SUBIEKTYWNY TESTER SZPEJU vs OBIEKTYWNY TESTER RAJCZER

DMM Switch: czyli rozważania o dwóch najważniejszych rzeczach w życiu mężczyzny lewej i prawej dziabce

Szpej

W sobotę 30.11. była brzydka, jesienna pogoda.. Deszcz i wszechobecny chłód nastrajał do siedzenia przed telewizorem (którego nie posiadam), picia ciepłej herbaty (posiadam) i oglądania najnowszego odcinka „Perfekcyjnej pani domu”. Niestety zamiast tego musiałem wziąć na klatę hasło „Drytool Jest Najważniejszy” i pojechać na III Manewry Dryboonkrowe poorać janówkowy beton.

Stoisko DMM w Janówku
Stoisko DMM w Janówku

Zawody jak to zawody – trochę wspinania i nowości sprzętowych. Dzięki temu, że Manewry zostały dostrzeżone przez dystrybutorów sprzętu mogłem spróbować nowych zabawek DMMa, modelu switch. Nie będę ukrywał że czekałem na te dziaby ze dwa sezony, co prawda nie tak jak na trzecią część „Bridget Jones” czy na nową serię „Kuchennych rewolucji”, ale jednak czekałem.
Po zrobieniu dróg eliminacyjnych w tempie ultra-ekspresowym, miałem kilka godzin przerwy na schłodzenie organizmu, zjedzenie bigosu, sprawdzenie poczty e-mail oraz pozmywanie naczyń. Jak to jednak ja, wybrałem inną opcję, czyli poszedłem powspinać się z dziabami. Pierwsze spojrzenie na czerwony burgund i stwierdzam „ładna dziaba”, która kolorystycznie pasowałaby do paznokci niejednej niewiasty. Niestety przeszedł mnie też dreszcz zgrozy – łopatka! Od lat zachodzę w głowę, jakim trzeba być rozwiniętym inaczej, aby do sportowego drytoolingu używać łopatki i to w dodatku na ostrzach lodowych. No ale trzeba się wspinać, a nie „falować getrą” na widok niebezpiecznych narzędzi tak samo jak nie ma co się zachwycać głębokim burgundem kalifornijskim, przezroczystym kauczukiem rączki, czy misternie wyciętym aluminium.

DMM Switch fot. A. Makarczuk
DMM Switch fot. A. Makarczuk

Decyzję o nie wstawianiu się w przewis podjąłem nie tyle przez kompletny brak owijki, co przez zylion osób walczących na wszystkich trudniejszych drogach w celu zajęcia jak najwyższej lokaty w zawodach. Przez te ochy i achy nad switchem, zapomniałem, że przecież przyjechałem na zawody. Chcąc nie chcąc postanowiłem, że zrobię pion absolutny „Drogi do komunizmu” M5 oraz „Rysy” M5. Wstawienie się w tych dziabach w pionowy drytooling jest jednak jak profanacja, nie po to profil czekana jest praktycznie zdjęty z nomica czy fusiona, aby cieszyć się nim na pionach. Wspinanie na tej dziabie w pionie jest jak jazda lamborghini aventadora po kostce brukowej starego miasta. Niby się da, niby szpan wielki, ale radości z jazdy jakby mniej.
Co do samego wspinania jednak to bardzo dobra i świetnie pracująca dziaba. Na krawądkach, dziurkach czy rysach pracuje perfekcyjnie. Tak dobrze, że nawet jej wagowa otyłość niespecjalnie przeszkadza. Śmiało mogę zaryzykować stwierdzenie, że gdyby nie ta łopatka, brak owijki i ostrza lodowe w zestawie to mógłbym poczuć się z nimi jakby to były dwie najważniejsze rzeczy w moim życiu – czyli lewy nomic i prawy nomic. Niestety tego dnia nie miałem więcej czasu i okazji już na testowanie gdyż musiałem zmierzyć się jeszcze z Bezdechem 2.0 (M8) oraz Spadaczką (M11+). Kolejną fazę testów postanowiłem odłożyć w czasie.

