Serwis wspinaczkowy tworzony przez łojantów dla łojantów

Smutna konstatacja

To co chciałbym napisać napawa mnie smutkiem. Ciężko się zebrać, ale chyba muszę.

Etyka wspinaczkowa nie istnieje. Mimo poświęceniu jej rozdziałów w wielu książkach, multum publikacji w prasie i jeszcze większej liczby tekstów w internecie, to wszystko to jest o niczym. Są tylko produkty „etykopodobne”, właściwie bezwartościowe bo jak przychodzi co do czego to zawsze udaje się je ominąć. I nie chodzi mi o to, że nie ma etycznych wspinaczy, są. Ale z ich istnienia nie wynika nic poza tym, że mamy dowody iż można być przyzwoitym.

Boli mnie to, ponieważ długo wierzyłem w istnienie Etyki Wspinaczkowej. Wierzyłem w to, że etyka wspinaczkowa to coś więcej niż etyka ogólna, że jest bogatsza, surowsza. Jak słyszałem o nowym przejściu, to wierzyłem autorowi. Jak planowałem wypad w skały czy góry to wierzyłem, że nikt mnie nie zostawi na pastwę ewentualnej mojej głupoty albo surowości natury. Byłem pewien, że we wspinaniu jest coś więcej niż tylko zginająca się ręka czy płuca, które są nie do zajechania na podejściu. Jedno co mi zostało dziś to, że dalej wierzę w słowo osób z którymi się przyjaźnię, albo koleguję, ale nie wierzę już ogólnie wspinaczom.

A skąd ta smutna konstatacja? Przez Zwierza. Tak Wojtku, przez Ciebie.

Nie zrozumcie mnie źle. Po prostu dlatego, że to Wojtek Kurtyka otworzył mi oczy na brak etyki. Nie swoim wywiadem, ale reakcjami jakie wywołał. Na palcach jednej ręki można policzyć tych którzy otwarcie, bez wstydu, bez strachu powiedzieli, że się z nim zgadzają, za to tłum który krzyczał by go ukrzyżować był liczny, często podpisany wielkimi nazwiskami i bezwstydny. Odczekałem wystarczająco długo by to powiedzieć, nie mogę się już łudzić, że ktoś nie zdążył zabrać głosu.

Dla mnie to smutne. Nie, cholera, to nie smutne, to coś gorszego.

Od lat nie mogłem zaakceptować pieprzenia, że powyżej 8000 metrów jest „inaczej”. Tego, jak z uporem maniaka wmawiano mi, że skoro tam nie byłem to nie mam prawa się wypowiadać. Jak tłumaczono mi, że tam nie ma zasady przepięknie zdefiniowanej przez Żuławskiego.

Przyjaciela nie opuszcza się nawet wtedy, gdy jest bryłą lodu.

I najgorsze jest to, że jak bym się nie dał omamić złudnym górnolotnym słowom, to bym to wiedział wcześniej, wiedziałbym że ta „etyka wspinaczkowa”, to jest tak samo gówno warta, jak populistyczna polityka, pod publikę, dla chwilowego zysku czy poklasku. Zresztą musiałem być ślepy, sam Żuławski dał mi na to dowód. Umierając.

Jak ktoś nie wie o co chodzi to już wyjaśniam. Mimo praktycznej pewności że Groński nie żyje (oficjalna akcja poszukiwawcza została odwołana), Żuławski ciągle go szukał, aż sam został zasypany lawiną. I ratownicy mając drogę do niego wyznaczoną liną wystającą spod śniegu odcięli ją, nie poszli wzdłuż niej, odcięli. On nie opuścił przyjaciela, sam został opuszczony.

Znałem tą historię, ale ją wypierałem z głowy. Szukałem usprawiedliwienia.

Nie chcę tu robić kolejnej długiej listy przykładów bo jest ich na tyle dużo by każdy znalazł od ręki kilka. Dwa wystarczą. Popatrzmy na góry wysokie. Piękne majestatyczne grobowce. Na setki „greenbootsów”. Na samym Evereście umarło kilkaset osób.

Wojtek pisał o naszych „gwiazdach”, ale to nie jest tylko nasz problem. Tuż obok zwłok Tsewanga Paljora (to on jest najprawdopodobniej nazywany green boots) umierał David Sharp w czasie gdy mijało go kilkudziesięciu wspinaczy idących w kierunku szczytu. Pozwólcie, że zacytuję opis z Wikipedii:

Grupa wspinaczkowa Inglisa spotkała Sharpa podczas wejścia na szczyt około 1 nad ranem, zauważyła, że wciąż oddycha, jednak ze względu na trudność przeprowadzenia akcji ratunkowej w ciągu nocy kontynuowała swą wspinaczkę. Mark Whetu, zanim poszedł dalej, poinstruował Sharpa, by kierował się światłami latarek czołowych wspinaczy idących z dołu – tym samym trafiłby do obozu czwartego”. Jak ktoś nie lubi Wikipedii to materiałów źródłowych jest w tym wypadku bardzo dużo, poczytajcie.

Chyba jestem inny, ale pytam, czy himalaiści traktują nas jak idiotów? Gość umiera, jest tak trudno, że nie podejmują się mu pomóc, ale równocześnie tłumaczą mu jak ma sam zejść (czyli z ich pomocą było by to bardzo trudne, ale sam da radę?) I my się godzimy na coś takiego? Akceptujemy wyjaśnienia które są tylko dla picu? Sami jesteśmy winni braku etyki.

