Serwis wspinaczkowy tworzony przez łojantów dla łojantów

Mogę Iść, Ale Będą Jaja. Część druga. O NARUSZANIU STATUSU IKON

[Jakub Barbasz] Wiesz co jest drugim pytaniem jakie się nasuwa po przeczytaniu rozmowy z Tobą? Pewnie wiesz, bo chór głosów zarówno za jak i w kontrze do Ciebie, który pojawił się na forach i w komentarzach kazał się nad tym zastanowić. Niektóre osoby wprost pytały, więc i ja zapytam.

Wojtku czy musiałeś użyć nazwisk ikon himalaizmu?

Ale zanim oddam Ci głos (o matko jak to brzmi absurdalnie poważnie) pozwolę sobie na mój komentarz do samego pytania.

Obecne czasy takie są, że dziwi nas mówienie wprost o tym co nas oburza, denerwuje, boli lub z czym się nie zgadzamy. Dodatkowo pojawiła się „kultura pozwu” jako elementu mrożenia ważnych dyskusji. Powiedziałbym nawet, że „kultura niewypowiedzianego pozwu”. Mam na myśli to, że zanim coś publicznie powiemy, zastanawiamy się czy, poprzez użycie jakiegoś przykładu firmy, nazwiska czy symbolu, od razu narazimy się na pismo od adwokata.

Tego kiedyś nie było, na pewno nie wśród kolegów. Dziwi nas teraz, że ktoś może tak wprost powiedzieć: „Kowalski, Nowak według mnie źle robicie”. Wojtku, jak zwykle, poszedłeś inną drogą i teraz musisz mierzyć się z pytaniem które powtórzę.

Czy by wyrazić swój sprzeciw musiałeś dotknąć ikon? I nawiązać do kostuchy jaka krążyła wokół ich wypraw?

[Wojtek Kurtyka] Razi mnie próba sprowadzenia treści tego wywiadu do najniższych pobudek. Irytujące są oskarżenia o naruszenie statusu naszych himalajskich ikon i osobiste porachunki z nimi. Przecież ten wywiad jest wyrazem sprzeciwu wobec dekadencji alpinizmu, jest upomnieniem się o wartość sportową i przyzwoitość w naszej społeczności. Jest wreszcie krzykiem w obronie czystej relacji wspinacza z górami.
Zauważmy, że to ikony kształtują normy i zbiorową świadomość każdej dyscypliny. To one kształtowały wartki nurt opisanej w wywiadzie degradacji. Przecież celebrycko-rywalizacyjne oblicze himalaizmu jest ich dziełem.
Zatem, z kim jak nie z ikonami, mam polemizować? Bez wskazania źródeł tej degradacji, a więc tandety wspinaczkowej, górskich tragedii lub oszustw, mowa o upadku staje się bezprzedmiotowym gaworzeniem, podobnie jak filozofowanie o dopingu bez wskazania dopingowiczów.
Upadek wspinania jest tylko składnikiem w mozaice powszechnego upadku. W celebrycko-rywalizacyjnym modelu popkultury podupadają wszystkie szlachetne dyscypliny. Dotkliwie zauważam nachalną redukcję muzyki do disco polo, ze złością śledzę jak wizerunek kobiecości, który odczuwam jako syndrom piękna, wrażliwości i opiekuńczości, sprowadzony zostaje do kultu krocza i na naszych oczach rozgrywa się nieustający konkurs pod hasłem „to ja jestem najlepsza do rżnięcia”.
Początki pokrewnej degradacji w himalaizmie utożsamiam z igrzyskami o koronę Himalajów. (Z uciechą obserwowałem jak Nirmal Purja załatwił to jebanko z ośmiotysięcznikami w 6 miesięcy!)
Więc jak tu nie nawiązywać do ikon naszego himalaizmu?
Rywalizacja jest owszem, świetnym składnikiem każdej zabawy lecz kiedy zaprzęgamy w nią najcenniejsze wartości naszego życia, staje się barbarzyństwem. Nie potrafię wystawiać na targowisko próżności miłości mojego życia, własnych dzieci, boga czy sztuki.
Kiedyś przeżyłem dziwny szok. Słuchałem zachwycony śpiewu dwóch genialnych dziewczyn w rywalizacyjnym duecie w konkursie Voice of Poland. Wsłuchiwałem się zafascynowany w głosy pełne pasji, wchłaniałem piękno wymykające się zrozumieniu i nagle, jak obuchem walnęła mnie w łeb okropna świadomość, że to ekstatyczne, trudne do ogarnięcia piękno, objawia się tutaj z obrzydliwą misją – wykazać swoją wyższość nad tym drugim pięknem, wyeliminować je.
Spektakl rywalizacyjny w himalaizmie postrzegam jeszcze bardziej rażąco – bo zabija.
Wrażliwość etyczna w górach oraz w strukturach urzędniczych PZA od lat jedzie trupim oddechem, który jak morowe powietrze zatruwa całe środowisko. Trupy w szafie PZA mają się dobrze. Jakże mają się mieć źle skoro z okazji tragedii na Broad Peak, owczesny prezes Onyszkiewicz pouczał:
„My nie możemy wskazać etycznych kryteriów, które powinny obowiązywać w górach…” i dalej: „ To, jakie etyczne kryteria mają obowiązywać w górach, nie może być opinią PZA…”