Trzy tygodnie później.

Soboty w Łodzi są najbardziej smutne dla wspinacza zimowego. To szare i brzydkie miasto nie oferuje nic wspinaczkowego poza dwoma klasycznymi panelami, na których wielokrotnie już mi tłumaczono „nie wolno się wspinać z dziabami” (drętwiaki!). Sytuację depresjogenną ratuje co jakiś czas Andrzej „makar” Makarczuk, z którym narzędziujemy w jedynym drytoolowym miejscu w Łodzi – na moście.
Tej soboty mieliśmy pełen arsenał narzędzi tortur: dwie pary nomiców na różnych ostrzach, ergosy, x-dreamy, switche, jednym słowem pełen zestaw nowoczesnych zabawek sado-maso. Andrzej prowadzi na x-dreamach. Asekurując go myślę – cholera jak ten gość to robi, że będąc w wieku mojej prababci wspina się z lekkością i gracją 18 letniej baletnicy (chociaż wolałbym oglądać z tej perspektywy 18 letnią baletnicę). Blok, zjazd, zmiana narzędzi i tak kilka wyciągów robi.
Wstawiam się po Andrzeju najpierw z nomicami, potem x-dreamami a na końcu ze switchami. Podczas pionowego tańca w rytm eeee MAKAR-ena, zasuwam: dziaba, dziaba, noga, noga, noga i … łamię raka (pechowy model). Blok, zjazd, zmiana rakobutów na inne i znów tańczymy z El-Padree w półmroku mordoru. Switch pracuje w tym tańcu rewelacyjnie, w zasadzie tak samo świetnie jak nomic. Trochę straszy ta łopatka, ale przy ostrzach customowych nie powinno być z tym już problemu. Z takimi przemyśleniami kończymy sobotę – czas wracać do domu bo ŁKS gra z Widzewem, znaczy się, będzie się działo na mieście. Tak czy inaczej dziaba daje wiele do myślenia. Może nie zagrozi nomicowi wyeliminowaniem go z rynku, ale z całą pewnością namiesza w drytoolingu jako bardziej uniwersalne narzędzie o świetnej geometrii.

Tydzień później.

Zabrałem Makarowi Switche i wyjechałem do Kielc licząc, że zima zaskoczy drogowców, a Kadzielnia będzie zmrożona. Niestety zima nie zaskoczyła drogowców tak samo jak podniesienie VATu nie zlikwidowało dziury budżetowej. Marną sytuację wspinaczkową uratował jednak Leszek W. z mojego kieleckiego klubu (ŚKA). Telefon: „Szpeju, jedziemy jutro na kielecki pion absolutny w betonie?”„Leszku, z dziabami zawsze!”. Ponoć w tym czasie scyzoryki łoili na Stokówce w kleterkach – jak tak można w zimie?! Toż to zaburza całoroczny cykl wspinaczkowy, każdy wie przecież, że zima jest na dziabach, a lato na drytooling!
Jadąc do Nowin, mam retrospekcje rozmowy z Rychłym – pion to pion, spaść można, a chwały żadnej. No ale przynajmniej mnie nie porozgina. Jakież było moje zdziwienie gdy się okazało, że ten pion jest naprawdę „psychiczny” z dwumetrowymi ruchami na mikrodziurkach. Pierwszą droge robię po Lechu na nomicach, natomiast w drugą postanawiam już robić z nomiciem w lewej ręce i switchem w prawej (co i tak się zmienia w trakcie łojenia), by mieć natychmiastowe odczucia organoleptyczne. Wspinając stwierdzam że switche są bardzo dobre i pewne podczas zahaczania o mikrokrawądki czy lekkie dziurki. Trzymają rewelacyjnie pewnie i z całą pewnością nie można im zbyt wiele zarzucić.
Nie byłbym jednak sobą gdybym trochę nie ponarzekał. Po pierwsze (w drytoolingu) przeszkadza mi w tej dziabie młotek/łopatka i kanciasty kształt głowicy. W zasadzie poza sporą wagą to jedyny minus tego czekana. Mimo to te dodatkowe 240 g może zniechęcać na podejściach w górach, z drugiej strony switche maja sporą wytrzymałość, co może pomagać przy budowie stanowisk. Jednak o tym jak te dziaby grają w tatrzańskim grancie opisze już Wojtek Ryczer, gdyż jako bardziej doświadczony w górach przeprowadzi test bardziej wiarygodny.

