The other George. część 3

VI. Potęga cyfry.

Relacje ze wspinania cechuje zazwyczaj subiektywizm.

Ma on dwa rozwinięcia. Jedno nazwijmy koloryzowaniem faktów, drugie, przeciwstawne polega na niedoszacowaniu własnych osiągnięć. Ta ostatnia postawa jest oczywiście stosunkowo rzadka i czasami stanowi też po prostu wymiar pozerstwa a rebours. Jedynie cyfra pozostaje tym narratorem, który nie koloryzuje, nie kłamie, tzn. może dostarczyć właściwego obrazu rzeczy w danej dyscyplinie wspinaczkowej. Wspinanie, jak każda „rzecz tego świata”, ma bowiem wymiar pitagorejski. Jest zbudowana z liczby. Pomimo rozmaitych fundamentalnych różnic wspinacze wszystkich dyscyplin w każdej epoce doświadczali wewnętrznego dylematu pomiędzy koniecznością zachowania właściwego stylu, a osiągnięciem maksimum (wyrażonego właśnie cyfrą) z naginaniem owego stylu. Jedno jest pewne. Obrazując za pomocą współczesnych kategorii to nikt nie wybierze czysto stylowego (OS) przejścia VI.3 ponad gorsze stylowo VI.6 ( RP). Historia po prostu zapamięta to ostatnie, zwłaszcza jeśli było premierą stopnia w drugiej połowie lat 80-tych w Polsce. Jest to bowiem pokusa nie do odparcia!

Historia wspinania i związane z nią non omnis moriar to przecież też tylko cyfra – liczy się ten pierwszy raz. Pierwsze wejście, pierwsze pokonanie problemu… Nie drugie, nie trzecie, nie dziesiąte – kto te pamięta? Podobnie miała się sprawa w 1922 roku ze stylowym (bez tlenu) podchodzeniem  100 m na godzinę, a niestylowymi 300 metrami w tej samej jednostce czasu. Finch mimo odmrożonych stóp zdołał o własnych siłach dotrzeć do bazy pod klasztorem w Rongbuk. Bruce musiał korzystać z pomocy tragarzy. Był to jedyny istotny uszczerbek na ich zdrowiu. Rzecz zadziwiająca jak na osoby, które nigdy wcześniej w swojej karierze nie wyszły ponad 7000 m. Dla Fincha był to w ogóle himalajski debiut, dla Bruce’a debiut wspinaczkowy – jego pierwsza droga (sic!). Tutaj spotkali swoich poprzedników, którym wydarli rekord wysokości – Mallory’ego, Nortona i Somervella. Przebili ich nieledwie o 100 metrów w pionie (8225 vs 8321), a w istocie o nieco więcej (8380), co wykazano dopiero współcześnie. Pozornie było to niewiele, ale Finch wiedział w jaki sposób argumentować w obliczu głównego rywala (Mallory). Nie bawił się erystyką, ale przedstawił rachunki.

Wyliczył:

Mallory i jego zespół wyruszyli z Przełęczy Północnej o godzinie 7 rano i osiągnęli 7620 m, gdzie założyli obóz V, poruszając się w porywach 400 stóp (122 metry) w pionie na godzinę. Finch i dwaj nowicjusze wyruszyli o 9.30 i na podobnym odcinku osiągnęli wznoszenie 1000 stóp (305 metry) na godzinę. Następnego dnia Mallory, Norton i Somervell weszli na 8225 metrów, wznosząc się nie więcej niż 330 stóp (100 metry) na godzinę. Byli grubo ponad milę w linii prostej od wierzchołka. Finch i Bruce po dwudniowym biwaku wystartowali z obozu położonego na 7772 metrach i do wysokości ok. 8100 m zachowywali tempo podejścia 900 stóp (274 metry) na godzinę. Szli zatem ponad 2,5 razy szybciej! Następnie, aż do południa, ich przyrost wysokości był mniejszy, ale skutkiem trawersowania otwartą ścianą w kierunku szczytu. Doszli na odległość mniej niż pół mili w linii prostej.

