without technical aids. … Below the cliff [of the Second Step] I formed a clear impression of how to climb it without aid. I put my ice axe in my pack, cached one of my ski poles, pulled down the hood of my anorak to get a wider field of view and took off the rather cumbersome over-mittens. … I saw to the left of the ladder a crack in the rock that offers the possibility to climb up (lay-backing). At the end of the crack is a steep rise, where I could hold myself on the left side and in the middle, then stepped up on its edge and pulled myself up (I went directly over the steep rise, bridging out left). I then mantled up to get my right foot on top of the block and to stand up – but it was very strenuous. … As for the rating, I would say 4+ to 5- [5.6-5.7], the top part somewhat technical.” – See more at: http://innovation-for-extremes.net/gear-timezone/mallory-myths/#sthash.J7kLwlUN.dpuf „

Technicznie zatem było to całkowicie w zasięgu Mallory’ego.

Tym bardziej, że V+ na wysokości 8600 m nie podlega „postępowi technicznemu”. Podobnie jak wspinanie w skale, gdzie liczy się np. konstrukcja buta i wspinacz obecnej generacji wyposażony w dedykowane obuwie po prostu musi takie trudności odczuwać radykalnie łatwiej niż wspinacz w kleterkach czy w tenisówkach. Paradoksalnie – kute buty Mallory’ego mogły być nawet lepszym rozwiązaniem (dającym większe czucie skały) niż używane obecnie sztywne buty z rakami. Zwraca się uwagę na ekspozycję, brak możliwości asekuracji bez nowoczesnego sprzętu (friendy) i rzekomy brak alternatywy dla rysy, ewentualnie ścianki tuż obok niej, na której jest umocowana drabina. Zapomina się o tym, że dla wspinaczy epoki Mallory’ego asekuracja w górach inna niż podczas wspinaczki graniowej była czymś w rodzaju luksusu. Ludzie ci byli obyci tak z ekspozycją, jak i nieustającą perspektywą śmiertelnego upadku – rzeczy o których dziś zapomnieliśmy. Łatwiej wyglądająca rysa po prawej (szacowana wzrokiem na IV+) współcześnie jest uznawana za zbyt kruchą i trudną do „zapalenia” w warunkach śnieżnych jakie zastał Anker podczas swojej pierwszej próby (1999, podczas której prawie klasycznie przeszedł 2 Stopień, raz opierając się na szczeblu Chińskiej Drabiny). Rysę tą dobrze widać na zdjęciu po prawej stronie drabiny.

20070606xposton3http://www.explorersweb.com/sitemedia/images/everest/20070606xposton3.jpg

secondstep2http://www.markhorrell.com/travel/tibet/everest/images/secondstep2.jpg

Najlepiej jest widoczna na tym zdjęciu – leży na niej poręczówka.

ev060http://www.everest.co.jp/everest95/ev060.jpg

Stosunek do niemożliwości wspięcia się nią niej jest niewątpliwie pochodną współczesnego pojmowania wspinaczki, które za wszelką cenę nakazuje omijać kruchy teren-, wybierając trudniejszą, ale litą możliwość. Niekoniecznie było to myślenie bliskie wspinaczom epoki Mallory’ego, dla których kruszyzna i inne „rzęchy” były normalną rutyną wspinaczki. Jeśli dodamy do tego możliwość skorzystania z żywej drabiny (technika ta była wykorzystywana w latach 20-tych, a nawet później – dziś poza piaskowcami jest zupełnie zapomniana), to może okazać się, że trudności 2 Stopnia streszczały się dla Mallory’ego dosłownie do kilku przechwytów.
Oczywiście, o ile wybrał współczesną drogę biegnąca ewidentnym „słabym punktem” pasa skał (rockband).

Są bowiem zwolennicy teorii, że Mallory i Irvine wspinali się ściśle granią,

unnamed2http://lh4.ggpht.com/Q1AId47tGyj6KQfPn0GMr5ZEcnu3ZozgJy_bLL8aztJK0ub5J9tYZvOYDSCJNCTCfwwgWxoPCVl5ECA-SJ6VpQ%3Ds300-c

unnamed3

http://lh6.ggpht.com/4ldicdSwZ8Sa4xrSgofZRZT3SuGQTMNNvhokWgs3hOH_Pj8lknsSUcWxJ96Mt14nbgwUAAiMega_2_E8mxKo6Q%3Ds300-c

http://lh6.ggpht.com/4ldicdSwZ8Sa4xrSgofZRZT3SuGQTMNNvhokWgs3hOH_Pj8lknsSUcWxJ96Mt14nbgwUAAiMega_2_E8mxKo6Q

czyli terenem, który na powyższych zdjęciach pokazuje niebieska strzałka.
Wtedy, zgodnie z relacją Odella: ”black spot silhouetted on a small snow-crest beneath a rock-step”. Uskok ponad granią jest zdecydowanie niższy. Niemniej taka opcja wydaje się być trudna do realizacji z dwóch powodów.
Raz – wymaga wejścia na nawiany jęzor śniegu na szczycie grani, którego stabilność jest wątpliwa. Teren jest totalnie eksponowany z dwóch stron. Na lewo zieje otchłań ściany Kangshung, który to teren nie daje możliwości „dżentelmeńskiej asekuracji” z jakiejś „pozycji zapartego wspinacza” wzmocnionej czekanem wbitym w śnieg.
Ewentualna żywa drabina jest niewykonalna. Byłaby to istna ekwilibrystyka, zważywszy na niestabilne śnieżne podłoże na ostrzu grani. Ta opcja mogła być rozważana przez I. i M. jedynie w innych warunkach śnieżnych niż przedstawione na zdjęciu – w sytuacji, gdy śniegu było znacznie więcej. Niemniej obuwie Mallory’ego – kute buty, brak raków – zdecydowanie „preferowało” teren skalny niż wspinaczkę w stromych śniegach, czy w stromym lodzie. Do tej ostatniej po prostu zupełnie się nie nadawało.
Gdy znaleźli się pod 2 Stopniem i o ile nie zdecydowali się na trawers do Kuluaru Nortona, współczesna droga była dla nich niejako naturalnym wyborem.
Podczas trawersu w kierunku 2 Stopnia jest to jedyny jego widoczny ”słaby punkt”. Niezbyt nastromione pole śnieżne (półka) w jego górnej części rokowało wspinaczkę na raty, co przy maksimum 30-metrowej linie miało zasadnicze znaczenie.
Dolna cześć trudności 2 Stopnia w tym miejscu nie jest zbyt porażająca i wygląda następująco:

18https://www.summitclimb.com/new/images/news/18.jpg

Streszcza się ona do stosunkowo nietrudnej (ok. III) wspinaczki po wielkich blokach, które wyprowadzają na pólko śnieżne znajdujące się pod kluczowa ścianką

secondstep2http://www.markhorrell.com/travel/tibet/everest/images/secondstep2.jpg

Tutaj „dżentelmeńska asekuracja” jest całkowicie wykonalna.

Problem leży w uzgodnieniu wspinaczki tym terenem z relacją Odella.
Odell opisuje bowiem dwóch wspinaczy o ile nie poruszających się równocześnie to w niewielkim odstępie czasu. Nie wspomina o żadnych czynnościach asekuracyjnych – nie jest w stanie stwierdzić, czy Mallory i Irvine idą związani, czy nie. Cała scena trwa raptem kilka minut. W kolejnej wersji swojej relacji (3) nie jest pewien, czy widzi drugą osobę dołączająca do pierwszej. Sceptycy uważają, że ten fakt dyskredytuje 2 Stopień jako miejsce obserwacji. Dodają też, że jego zacieniona strona nie jest zbyt korzystnym miejscem dla rozmaitych spostrzeżeń. Z pewnością nie tak korzystnym jak kulminacja 1 Stopnia.

