Serwis wspinaczkowy tworzony przez łojantów dla łojantów

Mogę iść, ale będą jaja.

Jak można było się spodziewać, wywiad Wojtka Kurtyki wywołał sporo dyskusji, zarówno w środowisku wspinaczkowym, jak i wśród ludzi, którzy góry znają jedynie z drogi do Moka. Pojawiło się też sporo absurdalnych wypowiedzi opartych na stwierdzeniach, których próżno szukać w samym tekście z Gazety Wyborczej.

Czytając te dyskusje widać wprost, że nie można pozwolić Wojtkowi zamilknąć po tym co powiedział i trzeba temat kontynuować. Dlatego zapraszamy na cykl tekstów „Mogę iść, ale będą jaja”, w których postaram się dopytać Wojtka o rozwinięcie pewnych kwestii, szersze opowiedzenie spraw, na które nie ma, co oczywiste, miejsca w mainstreamowych mediach, a które są niezwykle istotne dla zrozumienia z czym mamy do czynienia.

Wojtek Kurtyka -Changabang („Lśniąca Góra”, 6864 m n.p.m.) 1978 r .

Wojtek, twojemu wywiadowi przypisywane bywają wyostrzone treści, których w wywiadzie nie wyrażasz, pojawiają się również zaskakujące interpretacje Twoich słów. Czy nie powinieneś tym, dziwnie powtarzającym się treściom wyjść naprzeciw?

– Hmm, no cóż, mogę iść ale będą jaja.

Chyba masz sentyment to tej frazy.

– Istotnie mam, tyle że w żadnym wypadku nie jest to sentyment wyłącznie prześmiewczy. Te słowa wywołują we mnie coś dziwnego, rodzaj wzruszenia i współczucia. Bo kiedy mówię, mogę iść, ale będą jaja, otwierają się przede mną wrota do odwiecznych stanów lękowych i trudnych chwil przed wejściem w ścianę. Nie oszukujmy się, każdy z nas zna te uczucia. Ich przezwyciężenie stanowi największą satysfakcję wspinania. Któż z nas nie poznał goryczy poddania się. A zatem, jeśli mówię o współczuciu, to w tej samej mierze mówię o pozytywnym współczucie do autora tej frazy co i do siebie samego.

To nie będzie wycieczka po piątkowej drodze w słoneczne popołudnie. Zdajesz sobie sprawę?

– Ok., mogę iść ale będą jaja.

Może zaczniemy od tego co wzbudziło największe poruszenie, czyli od zapowiedzi pozwu ze strony Wielickiego.

No cóż takie czasy! Ciekawy jest wybór Wielickiego, nie chodzi o manipulację dotyczącą drogi na Dhaulagiri czy znikających nagrań.

Odkryłem na waszym forum osobliwy wpis, po koleżeńskim pytaniu kto kogo pozywa. Odpowiedź zabrzmiała jak tajemna mantra: Krzysiu Wojtka za Koniaka. Owszem poruszyłem w wywiadzie krótko temat tragedii Koniaka, chociaż chyba powinienem zgłębić traumatyczna historię Małolata gasnącego też przy Wielickim na Annapurnie płd, która zakończyła karierę tego genialnego wspinacza, lub śmierć Marcela Ruediego na Makalu w dwójkowym „braterskim” zaprzęgu z Wielickim, ale objętość gazety nie pozwalała. Ponadto to nie Wielicki był wyzwaniem tego wywiadu tylko obraz upadku i degradacji dyscypliny, która jest treścią naszego życia. Bez wskazania jądra ciemności tej degradacji, a więc wspinaczkowych tragedii, oszustw i aury celebryckiego gwiazdorstwa opis upadku staje się bezprzedmiotowym gaworzeniem.

Przyjrzyjmy się zatem co mi grozi za Koniaka.

Cytuję opis wypadku J. Koniaka w znakomitej książce K. Palmowskiej (Zaklętym w górski kamień – Krystyna Palmowska ISBN 978-83-7967-138-0), która przytacza raport Wielickiego/Piekutowskiego (str.126):

„Następnie schodzi J.Koniak, związany w pasie podwójna liną węzłem skrajnym tatrzańskim, asekurowany z góry przez K. Wielickiego. Po skontaktowaniu się M. Piekutowskiego z partnerami, K. Wielicki dosyła haki do J. Koniaka. Ten ostatni, będąc w odległości ok. 6 metrów nad Piekutowskim, rozpoczyna zejście kruchą ścianką (ok. 5-6 m wysokości, trudności III), nie czekając na wybranie przez Wielickiego luzu liny. Na skutek oberwania się stopni J. Koniak odpada od ściany.