Cyfra daje jeszcze bardziej jednoznaczne świadectwo na temat kondycji w zejściu. Mallory i jego zespół + Morshead, który pozostał w obozie V schodzili z niego na Przełęcz Północną, obniżając się jedynie o 270 stóp (82 metry) na godzinę (sic!). Świadczyło to o ich ogromnym wyczerpaniu. IV-kę osiągnęli resztkami sił po północy. Finch i Bruce (już po porzuceniu tlenu) schodzili w tempie 1300 stóp (396 metry) na godzinę. Jedyne co im doskwierało to głód. Po przyjęciu skromnego posiłku przygotowanego przez Noela byli w stanie zejść w 40 minut kolejne 610 metrów do obozu III.

To był nokaut. Dochodził do tego jeszcze czynnik obiektywny – znacznie gorsza pogoda, jaką mieli Finch i Bruce, brak aprowizacji, dwudniowy wymuszony pogodą biwak, brak doświadczenia Bruce’a. Wszystko to składało się na porażkę zespołu Mallory’ego także w kategoriach moralnych. Finch był górą! Nauka, jej „szkiełko i oko” wskazujące na tlen jako klucz do zdobycia Everestu rozłożyła na łopatki romantyzm i „fair means” dżentelmenów.

 finchmallory

Wielcy rywale, prostak i dżentelmen, zwycięzca i pokonany w 1922

Mallory był pod ogromnym wrażeniem tych wyliczeń i wydolności jaką zaprezentował Finch dzięki użyciu tlenu. Postanowił podjąć 3 atak korzystając z „przepisu” rywala i ustępując mu rolę lidera. Mallory okazał się, jak na razie (1922), jedynie połowicznym konwertytą, jeśli chodzi o podejście do użycia tlenu. Połowiczne realizacje zwykle są obarczone błędem założycielskim. Jego plan wynikał z literalnego odniesienia się do sławnego dictum Hinksa:

„I should be especially sorry if the oxygen outfit prevents them going as high as possible without it. The instructions laid down by Dreyer say clearly that oxygen should be used continuously above 23.000 ft. That I am convinced is all nonsense. Wollaston agrees. If some of the party do not go to 25.000 ft. without oxygen they will be rotters.”

Stwierdzenie to przesądzało, że wspinacz, który nie jest w stanie o własnych siłach (bez tlenu) osiągnąć ok. 7600 metrów, czyli wysokości zbliżonej do rekordu Księcia Abruzzów na Chogolisie, będzie „rotterem”. Finch wprawdzie się takowym najwyraźniej nie okazał, co potwierdzały wyliczenia, niemniej Mallory postanowił nie ryzykować swojej reputacji wśród angielskiego wspinaczkowego establishmentu. Jego plan trzeciego ataku zakładał użycie tlenu dopiero od obozu V-tego (7600-7700 m). Finch nie był zachwycony tym pomysłem, ale z prestiżowych powodów nie mógł odmówić uczestnictwa. Opinie były podzielone i wśród innych uczestników wyprawy. Mallory i Somervell po 10 dniach odpoczynku wydawali się być w dobrej formie, Norton miał odmrożone ucho, zaś Bruce nie mógł chodzić o własnych siłach. Diagnoza lekarska w stosunku do Fincha była niejednoznaczna. Cztery dni odpoczynku w bazie przed kolejnym atakiem to było bardzo niewiele pomimo solidnego obżarstwa jakie uprawiał.

Finch, Mallory, Somervell Crawford i Wakefield dotarli do obozu I 3 czerwca. Następnego dnia, gdy Finch ujrzał świeży opad śniegu i skonfrontował to z własnym zmęczeniem porzucił względy honorowe. Rozum znów był górą i nakazywał mu spasować. Cały dzień poświęcił na przeszkolenie dr Somervella w użytkowaniu aparatury tlenowej, życzył im najlepszego i zawrócił. Obok racjonalnych względów, gdzieś w jego umyśle czaiła się złowroga intuicja, która podpowiadała, że wejście na Przełęcz Północną w trudnych warunkach śnieżnych to loteria ze względu na niebezpieczeństwo lawin. Nie zamierzał wystawiać się na nie raz jeszcze widząc wówczas brak swoich szans na osiągnięcie wierzchołka Everestu.