Bardzo prosta teoria daje jednak uzgodnienie relacji Odella i tego co mogli zrobić Mallory i Irvine na 2 Stopniu. Otóż Odell zaobserwował przejście zaporęczowanego (w sensie zabezpieczenia liną umocowaną na sztywno) odcinka kluczowej ścianki nad pólkiem śnieżnym, czyli sam FINAŁ, a nie PRZEBIEG zmagań M&I z trudnościami 2 Stopnia! Późna godzina obserwacji (12.50) jest dodatkowym atutem tej teorii.
Wedle niej po dotarciu pod 2 Stopień Mallory i Irvine zdjęli i zdezaktywowali swoje aparaty tlenowe. Następnie Mallory związany liną rozpoczął wspinaczkę „na lekko”.
Tutaj pojawiają się dwie możliwości. Albo zrobił ją jednym ciągiem od podstawy, co było o tyle ryzykowne w kalkulacji, że wysokość 2 Stopnia jest prawie równa długości „standardowej” liny, jaką ewentualnie posiadali (30m). Albo, co bardziej prawdopodobne, wspiął się w dwóch „ratach”, ściągając Irvine’a na polko śnieżne.
Pierwszą łatwiejszą część wspinaczki mógł zresztą zrealizować nie zdejmując aparatu tlenowego.
Ten drugi wariant wydaje się być bardziej prawdopodobny z psychologicznego punktu widzenia – kontakt głosowy, możliwość naradzenia się co robić dalej.
Następnie Mallory wspiął się kluczową ścianką (być może skorzystał z żywej drabiny), co jeszcze zmniejszyło bardziej „zakres” trudności do raptem kilku przechwytów.
Po dotarciu do bloku skalnego umocował do niego linę na sztywno. Jeśli wspinał się „na raty”, to mógł wykorzystać nawet linę wiążąc się pośrodku.
Wtedy ścianka „problemowa” była zaporęczowana jej dwoma końcami, co znakomicie ułatwiłoby szybkie wejście. Następnie Mallory zjechał (zszedl z jej pomocą) do Irvine’a, obaj założyli swój „bagaż” tlenowy (albo ten został wpierw wyrepowany) i w ciągu kilku minut (bez wzajemnej asekuracyjnej interakcji) znaleźli się na szczycie 2 Stopnia – co właśnie zaobserwował Odell.

6553823http://www.everest1953.co.uk/sighting-by-odell.html

Zdjęcie podpisane jako Fig. 2. Blok skalny jest zaznaczony zielonym kółkiem.

A na tym zdjęciu ten sam blok od góry:

6a00d83452942669e20133ee0f838a970bhttp://mountainworld.typepad.com/.a/6a00d83452942669e20133ee0f838a970b-pi

Scenariusz ten ma jeszcze jedną zaletę. Jeśli zmagania Mallory’ego i Irvine’a z 2 Stopniem szacować na jakieś 60-90 minut, to w tym czasie nie korzystali oni z aparatów tlenowych. Dla Irvine’a, który odgrywał w tym czasie pasywną rolę nie był to zapewne wysiłek, ale odpoczynek. Wysiłek Mallory’ego musiał być ogromny, niemniej skoro podołał mu Anker czy Theo Fritsche, był przecież wykonalny. Godzina – półtorej dodatkowego tlenu miała ogromne znaczenie, jeśli założymy, że Mallory i Irvine mieli jedynie po dwie butle. Jeśli mieli ich 2+3 albo 3+3, byłby to czynnik mniej istotny, niemniej też liczący się. W tej drugiej sytuacji po prostu tlenu na drodze do wierzchołka im nie zabrakło. Czy istnieje jakieś potwierdzenie takiego rozwoju wypadków?
Owszem, istnieje. Niemniej jest to dowód w sferze dedukcji. W kieszeni Mallory’ego znaleziono bowiem zegarek, który uległ zniszczeniu – rozbite zostało szkiełko i zniszczone wskazówki. Wiadomo, że Mallory nosił go w pozycji „do wewnątrz” na ręce.
Tak jak na zdjęciu:

S0010099http://images.rgs.org/webimages/0/0/10000/0/0/S0010099.jpg

Doprawdy trudno sobie wyobrazić inny powód zniszczenia zegarka niż kontakt ręki ze skałą. Upadek (zwłaszcza przy tym sposobie noszenia) nie poskutkowałby taką destrukcją. Podobnie nie mogło się to stać podczas finalnego upadku, a także jakiegoś wypadku, do którego doszło wcześniej. Mallory (ranny) nie przejmowałby się zabezpieczeniem zegarka, tzn. schowaniem go do kieszeni. Jedynie 2 Stopień wymagał wspinania skalnego, a z pewnością zdjęcia wierzchniej grubej rękawicy. Rysa i klinowanie w niej lewej ręki to bardzo prawdopodobna przyczyna wypadków.

09http://www.jochenhemmleb.com/pictures/mundi/2011/09.jpg

Niektórzy sugerują, że zegarek Mallory’ego zatrzymał się o 12.52, co byłoby zadziwiająca koincydencją z obserwacją Odella i jego twierdzeniem, że dotyczyła ona 2 Stopnia.

Kiedy Mallory i Irvine wyszli ponad 2 Stopień ujrzeli taki oto obraz:

e09302004http://www.everestnews2004.com/malloryandirvine2004/pictures/e09302004.jpg

4545755_orighttp://www.everest1953.co.uk/uploads/1/7/7/2/17727165/4545755_orig.jpg

Czy nie była to motywacja do „alacrity”?

Odwołajmy się do wyobraźni Czytelnika.

Co zrobilibyście na Miejscu Mallory’ego i Irvine’a mając taki widok przed sobą – tym samym świadomość, że główna przeszkoda została pokonana, a szczyt wydaje się być w zasięgu i że będziecie pierwszymi jego zdobywcami? Zawrócilibyście, czy poszlibyście dalej, poddając się temu co nazywa się „summit fever”?

Z tego miejsca jest jeszcze ok. 3 godzin na wierzchołek.
Jest godzina 13-ta, w dole, tam gdzie Wasz ostatni obóz, zaczynają kłębić się chmury.

Przebycie 2 Stopnia jest po prostu równoznaczne z tym, że osiąga się Stopień 3 (8710 m) znajdujący się tuż pod piramidą szczytową. Do przebycia jest bowiem zupełnie łatwy teren rozciągający się miedzy 8610 a 8690 m.

6.Trzeci Stopień.

