Marek Raganowicz samotnie na El Capie – Kaos A4+/5.8

Kiedy ponad tydzień temu wyjeżdżałem z Yosemitów, które w błyskawicznym tempie zapełniały się turystami, byłem wdzięczny rangersowi Jackowi za legalną samotność w pustej Dolinie.

Na początku października rząd USA zamknął to piękne miejsce, ale ja o tym nie wiedziałem będąc na El Capitanie, a kiedy zszedłem pozwolono mi zostać na bezludnym Camp IV. Prawdę mówiąc, nie zastanawialem się nad tym, dlaczego na ścianie jestem prawie zupełnie sam, po prostu czerpałem z tego przyjemność, a powód nie miał większego znaczenia, nawet gdyby była nim decyzja Wuja Sama, czy np. nadchodząca burza tysiąclecia. To wszystko było poza mną…

W tym roku zdecydowałem się zmierzyć z drogą Kaos, która zaczyna się między Zenyatta Mondatta, a Lost in America, żeby po siedmiu bardzo długich wyciągach połączyć się z tą pierwszą w okolicach 10. stanowiska. Od tego momentu można wyraźnie odczuć różnice w wycenie obu dróg i odetchnąć na odcinkachZenyatty wycenionych na A3/A4.

Autorami pierwszego przejścia Kaos w 1993 roku byli znakomici bigwallowcy – Steve Gerberding i Dave Bengston. Przez 20 lat droga doczekała się zaledwie paru powtórzeń zespołowych, a jednocześnie nie odnotowałem żadnego przejścia somotnego. Oryginalna wycena trudności to A4/5.7, ale w nowo wychodzącym przewodniku Erika Sloana poprawiono wycenę na A4+/5.8, a pozostałe trudności hakowe wzrosły przynajmniej o pół stopnia. Warte odnotowania jest podwyższenie pasażu na sky hookach (wyciąg 7.) z A2 na A4+ (!), które uważam za w pełni uzasadnione.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kaos
fot. Marek „Regan” Raganowicz

Główne trudności drogi polegają na delikatnym haczeniu w kruchej skale o bardzo niewyraźnej rzeźbie i dużych wysięgach między przelotami. Na kluczowym wyciągu, który ma pełne 60 m, zdecydowaną większość haków wyciągałem bez użycia młotka, a jego prowadzenie zajęło mi 8 godzin. Stałym elementem trudności były odcinki wymagające użycia sky hooków, przy czym każdemu, kto zechce powtórzyć tę drogę doradzam zabranie ich zaostrzonej wersji (tzw. pointed hooks), których brak obciążał mnie dodatkowym stresem. Wbrew sugestiom z opisu autorów drogi, polecam też spakowanie sporej ilości bardzo cienkich haków.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kaos
fot. Marek „Regan” Raganowicz

Podsumowując, muszę powiedzieć, że przejście Kaos zaliczam sobie jako spory osobisty sukces, bo byla to zdecydowanie najtrudniejsza technicznie hakowa, jakiej doświadczyłem. Ryzyko poważnego lotu z groźnymi konsekwencjami jest niemal na każdym  wyciągu, więc wspinanie wymaga wyjątkowego skupienia. Mnie przytrafił się tylko jeden krótki lot na starym wyrwanym headzie. Na szczęście następny head utrzymał mnie i skończyło się na małych zadrapaniach. Na kluczowym wyciągu podczas testowania cama urwała się płytka, która spadając rozcięła mi wargę. Uderzenie nie było na tyle silne, żeby wybić zęby, czy zmusić do wycofu, ale posmak krwi w głównych trudnościach zdecydowanie wyostrzył emocje :)

W czasie przejścia odpoczywałem jeden dzień i jeden dzień przeczekiwałem w ścianie załamanie pogody. Nie spieszyłem się, koncentrowałem się raczej na delektowaniu trudnościami, niż na szybkim wspinaniu.

Ta jesień w Yosemitach była wyjątkowo chłodna, a temperatury spadały w nocy nawet do minus 10 st. C, więc niektóre biwaki miały charakter niemal zimowy. Ze wzgledu na przewieszenie tej części El Capitana, holowanie nie sprawiało mi żadnych problemów, a drogę przeszedłem bez poręczowania.

  • El Capitan Kaos, A4+/5.8 30.09 – 12.10.2013, pierwsze przejście samotne
OLYMPUS DIGITAL CAMERA
Kaos, El Capitan
fot. Marek „Regan” Raganowicz

Za wsparcie dziękuję firmom:

  • MBC Ltd (Outdoor Research, Grivel, Edelweiss)
  • Zamberlan

Marek „Regan” Raganowicz
www.reganclimbing.com

You might also like More from author