7 czerwca 1922 (dokładnie na dwa lata i jeden dzień przed swoim ostatnim atakiem na Everest) Mallory wraz z Somervellem ,Crawfordem i 14 tragarzami rozpoczęli podejście na Przełęcz Północną. Był piękny słoneczny dzień, południowe godziny, a stoki pokrywał świeży śnieg. Około południa Anglicy, którzy poruszali się na czele, podcięli lawinę. Zdołali się sami utrzymać na jej powierzchni lub wydobyć, ale masy śniegu spadły na tragarzy znajdujących się poniżej. 7 z nich zginęło wtłoczonych do szczeliny. W ten oto sposób pierwsza wyprawa próbująca zdobyć Everest okazała się jednocześnie pierwszą katastrofą w historii tej góry. Katastrofą (tak jak i wiele innych w przyszłości) wynikającą z nadmiernych ambicji, parcia za wszelką cenę, w tym przypadku jedynie po utracony rekord wysokości.

Gdyby syn australijskiego farmera George Finch był 7 czerwca 1922 na stokach North Col obok dżentelmenów Mallory’ego, Somervella i Crawforda, z pewnością to jego obarczono by odpowiedzialnością za tragedię. Ewentualnie, gdyby w III obozie protestował przeciwko kontynuacji podejścia w tych warunkach, okrzyknięto by go tchórzem. Tak, czy owak byłby to natychmiastowy kres jego kariery. Wycofując się przedłużył swoje nadzieje na uczestnictwo w następnej wyprawie. Jak się później okazało, były one płonne. 5 minut historii w wykonaniu George’a Fincha na Evereście stało się, używając formuły gramatycznej charakterystycznej dla języka Szekspira, Past Perfect Tense.

 VII. Siła układów personalnych.

Wieść o tragedii pod Everestem dosięgła Fincha, gdy wyładowywał się w Dover. Świat lat 20-tych ubiegłego wieku funkcjonował w innym tempie, zwłaszcza jeśli chodzi o komunikację. Okazało się, z fatalnym skutkiem dla rywala, że to „the other George” nie pomylił się, pozostając sceptykiem w kwestii 3 ataku. Quod erat demonstrandum.

Wspinanie zawsze stanowiło dla niego kalkulację, w której szanse na sukces były konfrontowane z akceptowalnym poziomem ryzyka. Z pewnością nie była to postawa „very British”. Mimo niej nikt nie wyobrażał sobie następnej wyprawy bez udziału Fincha jako jednego z głównych uczestników. Póki co wraz z Mallorym, który powrócił do kraju rzucił się w wir wykładów i publicznych występów mających na celu spopularyzowanie w przestrzeni medialnej projektu zdobycia Everestu jako wyzwania czasów. Dla niego osobiście nie tyle imperialnego, ile naukowego. Użycie tlenu prezentował jako dogmat.

Mallory wkrótce wyruszył do USA gdzie wypowiedział swoje sławne dictum „becouse it’s there”. Finch na jego miejscu z pewnością miałby o wiele więcej do powiedzenia. Jego partnerstwo w namiocie uchodziło za bardzo trudne, a to z powodu niekończących się tyrad, roztrząsania rozmaitych problemów i analiz, które przeprowadzał niezależnie od wysokości i warunków panujących na zewnątrz. Podczas gdy dżentelmeni nawet na Przełęczy Północnej usiłowali zachowywać higienę myjąc się śniegiem i miewali dylematy dotyczące chowania butów do śpiwora, Finch porzucał higienę do czasu zakończenia wyprawy i postępował tak, jak dyktowały mu względy praktyczne i wyzwanie chwili. Być może także te czysto ludzkie przywary zbudowały mur niechęci do niego, podobnie jak finansowy wymiar wykładów, które zaczął sam udzielać pod nieobecność Mallory’ego. Tlen służył do zdobycia Everestu, a wykłady do zarabiania, a nie samego „krzewienia idei”. Common sense.