Zdaniem Andy’ego Politza, jednego z uczestników wyprawy z 1999 roku, która odnalazła ciało Mallory’ego, to właśnie 3 Stopień pasuje „jak ulał” do relacji Odella.

img_2159https://climbforhope.files.wordpress.com/2013/02/img_2159.jpg

Oto grupa wspinaczy zbliżająca się niezbyt wymagającym terenem do wspomnianej formacji. Teren ten często definiowany jest jako płaskowyż z perspektywy odległego obserwatora. W istocie spadek terenu pomiędzy podstawą 3 Stopnia a kulminacją 2 to niebagatelne na tej wysokości 80 metrów (8690-8610). Niemniej, jest to miejsce, w którym po prostu się idzie po polu śnieżnym w pobliżu (na tle) grani bez jakiś czynności związanych z asekuracją – vide: „alacrity” w spostrzeżeniu Odella. Co najistotniejsze, sama kulminacja 3 Stopnia wystająca 20 metrów nad wspomniany płaskowyż widziana z bocznej perspektywy znajduje się dokładnie u stóp piramidy szczytowej (sic!).

everest_stepshttp://www.markhorrell.com/blog/wp-content/uploads/everest_steps.jpg

Wspinaczka na 3 Stopień jest łatwa i zajmuje co najwyżej kilka minut.
Nie wymaga też asekuracji, zatem wspinacze poruszają się jednocześnie, tak jak na zdjęciu poniżej.

3rd-rock-stephttps://climbforhope.files.wordpress.com/2012/05/3rd-rock-step.jpg

Jest to miejsce, które u wszystkich atakujących Everest NE granią, uruchamia „gorączkę szczytową”.

Z tego miejsca nikt się po prostu nie wycofuje! Są bodaj potwierdzona jedynie 3 (dosłownie trzy) przypadki zawrócenia z okolic 3 Stopnia. W istocie czas dotarcia na wierzchołek to jeszcze 2 godziny. Jeśli powiększycie ten obrazek, to zauważycie leżące u podstawy 3 Stopnia zwłoki jednego ze wspinaczy, który przeszacował swoje możliwości i umarł w drodze powrotnej po wyczerpaniu zapasu tlenu.
W okolicy jest jeszcze 3 innych nieszczęśników. Ciało jednego z nich znajduje się po drugiej stronie (tzn. od strony wierzchołka Everestu) 3 Stopnia.

Uświadamia to, że 3 Stopień jest miejscem, w którym każdy himalaista widzi i czuje, że szczyt jest w jego zasięgu i częstokroć to odczucie przeważa nad racjonalną kalkulacją. Tymczasem do przebycia pozostaje prawie 150 metrów piramidy szczytowej z kluczącą w wyższej partii drogą, która niektórym osobom zamiast wspomnianych 2 godzin zabiera aż 4. Nietrudno zatem odgadnąć dlaczego okolice 3 Stopnia stanowią otwarty grób.

third_stephttp://www.markhorrell.com/blog/wp-content/uploads/third_step.jpg

Podobnych odczuć musieli doświadczać w tym miejscu Mallory i Irvine 8 czerwca 1924 roku. Pod jednym warunkiem, że mieli widoczność. Można przyjąć, że widoczność celu jest sine qua non pozaracjonalnej „gorączki szczytowej”. Jego zamglenie pozostaje natomiast czynnikiem deprymującym.

Tutaj sceptycy wytaczają ultima ratio, tzn. załamanie pogody ok. godz. 14.

Odell relacjonuje, że w godzinę po swojej obserwacji (uporczywie twierdził, że dotyczyła ona 2 Stopnia) znalazł się w zasięgu burzy śnieżnej. Stało się to tuż po tym, gdy dotarł do VI obozu, z którego ruszyli Mallory i Irvine. Ataki śniegu i wiatru były tak gwałtowne, że zmusiły go do schowania się w namiocie i przeczekania kulminacji żywiołu.
To właśnie, zdaniem sceptyków, ma ostatecznie wskazywać na brak szans M&I na kontynuację podejścia. Jeśli Odell istotnie ich widział na 2 stopniu o godz. 12.50, to ok. 14-tej musieli znajdować się na 3 Stopniu. Jeśli jednak o 12.50 forsowali już 3 Stopień (jak chce Poliz), to o 14-tej byli w piramidzie szczytowej. Rzecz w tym, że sam Odell wyrażał opinię co do lokalności śnieżnego sztormu. Nie był wcale pewien, tzn. miał on nadzieję, że nie nie ogarnął on strefy wierzchołkowej ani okolic, w których widział M&I.

”That this mist might be confined chiefly to the lower half of the mountain”(“Fight for Everest”).

Istotnie, gdy po 2 godzinach opad przeszedł, szczyt Everestu był zalany słońcem.
Wszystko zatem wskazuje, że było to zjawisko lokalne, które niemniej jednak zdeterminowało los Mallory’ego i Irvine’a jaki miał się dopełnić za kilka godzin.
Zdradliwe okolice poniżej 1 Stopnia, Yellow Band i okolice obozu VI zostały posypane świeżym śniegiem utrudniającym orientację w systemie półek, i co gorsza, stanowiącym ogromne wyzwanie dla skuteczności ich obuwia. Argumentacja sceptyków, korzystająca w przypadku zjawisk pogodowych z formuły „jeśli coś gdzieś jest, występuje wszędzie”, stanowi dość charakterystyczny zabieg intelektualny i wypacza sens takich eksperymentów. Korzysta ona z uniwersalizmu, który jako model jest nieuprawniony w naukach historycznych. Jeśli chodzi o pogodę w górach, tzn. jej zmienność i częstokroć lokalne nasilenie/brak występowania jakiś zjawisk, jest to podejście absurdalne i w odniesieniu do M&I sprowadza się po prostu do intencji wykazania, że „nie miało prawa się im udać”.

Podobnie charakterystyczna dla sceptyków i oderwana od istoty procesu historycznego jest konstatacja, że M&I żadną miarą nie mogli być o 12.50 w okolicach 3 Stopnia albowiem wyszli za późno z obozu. Sceptycy przyjmują następujące „dane wyjściowe”:

  1. Wschód słońca w tym dniu o 4.45.
    2. Pozostawione przez M&I w obozie latarki, magnezjowe flary sygnalizacyjne i ręczne lampy na świece (podobne do górniczych lamp sygnalizacyjnych).

Z tego wedle sceptyków ma wynikać niemożliwość rozpoczęcia podejścia wcześniej niż o 5.30, a prawdopodobnie znacząco później. Nawet o 6.30.

Tymczasem założenie 2-ie obrazuje niechlujność takiej sceptycznej rekonstrukcji.
Otóż Odell, który wizytował obóz VI dwukrotnie (8 czerwca i 10 czerwca) nic nie wspomina o pozostawionych latarkach, a jedynie o 2 flarach magnezjowych.
Wspomina bałagan – dość szczegółowo wszystkie jego elementy. Latarkę odnalazła wyprawa z 1933 roku (o dziwo działała ona). Nie ma zatem żadnej pewności, czy była to latarka Malloryego/Irvine’a, czy pozostawiona przez Odella. Pozostawił on w obozie m.in. zapasy żywności. Jednym słowem, założenie w punkcie 2 streszcza sie do tego. że Mallory i Irvine byli idiotami nie potrafiącymi właściwie skalkulować czasu wspinaczki, a w szczególności perspektywy nocnego powrotu, i nie zabrali światła.

Tymczasem nikt nie obserwował momentu ich wyjścia!

Wniosek, że nie mogli wystartować wcześnie, tzn. przed świtem oświetlając sobie drogę (częściowo na pierwszych 100 metrach podejścia znaną Mallory’emu z poprzednich prób), jest po prostu nieuprawniony! Co więcej Mallory’ego jako wspinacza otaczała renoma, że lubi zaczynać wspinaczkę jak najwcześniej (w Alpach) i że jest to immanentny składnik jego stylu, czy kunsztu. Miał też on zwyczaj kilkakrotnego grzebania w plecaku i sprawdzania czy czegoś nie zapomniał, jak i „dar” do wytwarzania wokół siebie bałaganu. Dlaczegóż miałby rezygnować z wczesnego startu na Evereście, podczas najważniejszej wspinaczki swojego życia?