Ale to nie tylko chodzi o umieranie, chodzi o całościowe traktowanie wspinania jako sposobu na sławę, poklask, pieniądze. Popatrzcie jak rozwinęła się sprawa z tzw. „aferą Golden Lunacy”. Potraficie wskazać kto zachował się ok, a kto nie? Wszystko się wymieszało, podziały w środowisku się pogłębiły. Pieniądze, albo inne mniej materialne dobra ”skłóciły” ludzi. Ja po tamtej sytuacji czuję się zrobiony w balona.

Idźmy dalej. Jak widzę pytanie Piotra Pustelnika (odnośnie słów Wojtka) to znów czuję się robiony w konia:

Gdzie były jego światłe rady i kąśliwe uwagi, gdy niemal wszyscy żyli i gdy zastanawialiśmy się, jak się zmienić? Wtedy jego słowa miałyby siłę do zmiany – mówi Piotr Pustelnik, szef Polskiego Związku Alpinizmu. – Dlaczego się schowałeś? Dlaczego wtedy nie chciałeś nic powiedzieć?”

Prezes PZA stawia tezę, że chcieli się zmienić tylko (wredny?, złośliwy?) Wojtek wtedy milczał i się nie udało. Zresztą jak to brzmi, zastanawiali się jak to zmienić? To znaczy, że wiedzieli że jest źle, tylko nie umieli sami sobie poradzić z tym? No jeśli tak, to ja się naprawdę czuję pokonany.

Podobnie jak czytam Andrzeja Paczkowskiego mówiącego:

Zawsze były wątpliwości dotyczące wejścia Wandy na Annapurnę. Ktoś wierzył, ktoś uważał, że zawróciła przed szczytem. Czy to teraz takie ważne? Rutkiewicz, jedna z największych legend himalaizmu zginęła w górach w 1992 roku. Ja nie twierdzę, że Wojtek zmyśla, przekręca fakty, kłamie. Nie rozumiem tylko, dlaczego stawia tak ciężkie zarzuty ludziom, których już nie ma? Miał inną filozofię wspinania, inaczej patrzył na góry, był podziwiany za swoje dokonania, dorobił się statusu wielkiego autorytetu. Dlatego te jego słowa tak bardzo bolą wielu ludzi

to słów mi brak. Tak to ważne, tak wtedy jak i teraz. Jeśli były prezes PZA twierdzi, że prawda o przejściach nie jest ważna, to ja się pytam dlaczego mam mu wierzyć w cokolwiek? I jeszcze stwierdzenie „Miał inną filozofię wspinania”. To uczciwość to jest inna filozofia? A gdyby Wojtek nie był tak podziwiany to jego słowa mniej by bolały? Jedyny powód dla mniejszego „bólu” to chyba to, że łatwiej było by zignorować słowa kogoś „przeciętnego”.

Ludzie otwórzcie oczy. Ataki na Wojtka, za jego wywiad, udowadniają właśnie wygłoszone w tym wywiadzie tezy. Wojtek mówi, że nie wolno oszukiwać w wykazie a A. Paczkowski pyta czy to teraz ważne? A kiedy by było? Czy było ważne tylko wtedy gdy się działo? Dla każdej kobiety która szła po niej to bardzo ważne. Dla każdego wspinacza to ważne.

Jeśli pozwolimy się oszukiwać, to co będą warte słowa kumpla mówiącego „Zrobiłem”?

A nie boli was jak firmy płacą za solowe przejścia? Jak wykorzystują to w swoich reklamach? Można powiedzieć, że Wojtek zrobił najtrudniejsze solo w Polsce więc jak się mogę odnosić do tego? Ano mogę, bo to solo nie otwierało mu drogi do kontraktu, nie dostał za nie kasy. Może płaćmy za granie w rosyjską ruletkę dla uciechy ludu. Przynajmniej będzie uczciwie bo będzie można na banerze reklamowym napisać: Ryzyko śmierci wyceniamy na X Euro.

Etyka jest zabita przez takie postawy. I jeszcze to zabawne pytanie „Dlaczego teraz?”, sam się złapałem na tym, że i mnie się w głowie pojawiło.

To odpowiem jak rozumiem odpowiedź na to pytanie. Nieważne kiedy. Teraz, wczoraj, rok czy dziesięć lat temu. Zresztą Wojtek nie pierwszy raz się odzywa na ten temat.

I przeczytajcie Machnika. Jedyny otwarty głos za Wojtkiem, ale głos bardzo ważny.

A gdzie reszta? Nikt się nie odważy wychylić? No pewnie, lepiej siedzieć i nie wystawiać się na „hejt”. Tylko właśnie w ten sposób udowadniacie, że etyki we wspinaniu nie ma. Że nasze środowisko (o ile ten twór można tak górnolotnie nazwać) to głównie zbiór oportunistów, których głównym celem jest się nie narażać na groźbę ostracyzmu ze strony „gwiazd” i liczyć na to co się dzięki temu uda wygrać.

Ja popieram Wojtka Kurtykę w walce o zmiany.

Jakub (Qbab) Barbasz

Mogę iść ale będą jaja część 1

Mogę iść ale będą jaja część 2