J. Koniak spada do końca długości liny – około 8 metrów i zatrzymuje się asekurowany przez K. Wielickiego.”

Aby skrócić opis wyjaśniam, że po połowie godziny Koniak umiera wskutek tego upadku.

A tak brzmi mój komentarz w wywiadzie.:

„W przypadku śmierci Koniaka na Annapurnie Płd, znowu prawie jej nie zauważono, mimo że jej okoliczności były etycznie rażące. Koniak schodził asekurowany liną z góry przez Wielickiego a jednak, poleciał ok. osiem metrów, potłukł się i pół godziny później zmarł. Zabiło go zaniedbanie asekuracji ze strony Wielickiego.”

Do licha!. Jak bardziej oględnie mogłem skomentować sytuację kiedy asekurowany liną z góry wspinacz odpada i mimo partnerskiej asekuracji z góry wali w dół 8 metrów do samego końca liny i niedługo potem umiera. Zastanówmy się, co oznacza lot do końca liny? – ano tyle, że w momencie odpadnięcia Koniak w ogóle nie był asekurowany. Trudno zrekonstruować okoliczności techniczne tej tragedii. Gdyby Wielicki jednoznacznie popełnił błąd w asekuracji z braku kompetencji, z głupoty lub nieudolności, można by go oskarżyć o nieumyślne spowodowanie śmierci partnera. Ale przecież nie posuwam się do takiego oskarżenia. Mało tego, w innym miejscu w wywiadzie jednoznacznie piszę: „..nie ważyłbym się oskarżyć Kukuczki, Wielickiego czy Bieleckiego o te śmierci, ale oskarżam ich o brak wrażliwości.”

Wyraziłem się: „Zabiło go zaniedbanie asekuracji ze strony Wielickiego”. Przyznaję, że ukrywa się w tym stwierdzeniu sugestia winy, lecz zaniedbanie asekuracji ze strony Wielickiego nie oznacza jeszcze jego moralnej odpowiedzialności za śmierć Koniaka. Przecież, być może niewinnego Wielickiego walnął w łeb piorun, albo kondor go zaatakował. K. Palmowska wspomina o jakichś operacjach związanych z podawaniem sobie sprzętu.

Wyraziłem mój stosunek do okoliczności tragedii najtaktowniej jak mogłem: „Zabiło go zaniedbanie asekuracji ze strony Wielickiego.” – no bo zaniedbanie kogo innego jak nie Wielickiego? Koniak przecież raczej nie zażyczył sobie braku asekuracji? A nawet, gdyby sobie zażyczył, nadal zginąłby z powodu braku asekuracji ze strony Wielickiego

Być może mogłem oszczędzić sobie powtórzenie nazwiska Wielickiego i powiedzieć po prostu: „Zabiło go zaniedbanie asekuracji.” Ale co to zmienia, przecież to Wielicki asekurował? Może mogłem się wyrazić: „Zabił go brak asekuracji w momencie odpadnięcia”, albo „zabił go błąd w asekuracji”. Wybrałem sformułowanie zaniedbanie asekuracji, no bo jakże można uznać ją za zadbaną?

Zatem o co chce mnie pozwać Wielicki?

No i może będzie: „Krzysiu Wojtka za Koniaka”, tylko pytam „Krzysiu, za co Wojtka?

Trochę się martwię czy sędzia zrozumie co to jest górna asekuracja. Wtedy może Krzysiu dopadnie Wojtka. Ale może procedury prawne umożliwią mi przeszkolenie sędziny/sędziego w górnej asekuracji. Wtedy może Krzysiu nie dopadnie Wojtka. Trochę martwię się o „Krzysiu Wojtka za Koniaka”.

Ale fraza brzmi magicznie. Cóż ja bym dał, gdybym pewnego dnia podszedł pod jakąś skałkę z solidną drogą i u jej stóp odkrył tabliczkę z nazwą drogi: „Krzysiu Wojtka za Koniaka”. Kto wie, może ta fraza choć trochę zbliży nas do odnowy ducha wspinania w Polsce.

Wojtka Kurtykę pytał Jakub Barbasz