Zwraca się uwagę, że po ustaniu szkwału Odell obserwował stoki Everestu i niczego nie dostrzegł. Odell owszem, jak sam przyznaje, obserwował, ale cześć grani w okolicach 1 Stopnia spodziewając się dostrzec powrót M&I do obozu VI. Była godzina 16. O 16.30 Odell rozpoczął drogę powrotną. Jeśli szkwał miał rozmiar jedynie lokalny, to w tym czasie Mallory i Irvine musieli zbliżać się, ale do szczytu, a nie np. do Exit Cracks, czy Yellow Band. Kto wie co zaobserwowałby Odell, gdyby na szczycie i jego okolicach koncentrował swoją uwagę. Tego sceptycy zupełnie nie biorą pod uwagę.

Skoro M&I wzięli (mogli wziąć ze sobą) jakieś źródło światła, dlaczego nie zaobserwowano jego użycia po zmroku? Powód jest prosty.
Grań w okolicach 1 Stopnia i poniżej była przysypana świeżym śniegiem. Noc księżycowa dawała rozmaite refleksy. Jeśli M. i I. posługiwali się latarką, to „równolegle do stoku”, oświetlając tak zejście pierwszego z nich, jak i drugiego.
Z perspektywy obserwatora patrzącego pod kątem prostym z Przełęczy Północnej (w wyższych obozach nikogo wtedy już nie było) przy licznych refleksach światła księżycowego od odbitego śniegu-uchwycenie krótkich błysków latarki mogło być bardzo trudne. Najprawdopodobniej zresztą nie posługiwali się latarką w sposób ciągły.
Tymczasem nikt nie prowadził systematycznej obserwacji bez odrywania wzroku od grani Everestu i okolic zejścia do obozu VI. Cześć namiotów na Przełęczy Północnej zresztą była na tyle osłonięta od wiatru, że taką obserwację po prostu uniemożliwiała.
Ergo, sceptycy rozbudowują konstrukcję niemożliwości dotarcia na 3 Stopień o 12.50 w oparciu o założenia, które traktują jako nie dyskutowalne aksjomaty (załamanie pogody w całym masywie Everestu, brak światła w dyspozycji M&I), podczas gdy w istocie budzą one wiele wątpliwości. Jeśli wiarę w powodzenie M&I zinterpretować jako optymizm, to sceptycyzm w powyższym ujęciu nie jest nawet pesymizmem. Jest jawnym fatalizmem!

Drugim niezbędnym czynnikiem do kontynuacji podejścia z 3 Stopnia w kierunku szczytu był w przypadku M&I zapas tlenu. Ten warunek czyni wspięcie się urwiskiem 2 Stopnia znacznie ekonomiczniejszym zabiegiem niż wybranie drogi alternatywnej, tzn. strawersowanie pod „pasem skał” (rockbabd) do Kuluaru Nortona i wyjście nim wprost na 3 Stopień. Zresztą ten ostatni scenariusz czynił wejście na 3 Stopień nieekonomicznym – M&I mogli zaoszczędzić sobie tego trudu mijając go łatwym terenem po prawej. Wybranie Kuluaru Nortona oznaczało stałe korzystanie z zapasów tlenu. Wspinaczka skałami 2 Stopnia wymuszała natomiast dezaktywację aparatów.
Estymacja daje 60-90 minut zaoszczędzonych zapasów na każdy zestaw. I to przy założeniu, że M&I używali tlenu w sposób ciągły z zalecanym przepływem 2,5 litra na minutę. Typowy pogląd nakazuje M&I dźwigać tylko po dwie, które i tak stanowią „bloody load”. Jest to wnioskowanie z pisemnej wiadomości Mallory’ego przekazanej Odellowi przez tragarzy.

To here on 90 atmospheres for the 2 days so well probably go on 2 cylinders but its a bloody load for climbing.
Perfect weather for the job!
Yours ever
G. Mallory

Mallory chwali się w niej, że podczas podejścia do VI obozu, które trwało 2 dni, zużyli stosunkowo niewielki zapas tlenu toteż być może/najprawdopodobniej (probably) ruszą do ataku wyposażeni w zestawy po 2 butle na osobę. Sceptycy słowo „probably” interpretują jako retoryczny odpowiednik pewności co do podjętej decyzji.
Ten zabieg pozwala sceptykom sądzić, że Mallory i Irvine wyczerpali zapas tlenu najdalej u podstawy 3 Stopnia. Niespecjalnie uwzględniają inne opcje, tzn. 60-90 minut zaoszczędzonych zapasów, jak i możliwość, iż M&I wzięli więcej butli, np. 3+2. Byłoby to spójne z rozpiską ciśnień w butlach znalezioną w kieszeni Mallory’ego (vide:
http://www.jochenhemmleb.com/pictures/mundi/2011/01.jpg)

01http://www.jochenhemmleb.com/pictures/mundi/2011/01.jpg

\Pozostaje też opcja dwóch pełnych zestawów, czyli 3+3 butle. Sceptycy nie uwzględniają też możliwości dezaktywacji aparatów np. podczas odpoczynków, czy sterowania przepływem tlenu. W VI obozie (nikt niestety nie zrobił dokładnej inwentaryzacji co się w nim znajdowało) było 6 butli wniesionych przez tragarzy oraz 4 butle wniesione przez Mallory’ego i Irvine’a, z którego to zapasu zużyto jedynie 90 atmosfer. Każda butla sprężała między 100 a 11 atmosfer. Nie wiadomo czy zużycie to dotyczyło 2 butli, czy jednej. Być może Mallory wzorem Odella dźwigał swój aparat na podejściu do VI obozu, ale z niego nie korzystał, „gdyż nie odczuwał takiej potrzeby”.
Jako minimum można przyjąć, że na wysokości 3 Stopnia w dyspozycji zespołu był istotny zapas tlenu, wystarczający przynajmniej do ataku jednej osoby ( z tego miejsca droga na wierzchołek jest praktycznie widoczna w całości).
Gdyby Mallory i Irvine mieli 5 butli i więcej, deficyt tlenu dla zespołu w drodze do wierzchołka w ogóle by nie istniał. Sceptycy tym się różnią od wierzących w powodzenie M&I, że apriorycznie eliminują taką możliwość, zakładając permanentne korzystanie z tlenu cały czas aż do wyczerpania jego zapasów oraz maksimum zestaw 2+2 butle.
Nie sposób rozstrzygnąć kto ma rację, gdyż dziwnym trafem stelaże od aparatów tlenowych i inne butle niż znaleziona pod 1 Stopniem butla nr 9 nie zachowały się na drodze jako artefakty/materialne źródła.

Mogą być tego 2 przyczyny. Intencjonalna, tzn. ślady usunęli Chińczycy w 1960, podobnie jak ślady z forsowania a raczej zjazdu z 2 Stopnia.
Albo jeszcze gorsza dla sceptyków możliwość – stelaże zostały pozostawione przez M. i I. wysoko na stoku i grani śnieżnej wieńczącej piramidę szczytową (być może M&I obrali wariant śnieżną granią na wprost). Jest to jedyne miejsce, w którym za zniknięcie artefaktów mógł odpowiadać czynnik przyrodniczy (lawiny, nawianie warstw śniegu). Stąd pozostaje tylko kilkadziesiąt metrów na szczyt. Przysłowiowy rzut na taśmę.
No chyba, że sceptycy założą, iż M&I wyczerpawszy zapas tlenu, najlepiej w okolicach 2 Stopnia, zrzucali butle w przepaść i podobnie uczynili ze stelażami.
Niestety ten ostatni scenariusz kontrastuje z elementami maski tlenowej znalezionymi w kieszeni Mallory’ego, czyli z pieczołowitością zachowania tego co się jeszcze może przydać.