Rajczer

Dzięki uprzejmości dystrybutora Camper oraz Szpeja miałem okazję powspinać się dwa dni na Switchach, pokonując z nimi Filar Leporowskiego na Kozim Wierchu, oraz WHP114 na Kościelcu.

http://maciekostrowski.blogspot.co.uk/">wojtek_filar_fot_mOstrowski
Wojtek Ryczer na Filarze Leporowskiego
fot. M. Ostrowski http://maciekostrowski.blogspot.co.uk/

Geometria Switchy (identycza z dziabkami Petzl Nomic oraz BD Fusion) pozwala na pewne ruchy z małych krawądek, ze zmianą uchwytu (tzw. skrótem) bez obawy zmiany ułożenia ostrza na chwycie, co może mieć miejsce w przypadku dziab o mniej giętej geometrii.
Wyważenie jest wg mnie poprawne, pozwala na sprawne dziabanie w trawkach i lodzie, przy czym czekany nie sprawiają wrażenia toporności. Wspinałem się z nimi bez obciążników, więc dociążenie na wyjazd stricte lodowy jest pewną opcją. Switche ważą dużo, w porównaniu z francuską i włoską konkurencją, za to nadrabiają solidnością….czyżby podobienstwo do przemysłu automotoryzacyjnego?
Rękojeść jest wygodna dla dużej dłoni, przy zachowaniu wystarczającej przestrzeni na grubą pięciopalczastą rękawicę.
Młotek, zintegrowany z ostrzem, jest wg mnie całkiem funkcjonalny, choć dla wielu będzie zapewne kosmetycznym zbędnym dodatkiem. Podczas dwóch dni wspinania wbiłem dwa haki, kilka przetestowałem na poprawność. Nie przepadam za noszeniem oddzielnego młotka, więc młotek przy górskiej dziabie jest wg mnie rozwiązaniem przydatnym.
Osadzenie głowicy oraz rączki w stylisku zrealizowane jest na podwójnych nitach. Wytrzymałość wzdłużna czekanów jest certyfikowana jako nie mniej niż 20 kN, zapewniając możliwość wykorzystania dziaby jako punktu stanowiskowego.

Porównanie masy, z dziabami o zbliżonej geometrii:

DMM Switch: 695 g z młotkiem , 690 g z łopatką. W obu przypadkach bez obciążników.
Petzl Nomic 2: Z obciążnikami 605g, bez obciążników 540 g. W obu przypadkach bez młotka(58g) lub łopatki(69g).
Black Diamond Fusion 2: 705 g. Młotek jest integralnym elementem głowicy z kutej stali.
Grivel Master Alloy:  600 g (brak młotka)
Cassin X-Dream: 588 g ostrze mixte

Ogólne wrażenie: solidne górskie narzędzia, bez bajerów, plastikowych wykończeń oraz regulowanych elementów.

Teskt:
Karol B. Szpej
Wojciech Rajczer Ryczer

PS. Już po napisaniu tekstu dostaliśmy informację od Jarenio Custom Workshop o produkcji zamiennych ostrzy do DMM. Zarówno w wersji Mixt jak i Drytool.

You might also like More from author