Mam wrażenie, ze ikoniczne postacie polskiego taternictwa Zaruski, Klimek-Bachleda, Żuławski poszły się paść ze swoim etosem.

Wytykacie mi, że naruszam status ikon i zauważam asystę Wielickiego i Kukuczki przy 9 górskich śmierciach. W takim razie zapytam, ile tych trupów musiałoby być, żebyście się połapali, że coś jest nie halo z sentymentalną wizją tej chwały? Równocześnie pojawia się oburzenie, że Kurtyka obwinia Kukuczkę i Wielickiego o śmierci partnerów – przecież to manipulacja przyprawiająca mi mordę fanatycznego oskarżyciela. Paczkowski mówi: „Obwiniać Kukuczke o śmierć T. Piotrowskiego na K-2 1986. Nie to niedorzeczne.” Panie profesorze, proszę zauważyć, że w wywiadzie wypowiadam się dwukrotnie: „[…] nie ważyłbym się oskarżyć Kukuczki, Wielickiego czy Bieleckiego o te śmierci, ale oskarżam ich o brak wrażliwości.”, oraz ”Oczywiście Jurek nie zabijał swoich partnerów, tyle że z pewnością mógł ich ocalić.” Wreszcie w nawiązaniu do śmierci J. Koniaka: „Zabiło go zaniedbanie asekuracji ze strony Wielickiego”. Mówię o zaniedbaniu asekuracji, ale czy to orzeka o winie Wielickiego? Wyobraźmy sobie, że zaatakował go orzeł! Natomiast luzu na linie i 8 metrowego lotu, jak się okazuje po wywiadzie, nikt nie jest w stanie wyjaśnić, ani Wielicki, ani jego partner Piekutowski, ani bliska archiwów Palmowska.
Uderza we mnie krytyka, że wywlekam na światło dzienne kłamstwa wspinaczkowe naszych gwiazd. Czy dopuszczalne jest tworzenie kronik himalajskich, lub jak lubi mówić Wielicki, „pisanie historii”, przy pomocy nie istniejących nowych dróg i wejść szczytowych? Tymczasem prof. historii A. Paczkowski, w kontekście niewyjaśnionego wejścia Wandy na Annapurnę, zapytuje: „Czy to teraz takie ważne?” W takim razie, jakiego kalibru oszustwa usprawiedliwiłyby w waszych oczach mój sprzeciw?