Mnie osobiście przekonuje czynnik intencjonalny, tzn. działanie Chińczyków.

Czytelniku!
Odpowiedz sobie na proste pytanie, czy Chińczycy, uczestnicy partyjnej wyprawy z 1960 roku byli Twoim zdaniem zainteresowani znalezieniem artefaktów świadczących o swoich kolonialnych i imperialistycznych poprzednikach? Czy byli zainteresowani ich udokumentowaniem i zachowaniem dla potomności, czy raczej byli zainteresowani czymś przeciwnym? Nie jest to zbyt eleganckie pytanie, ale nie sposób go nie postawić i poszukać nań odpowiedzi przynajmniej w sferze tego, co podpowiada intuicja i doświadczenie życia we wschodnioeuropejskim kraju.

7.”Szczyt chłodny i cichy”.

final-snowslope-lincolnhttp://www.sightoneverest.com/blog/uploads/bc-abc/final-snowslope-lincoln.jpg

http://alcantara-nepal-adventure.com/user_upload/adventures_images/everest-32-expeditiondc45b7c44d97be8ba46053.jpg

Kiedy Mallory i Irvine stali na szczycie 3 Stopnia i mieli widoczność ukazał im się widok jak powyżej. Nie skłaniał on do zawrócenia – szczyt wydaje się dosłownie na wyciągnięcie ręki. Praktycznie całość drogi jest widoczna i nie skrywa przed okiem wspinacza niespodzianek. Północno wschodnia grań Everestu kulminuje piramidą szczytową. Jej trudności to pole śnieżne miejscami o nastromieniu 50 stopni. Teren zasadniczo jest łatwiejszy niż, który trzeba sforsować na podejściu pod Przełęcz Północną. Nie mamy tutaj do czynienia z lodowcem i koniecznością rąbania stopni, ale po prostu ze stromym śniegiem.

Alternatywę dla M&I stanowiła próba poszukania drogi skałą na krawędzi owego pola. Pomysł być może bardziej adekwatny dla ich obuwia, niemniej zupełnie nieekonomiczny. Wymagałby poziomego trawersu do terenu skalnego.
Byłby sensowny jedynie w sytuacji, gdyby M&I wyszli w te okolice z Kuluaru Nortona. Współczesna droga nie idzie do końca polem śnieżnym, ale trawersuje w prawo i przebija się przez barierę skalną. Niemniej śnieżna grań, która wyprowadza wprost w okolice wierzchołka została pokonana przez zespół bułgarski (w zejściu), który w warunkach braku widoczności zszedł na chińską stronę aż do 3 Stopnia zanim uświadomił sobie pomyłkę i zawrócił. Wedle relacji Bułgarów jest to teren nietrudny. Być może stanowił intuicyjne rozwiązanie dla M&I. Tak czy owak, jeśli M&I udało się dotrzeć do wierzchołka, to uczynili to o dramatycznie późnej porze. Najbardziej optymistyczna pora to 15.30. Ostatnia realna to 17. W tym mniej więcej czasie Odell wypatrywał ich na zejściu do obozu VI. Realizm godziny 17-tej wynika z konieczności, a raczej założenia, że M&I musieli dotrzeć z powrotem do 2 Stopnia, gdy dysponowali jeszcze dziennym światłem, a przynajmniej jego resztkami, tzn. przed 19-nastą. Problemem bowiem nie tyle było wejście 2 Stopniem, ile zejście (zjazd nim), co w warunkach nocnych byłoby bardzo trudne. Maksimum 30-metrowa lina nie pozostawiała im opcji klasycznego zjazdu przez Stopień równy prawie jej długości. Przynajmniej kluczową ściankę musieli pokonać zjazdem i w tym celu musieli obciąć kawałek liny na pętlę, ewentualnie poświęcić dłuższy jej kawałek (minimum 10 metrowy) jako stałą linę. Być może po prostu zostawili poręczówkę od pólka śnieżnego do bloku, którą zainstalowali w wejściu. Byłoby to najbardziej logiczne rozwiązanie – kanibalizujące mniej więcej połowę liny i koherentne ze śladami jej ucięcia (lina znaleziona na zwłokach Mallory’ego). Vide: Fig 13.

9232146http://www.everest1953.co.uk/sighting-by-odell.html

W takim układzie Irvine mógł zejść do podstawy 2 Stopnia asekurowany z góry. Mallory zaś musiał się niestety zejść w dół. Teorię głoszącą, iż zszedł także kluczowymi trudnościami „ścianki problemowej” należy odrzucić jako niewykonalną. Nikt tego po prostu wspołcześnie nie dokonał, ani nawet nie próbował dokonać. Chociaż …
Ślady krwi na kurtce Mallory’ego wskazują na jakiś wypadek. Niektórzy wiążą je właśnie z próbą zejścia Mallory’ego przez kulminację 2 Stopnia i kilkumetrowym upadkiem na wspomniane pólko śnieżne. Jest to pogląd z gatunku , których nie da się udowodnić ani logicznie wyeliminować. Niemniej zdać się trzeba tutaj na empirię, która sprawiła, że M&I nie znaleźli się 3000 metrów niżej na lodowcu Rongbuk.
Pozostawiona poręczówka (pętla wokół bloku umożliwiająca zjazd i ściągnięcie reszty liny) rodzi natomiast pytanie co się z nią stało? Chińczycy (1960) kategorycznie twierdzili, że nic na kulminacji 2 Stopnia nie znaleźli. Jest to pytanie pokrewne temu co się stało z resztą artefaktów (butle i stelaże). Działalność czynnika naturalnego w ich zniknięciu ma swoje ograniczenia. Istnieje też możliwość, że udało się im założyć zjazd przez kluczową ściankę, umożliwiający ściągnięcie liny. Nikt kompleksowo nie zbadał krawędzi 2 Stopnia. Musimy być świadomi, że wspinacze tamtej epoki byli mistrzami w wynajdowaniu takich sposobów. Dla nas współczesnych wspinaczy stanowisko zjazdowe z węzełka zaklinowanego pod blokiem wydaje się być abstrakcją. Widziałem taki wyczyn w wykonaniu pewnego Czecha, który zjechał w ten sposób z Małej Cimy na Podzamczu (sklinował pętlę z węzłem pod blokiem na jej szczycie). Takiej możliwości zjazdu z 2 Stopnia nikt z nas nigdy nie rozpatrywał. Gdybym jej nie ujrzał w praktycznym zastosowaniu, nie uwierzyłbym, że jest możliwa.

Tom Holzel inicjator legendy Mallory’ego i Irvine przez długie lata lansował tezę o samotnym ataku Mallory’ego. Wedle niej miał on pozostawić Irvine’a u podstawy 2 Stopnia, wciągnać aparat tlenowy z pozostałym zapasem butli i ruszyć na podbój Everestu. Irvine nie doczekał się jego powrotu i zamarzł na grani. Teoria ma swoje współczesne modyfikacje w związku ze znalezieniem zwłok Mallory’ego i niektórymi przekazami na temat lokalizacji zwłok Irvine’a, niemniej nakazuje ona rozważenie samotnego ataku Mallory’ego (a może Irvine’a), ale z okolic 3 Stopnia. Byłoby to rozwiązanie ze wszech miar racjonalne, zwłaszcza w sytuacji, gdy mieli jedynie 5 butli i w okolicach 3 Stopnia pozostała już tylko jedna do dyspozycji. Można i należy rozważyć taką opcję na korzyść racjonalnie wierzących w indywidualny sukces Mallory’ego (a może Irvine’a?). W warunkach widoczności praktycznie całej pozostałej części drogi byłaby to umotywowana psychologicznie taktyka. Jedna osoba idzie „pod parą” tlenu, druga wolno porusza się naprzód albo oczekuje na powodzenie ataku, jednakże widzi co się dzieje. Współczesna zasada, a jednocześnie psychologiczna podpórka, kontaktu wzrokowego zostaje zachowana. Być może zabrakło im tlenu przed samym wierzchołkiem na wysokości bariery skalnej, tak jak Chińczykom w 1960 (o ile można Chińczykom wierzyć). Ostatnie parędziesiąt metrów deniwelacji przeszli oni bez tlenu. Tak czy owak jeśli „szczyt zimny i cichy” stanowił dla Mallory’ego i Irvine’a kulminację dnia 8 czerwca 1924, to ich stan euforii rychło zastąpiła perspektywa ścinająca serce.
Gdy spojrzeli (miedzy 16 a 17) na grań, którą się wspięli, nie mogła ujść ich uwadze dramatyczna zmiana scenerii. To co stanowiło teren skalny, czy piarżysko, którym wchodzili, było przysypane świeżym śniegiem. Przynajmniej do wysokości 1-ego Stopnia. Pod jego maskująca pokrywą znajdowały się szczegóły drogi powrotnej, a i sam obóz VI. Mallory jako doświadczony wspinacz musiał sobie uświadomić, że jest to praktycznie rzecz biorąc wyrok śmierci, zważywszy na konieczność odnalezienia w nocy zejścia z grani (współczesne Exit Cracks, Yellow Band. Dziś w dobie poręczówek zdarzają się w tej okolicy fatalne orientacyjne pomyłki), jak i na obuwie, którego używali.
Świeży opad śniegu czynił grań, którą przyszli jedyną opcją odwrotu, jeśli rozważali np. powrót Kuluarem Nortona i skomplikowanym trawersem stoku. Wszelkie teorie wskazujące na tą drogę powrotu (np. samego Mallory’ego, przy Irvinie oczekującym na grani pod 2 Stopniem, jak chciał Holzel) biorą tym samym w łeb, o czym ich autorzy zapominają.

Druga przyczyna obrania takiej samej drogi powrotnej jest psychologiczna. W górach łatwiej zawsze jest nam zdecydować się na znany teren i znane niebezpieczeństwa (zejście 2 Stopniem) niż na nieznane, niechby nawet teoretycznie łatwiejsze. Dlatego M&I tak jak weszli na Everest (co było możliwe, i w co wierzę), tak wracali tą samą drogą. Aż do czasu fatalnej pomyłki w zejściu z grani.

M&I podjęli dramatyczną walkę o życie i każdy z nich walczył o nie do ostatniej chwili. Andrew „Sandy” Irvine – 22 latek i nowicjusz himalaizmu – paradoksalnie wytrzymał najwięcej. Wszystko wskazuje na to, że zabrakło mu jedynie ok. 30 minut, aby dotrzeć do obozu VI. Niestety nie był w stanie przetrwać biwaku, który stał się dla niego jedyną opcją ratunku po upadku Mallory’ego (o tym w następnej części).

8. Nie mogło im się udać, albowiem poszli na Everest w marynarkach.

Jeden z najmocniejszych w przekazie negatywnych mitów dotyczących wyprawy z 1924 roku dotyczy kwestii ubioru i wyposażenia jej uczestników. Podobnie jak polscy ułani, którzy mieli w Kampanii wrześniowej szarżować z szablami na czołgi, Mallory i Irvine mieli zaatakować Everest w ubraniach adekwatnych do jesiennego spaceru po Londynie. Obraz dżentelmenów w marynarkach na stokach Everestu wbił się głęboko w świadomość. To po prostu nie mogło się udać, a uczestnicy wyprawy byli szaleńcami albo ludźmi, który z niewiedzy uczynili cnotę heroizmu. Brytyjskie „vae victis”…

Tymczasem…

Odzież Mallory’ego i Irvine’a była:

-wodoodporna
-wiatroszczelna
-zapewniająca komfort i ciepło podczas akcji
-zapewniająca swobodę ruchu
-zapewniająca skórze właściwe oddychanie

Jej pełen zestaw obrazuje następująca lista:

    • Wool/silk vest and cotton long johns

    • Lightweight silk shirt
    • Heavyweight silk shirt
    • Wool flannel shirt
    • Woolly jumper (hand-knitted Shetland wool)

    • Top suit, coat, and trousers (Burberry windproof)

    • Pair of soft elastic Kashmir putties (ankle wraps, the predecessor of modern gaiters) made of woven wool with some cashmere

    • Pair of boots of felt bound and soled with leather and lightly nailed with the „usual” alpine nails

    • Long pair of fingerless woolen mitts inside a similar pair made of gabardine and leather over-gloves with a fur lining

    • Rabbit fur-lined leather motorcycling helmet

    • Crookes’s glass goggles worn over mouth and nose – sewn into the leather mask (which covers the face down to the beard-line)

    • Huge woolen muffler
    • Three pairs of socks, first pair of medium length, followed by a long sock, followed by a short sock, which would have turned down over the top of the boot (hand-knitted Shetland wool)

    • Two pairs of long johns (hand-knitted Shetland wool)

    • Fur wristbands over the jumper
    • Sun hat (cotton drill)
    • Scarf (hand-knitted Shetland wool)

rcol_img_wildest1http://www.juliesummers.co.uk/pics/rcol_img_wildest1.jpg

Everest w latach 20-tych i oblig jego zdobycia był traktowany jako 3 biegun Ziemi.
Brytyjczycy pełnymi garściami czerpali z doświadczeń Shackletona, czy z tragicznej wyprawy Scotta. Tak ubranie, jak i sprzęt charakteryzował się czystą funkcjonalnością, nieosiągalną we współczesnym designie, który pozostaje niewolnikiem stylu. Zastosowano tradycyjne, najlepszej jakości materiały: wełna szetlandzka, bawełna, jedwab. Ich istnienie, jak i komfort jaki dają zostały w dzisiejszych „syntetycznych czasach” zapomniane.