Wskazane przeze mnie przykłady jazdy na cudzych plecach w przypadku trzech zimowych wejść na Kanch, Dhaulagiri oraz Cho Oyu nie stanowią mojej personalnej rozgrywki z dorobkiem Jurka czy Krzyśka, są tylko wyimkami z ich wybitnych karier, które niestety ważą jak cholera, właśnie dlatego bo są wzorcami podyktowanymi przez ikony. Posługuję się nimi nie dlatego aby kwestionować wybitność tych karier, lecz dlatego bo wyznaczyły na całe dekady trajektorię dekadencji w naszym himalaizmie i do dzisiaj ciążą na mentalności wspinaczkowej pokoleń.
Przyzwolenie na korzystanie z cudzej pracy widać w braku zahamowań w posługiwaniu się tragarzami wysokościowymi w programie PHZ.
Skoro najwybitniejsi konsumowali podane na talerzu góry to przecież tak należy. Skoro Wielicki przemknął po komplecie poręczy i namiotów na Nanga Parbat, pozostawionych dla niego przez Jacka Berbekę, to nie dziwi Gorzkowska, która słusznie z rozbrajająca szczerością zauważa, że na K-2 nie spodziewała się wspinania. Czy dostrzegacie dyskretny powab ikonicznych wzorców?

Przestańcie mi wmawiać, że deprecjonuję dorobek Kukuczki i Wielickiego. Wyrażam szczere przekonanie, że zarówno Kukuczka jak i Wielicki należą do najwybitniejszych himalaistów w historii. Co więcej, ochoczo oświadczam, że Kukuczka i Wielicki byli nieskończenie wspanialszymi himalaistami niż ja. Spójrzcie tylko na obfitość ich przejść.
Lecz równocześnie dystansuję się wobec wielu ich górskich osiągnięć do tego stopnia, że nie mam ochoty być posiadaczem większości ich wybitnych dokonań. Nirmal Purja robiąc koronę w 6 miesięcy pokazał jej rzeczywiste znaczenie. Gdzie indziej postrzegam wartość naszej dyscypliny. Owszem, może skusiłbym się na płd ścianę K-2 Kukuczki, gdyby nie była skażona śmiercią Tadka, mimo że była nieco poręczowana z niemieckim wsparciem, pewnie miałbym ochotę na pionierskie jednodniowe wejście Wielickiego na Broad Peak, gdyż było moim osobistym sekretem, o którym wówczas nikomu się nie śniło i który sam chciałem zrealizować, a jednak na wspólnej wyprawie w 1984 podarowałem ten pomysł do realizacji Wielickiemu, aby ratować, już wówczas, nasze drażliwe relacje. Miałem nadzieję, że stanę się kawałkiem jego wspinaczkowego życia. Ale co z tego, wkrótce Wielicki rozpoczął cierpliwe gumkowanie naszej polsko-angielsko-francuskiej drogi na wsch. ścianie Dhaulagiri, zastępując ją swoim przejściem, dokładnie w miejscu naszej drogi. Czy moja cierpliwość trwająca blisko 20 lat była przejawem osobistej rozgrywki? W zamian mam obietnicę kroków prawnych. Gość ma jaja!
Tak się składa, że ikony naszego himalaizmu, Kukuczka i Wielicki byli częścią mojego życia oraz częścią historii polskiego wspinania. Ich obecność w tym wywiadzie była nieunikniona.

Mimo, że w środowisku wspinaczkowym mocno wybrzmiewa ostra krytyka upadku sportowego programu PHZ, to jednak kiedy sięgam do jego źródeł i wskazuję urągające idei wspinania trzy ikoniczne wejścia Kukuczki, Andrzej Paczkowski wyraża zgorszenie i mówi: „Nie potrafię tego zrozumieć”. Więc wyjaśniam panie profesorze, dla mnie wejście Kukuczki na Cho Oyu jest w naszym himalaizmie wygrywającą „ręką Maradony”.

Wojtka Kurtykę pytał Jakub Barbasz

część pierwsza rozmowy z Wojtkiem Kurtyką