_40848372_mallorybodyhttps://newsimg.bbc.co.uk/media/images/40848000/jpg/_40848372_mallorybody.jpg

malloryrep01http://www.outdoorsmagic.com/news/images/malloryrep01.jpg

_41057628_jacketsleeve203https://newsimg.bbc.co.uk/media/images/41057000/jpg/_41057628_jacketsleeve203.jpg

Dość powiedzieć, że kompletny strój Mallory’ego i Irvine’a był o 20 % lżejszy od współczesnego „obowiązkowego” ubioru himalaisty. Buty były lżejsze o połowę. Co istotniejsze naprzemienne zastosowanie wełny i „śliskiego” jedwabiu gwarantowało ogromną „elastyczność” ruchową niezbędną choćby do rąbania czekanem stopni (konieczność wykonania zamachu, wysokiego podniesienia ręki).

untitledhttp://2.bp.blogspot.com/-f60ntaZgRfE/TlQcWL6nVlI/AAAAAAAABHs/KFuymzotps0/s1600/untitled.bmp

Sprawa dziś może nieaktualna, ale możliwość wykonania zamachu czekanem bez „wyciągania odzieży spod paska” i tym samym odsłaniania ciała na zimno była zasadniczą cechą tego ubioru. Swoboda ruchów zapewniała możliwość wspinania, a o nią przecież w wyprawie chodziło, skoro w jej dyspozycji były zaledwie 3 liny po 200 stóp i kilka 100-stopowych zamiast dzisiejszych kilometrów poręczówek.
Jedynym słabym punktem były … guziki. Konieczność ich zapinania, w porównaniu ze współczesnymi velcro, a nawet z zamkami błyskawicznymi, istotnie stanowiło udrękę na wysokościach. Współczesne badania bardzo wysoko oceniają zestaw ubraniowy M&I jako wyraz przemyślanego i inteligentnego projektu. Z jednym zastrzeżeniem. Nadawał się on do wspinania, do ruchu, lecz nie zapewniał możliwości przetrwania.
Całonocny biwak w temperaturze poniżej minus 10 stopni Celsjusza oznaczał wyrok śmierci.

Uczestnicy wyprawy z 1924 roku, a i wcześniejszych, trwali jednak długie tygodnie w swoich obozach. Świadczy to po prostu o wysokiej jakości termicznej ich sprzętu biwakowego np. śpiworów. Ten dostarczali do obozu Szerpowie – nie trzeba było oszczędzać na wadze. Co najistotniejsze, w tamtych czasach nie poszły jeszcze w zapomnienie tradycyjne techniki przetrwania, czy to polarników, czy traperów – ludzi, którzy długie tygodnie musieli żyć w skrajnie niskich temperaturach, a nawet spędzać całe swoje życie w takich warunkach. Podczas wyprawy nie zanotowano żadnych poważniejszych odmrożeń jej uczestników, pomijając gardło Somervella (sic!), co świadczy o tym, że nie byli w tym zakresie amatorami, tak jak wielu współczesnych himalaistów.

http://www.youtube.com/watch?v=9_ht4tXYIlI

Zwróćcie uwagę na fragment między 5 a 7 minutą:

I z którym trudno się nie zgodzić. Tymczasem Mallory&Irvine i ich koledzy dysponowali ową starodawną wiedzą. Nie docenili jednego czynnika – światła słonecznego i jego intensywności na tych wysokościach (ślepota śnieżna Nortona, który niebacznie zdjął gogle w terenie stricte skalnym, straszliwie poparzona twarz Irvine’a).Ten czynnik w swojej intensywności niewątpliwie ich zaskoczył, podobnie jak czynnik szybkiego odwodnienia organizmu. Najsłabszym elementem zestawu były buty z gwoździami, czyli ówczesne uniwersalne obuwie alpejskie, które gwarantować miało zastosowanie tak w terenie skalnym, jak i w stromych śniegach.

tpbest20mallory20boot1http://www.claymoorslist.com/wp-content/uploads/tpbest20mallory20boot1.jpg

Mallory_boothttp://www.claymoorslist.com/wp-content/uploads/Mallory_boot.jpg

S0004998http://images.rgs.org/webimages/0/0/0/4000/900/S0004998.jpg

Jego zastosowanie w lodzie wymagało kucia stopni – bardzo pracochłonnej i nieekonomicznej czynności. Niestety w tamtych czasach po prostu nie dało się zrobić buta na tyle sztywnego, aby zapięcie raków rzemiennymi paskami nie powodowało ucisku, a tym samym narażenia na odmrożenie. Buty były też najsłabszą, a w sensie termicznym najgorszą, częścią odzieży. Natomiast w terenie stricte skalnym przez swoją lekkość i „czucie” (w konfrontacji ze współczesnym obuwiem używanym w Himalajach) ujawniały jednak swój walor. Bardzo niebezpieczne było natomiast wypadanie gwoździ z podeszw w miarę zużycia. To właśnie obuwie okazało się bezpośrednią przyczyną wypadku Mallory’ego i Irvine’a zmuszonych do schodzenia w nocy i po skutkach załamania pogody.

Tak czy owak, jeśli rozważyć cel wyprawy, czyli atak szczytowy w przewidywanych dobrych warunkach pogodowych drogą stricte skalną, biegnącą w okolicach grani, wymuszającą przejście tylko jednego nastromionego pola śnieżnego w piramidzie szczytowej, był to zestaw, który umożliwiał wykonanie takiego zadania.
Uniemożliwiał jedynie przetrwanie biwaku, ciężkiego załamania pogody, czyli nie dawał rękojmi, bez której współczesny himalaista po prostu nie podjąłby się takiego zadania.

Nas (wierzących w powodzenie Mallory’ego i Irvine’a) interesuje jednak sfera możliwości. Tak, było to możliwe wejść na Everest używając odzieży jaką dysponowali Mallory i Irvine.

9. Czynnik ludzki.

Błąd ahistoryzmu często daje się streścić do lekceważenia albo całkowitego pomijania tzw. czynnika ludzkiego. Wyobraźmy sobie ludzi dawnych epok jako wierne kopie nas samych albo przynajmniej jakieś „uśrednione egzemplarze”.
Posługując się naszym współczesnym myśleniem i motywacją staramy się odtworzyć motywację przodków, a następnie na tej wątpliwej metodologicznie podstawie orzekamy co mogło się wydarzyć a co nie mogło zaistnieć. Tymczasem człowiek jest nie tyle produktem Natury jako gatunek, ale nade wszystko jest produktem historii.
Zróżnicowanie ludzi, które jest tego skutkiem ma znacznie większy zakres niż np. dystynkcje rasowe czy fizyczne. Jednym słowem, ci którzy wspinali się na Everest tuż po zakończeniu Wielkiej Wojny (1914-18), to nie ludzie tacy jak my.
Byli inni … Jacy? W swojej książce „Into the Silence” Wade Davis próbuje odtworzyć „ducha epoki”, w której działali Mallory i jego towarzysze. To co się nade wszystko rzuca w oczy to militarny język ich refleksji. O Everest się „walczy” („Fight for Everest 1924”) -taki tytuł ma książka Nortona dokumentująca wyprawę. Inne nadużywane słowo w stosunku do Matki Gór to „conquest”. Kontrastuje to ze skromnym „wchodzeniem” (ascent) Brytyjczyków w 1953 roku. 26 z 28 uczestników 3 pionierskich wypraw na Everest (1921, 1922, 1924) było weteranami Wielkiej Wojny. Weteranami Gallipoli, Sommy i Paeschendale – bitew, w których zostały unicestwione co najmniej 2-3 roczniki ich rówieśników. Było to straszliwe doświadczenie. Na skalę tych, którzy uczestniczyli w Powstaniu Warszawskim i których w Polsce nazywamy „Kolumbami”.
O ile we Francji dotkniętej podobnymi stratami uruchomiło ono postępującą moralną degrengoladę (literackim zapisem jej finałowego stadium są „Drogi Wolności” J.P Sartre’a), o tyle w Wielkiej Brytanii edytowało „ducha Imperium” na niesłychaną skalę.
Wielka Brytania wyszła z wojny (oczywiście teoretycznie na papierze traktatów pokojowych) jako niekwestionowany zwycięzca, władczyni mórz i Imperium, które znalazło właśnie swoje terytorialne apogeum (po zlikwidowaniu niemieckiej kolonialnej konkurencji). W czasie trwania wyprawy Mallory’ego brytyjskie krążowniki liniowe HMS Hood i HMS Repulse płyną wokół świata, sławiąc banderę Brytyjskiego Imperium…

Gdy Mallory wypowiada sławetne „because it is there”, ma na myśli taką perspektywę, o czym zapominamy. Czy można tolerować taki stan rzeczy?
Mallory i jego kompani mogli jednocześnie uważać się za szczęściarzy. Los wojenny podarował każdemu z nich drugie życie. Życie, w którym mogli coś dorzucić do dumy Imperium. Uważali to zresztą za swój patriotyczny obowiązek sąsiadujący z nawykiem wystawiania życia na szwank, które charakteryzuje wszystkich weteranów.
To nie były wyprawy motywowane jedynie eksploracją, czy wynikiem sportowym.
Były motywowane dumą Imperium i tym co Cecil Rhodes nazwał kiedyś „szczęściem urodzenia się Brytyjczykiem”. Himalaizm (zwłaszcza eksploracyjny) jak żadna inna dziedzina alpinizmu opiera się o czynnik ludzki. Jest „sztuką cierpienia” wedle definicji Wojtka Kurtyki. Mallory i jego towarzysze mieli tutaj wyjątkowe kompetencje.
To pozwoliło stawiać im na szali życie, podczas gdy współczesna „sztuka cierpienia” stawia ewentualnie na szali jedynie utratę palców. Nie bez znaczenia było też bliskie w skali historycznej doświadczenie wypraw polarnych i towarzyszących im tradycyjnych „traperskich” technik przetrwania. Coś o czym zapomnieliśmy, albowiem mamy sprzęt z dekady na dekadę coraz doskonalszy. Zaledwie  dwie dekady wcześniej od Mallory’ego walczono o zdobycie obu biegunów. Towarzyszyły temu liczne ofiary.
Było to pierwsze systematyczne i nowoczesne wyzwanie eksploracyjne. Everest stanowił po prostu jego logiczną kontynuację.
Uczestnicy wyprawy 1924, a i poprzednich, mieli doskonalą aklimatyzację. Uzyskiwali ją w sposób naturalny, najpierw podróżując przez Tybet i przebywając na wysokości  Mt Blanc, później zakładając kolejne obozy. Nie musieli liczyć się z czasem trwania wyprawy, pomijając oczywiście uwarunkowania pogodowe (nadejście monsunu).
Byli oderwani od czynnika pośpiechu charakterystycznego dla współczesnych przedsięwzięć, co niewątpliwie stanowiło o ich przewadze. Tlen (mimo odkrycia zalet jego wykorzystania) traktowali jako rodzaj suplementacji/dopingu. W skali wszystkich przedwojennych wypraw jedynie Mallory i Irvine użyli go na „pełną skalę” i świadomie w ataku szczytowym. Inne wyprawy brytyjskie (późniejsze) dysponowały tlenem, ale go nie używały. Natomiast Noel Odell potrafił podejść do ostatniego obozu dźwigając aparat tlenowy i nie korzystał z niego, ponieważ „nie odczuwał takiej potrzeby”.
Z drugiej jednak strony niewiele wtedy wiedziano o reakcji organizmu na wysokość, w szczególności nie uświadamiano sobie istnienia „strefy śmierci”, w której nie istnieje regeneracja organizmu. Paradoksalnie ta niewiedza wraz z doskonałą aklimatyzacją sprzyjała śmiałości podejmowanych prób. Co ciekawe na żadnej z wypraw nie zanotowano ciężkich przypadków choroby wysokościowej.

Dlaczego  Andrew Irvine, a nie Noel Odell? To pytanie nurtowało wszystkich, którzy śledzili losy wyprawy z 1924 roku. Dlaczego Mallory wybrał  22-letniego studenta zamiast doświadczonego Noela Odella, który był niejako jego naturalnym partnerem.
Standardowa odpowiedź zwraca uwagę na inżynierskie zdolności „Sandy’ego”, jego wiedzę o aparaturze tlenowej, tajnikach jej funkcjonowania (Irvine poważnie zmodernizował aparaty tlenowe czyniąc je lżejszymi i bardziej niezawodnymi w porównaniu do tych, których użyto w 1922). Był też zdolnym wynalazcą. To on wymyślił i zastosował drabinkę sznurową na podejściu pod Przełęcz Północną.
Jego zasadniczą cechą było jednak totalne „zapatrzenie” w legendarnego Mallory’ego.
Obaj panowie mocno zaprzyjaźnili się na statku podczas podróży do Indii – dzielili wspólną kajutę. Z pewnością wytworzyła się między nimi relacja ucznia i mentora.
Jedna z najbardziej sugestywnych interpretacji (pomijając aberracyjne opinie o rzekomym biseksualizmie Mallory’ego) mówi, że właśnie taka relacja zdeterminowała  wybór partnera Mallory’ego podczas ostatecznego ataku. Irvine nie był w stanie zakwestionować ewentualnych decyzji kogoś kogo uważał za mistrza – Odell z pewnością byłby to robił jako doświadczony alpinista. Co ciekawe Odell nigdy nie wyraził żalu, że to Irvine zajął jego miejsce w historycznym ataku. Odnosił się do tego faktu ze zrozumieniem, co też uświadamia nam, że byli to inni ludzie.
Dziś taka decyzja miałaby poważne reperkusje personalne i towarzyskie. Byłaby poczytywana za obrazę.

Reasumując:

-Uczestnicy wyprawy reprezentowali wyjątkowo twardy materiał ludzki.

-Ryzykowanie życiem/ewentualne straty uważali za naturalny i nieunikniony składnik działalności eksploracyjnej.

– Była to dla nich po prostu wersja działań wojennych. Świadczy o tym frazeologia jaką się posługiwali.

– Cel swój pojmowali w kategoriach dumy imperialnej, a w przypadku Mallory’ego w kategoriach niemal mistycznych.

Te czynniki niewątpliwie działały na ich korzyść. Mogli osiągnąć wiele…

10. Podsumowanie.

Wspomniana rekonstrukcja nie wyczerpuje oczywiście zasady onus probandi.
Nie daje sceptykom ich upragnionego „pozytywnego dowodu” na zdobycie Everestu 29 lat przed wyczynem Hillary’ego i Tenzinga. Ukazuje jednak, że było to możliwe.
Zauważcie: ”możliwe” – zawsze znaczy więcej niż „logiczne”. A przywykliśmy przecież do rozmaitych logicznych dowodów. Traktujemy je na serio z powodu ich formalizmów.
Formalizmem „tego co możliwe”, jak uczy historia, jest to, że istniejąca możliwość zostaje wykorzystana/zrealizowana. Odważni ludzie wyposażeni w „szczęście, które im sprzyja wykorzystują swoje „5 minut historii„. To jest właśnie podstawa mojej racjonalnej wiary w to, że Mallory&Irvine (a przynajmniej jeden z nich) zdobyli Everest 8 czerwca 1924 roku.

Ciąg dalszy być może nastąpi

Od redakcji:

Autorem powyższego tekstu jest – Piotr Korczak – Szalony. Mamy nadzieję iż ciąg dalszy nie tylko „być może” ale i realnie nastąpi.

Za pomoc w pracy nad przygotowaniem tekstu do publikacji dziękujemy bardzo serdecznie Lidii Korczak.

DSC00460_mPiotr na Evereście Beskidów – zdobył go do dnia dzisiejszego 172 razy.

You might also like More from author