Żądano od niego przerwania tego procederu i postawiono jako warunek sine qua non uczestnictwa w następnej wyprawie (1924). Na nic się zdało mocne poparcie Mallory’ego, który upatrywał w nim swojego partnera, podobnie jak i własny udział w „ataku tlenowym na pełną skalę”. Był to unikalny w historii przykład konwersji na wspinaczkowe poglądy rywala. Edward Felix Norton, biegle rozmawiający po tybetańsku, bez którego wyprawa po prostu nie mogłaby się odbyć, wprost zapowiedział, że z Finchem wspinać się nie będzie. Wytoczono inne działa. Życie osobiste Fincha – burzliwe. Dwa związki pełne skandali oraz kwestia potomstwa, którym się nie zajmował jako ojciec (Peter Finch, znany aktor, którego nie przyjmował za biologicznego potomka). Co ciekawe, erotyczny skandal z pierwszych stron gazet i poparcie Noela Odella stały się przepustką do uczestnictwa w wyprawie 22-letniego studenta Oxfordu Andrew Irvina, który ostatecznie zajął miejsce Fincha. Był to oczywisty parawan angielskiego himalajskiego establishmentu, okraszony sosem hipokryzji. Finch najwyraźniej nie pasował do koncepcji. Myśl, że Everest mógłby zostać zdobyty przez australijskiego prostaka, była nieznośna. Tak, czy owak, to nie Everest i trudy związane z wyprawą, lecz decyzje personalne legły u podstawy ostatecznego wyeliminowania zdecydowanie najmocniejszego i najbardziej obiecującego brytyjskiego himalaisty tamtych czasów.

„ The other George”, jeśli chodzi o wspinaczkową biografię, nie przeżył długo, a nawet prawie wcale, swojego rywala i niedoszłego partnera George’a Mallory’ego. W 1923 roku, już po odmownej decyzji wysłania go na wyprawę, przeszedł północną ścianę Dent d’Hérens. Uznając końcówkę drogi za zbyt ryzykowną i zagrożoną lawinami, wytrawersował na wschodnią grań. Okazało się to jego najlepszym przejściem alpejskim, wedle jego własnej szkoły nie wystawiania się na ryzyko ponad miarę. Szybko ustąpiło ono nowoczesności z jej nieumiarkowaną dewizą ucieleśnioną postulatem d’Annunzio : ”Żyj niebezpiecznie!” Drogę wyprostował Willy Welzenbach w 1925 roku i z tego powodu alpejski klasyk zapisany został nie na konto Fincha, ale wschodzącej gwiazdy niemieckiego alpinizmu.

Na wzór szwajcarskiego AACZ Finch próbował przeszczepić na grunt brytyjski idee akademickich klubów wspinaczkowych, tworząc Imperial College Mountaineering Club. Góry w na Wyspach nie mają zbyt porywającego charakteru toteż działaność Fincha i jego akademików polegała na okazjonalnych wyprawach w Alpy. Podczas jednej z nich w 1931 roku w okolicach Jungfrau doszło do tragedii. Jeden z uczestników pomimo wyposażenia w raki poślizgnął się na lodzie przysypanym śniegiem i pociągnął za sobą 2 innych uczestników wyprawy. Zginał Raymond Peto, przyjaciel i partner George’a z Dent d’Hérens. Finch, mimo iż zdołał sprowadzić swoją grupę bezpiecznie, był konsekwentny. Czuł się winny. Nikt przedtem nigdy nie zginął w górach ani jako jego partner, ani jako osoba zachęcona do wspinaczki. Postanowił zakończyć uprawianie swojej pasji i była to na wskroś racjonalna/wykalkulowana decyzja. Mimo żywotnego zainteresowania sprawami wspinaczkowymi, zwłaszcza kolejnymi wyprawami na Everest swojej decyzji pozostał wierny, co stanowi kuriozum wśród wybitnych wspinaczy i alpinistów.

Tymczasem wyprawa 1924 roku na Everest stała się legendą za sprawą Mallory’ego i Irvine’a. W swojej ostatniej próbie zastosowali się do wszelkich wskazówek Fincha i w istocie skopiowali jego atak z użyciem tlenu już od III obozu. To właśnie stary adwersarz Fincha, E. F. Norton był tym, który wywarł presję na Noela Odella, aby wycofał się ze swojej pierwotnej obserwacji sytuującej Mallory’ego i Irvine’a na II Stopniu. Uczynił to, by uratować swój rekord wysokości uzyskany bez tlenu, a opiewający na 8572 metry. Mallory i Irvine zostali tymczasem zaobserwowani przez Odella przynajmniej na 8600-8610 m. Zabieg okazał się skuteczny i to Norton figuruje w encyklopediach jako wysokościowy rekordzista aż do 1952 roku. Everest pozostał oficjalnie niezdobyty. Mallory’ego uhonorowano wystawnym państwowym pogrzebem i znaną nam etykietą „gloria victis”. Późniejsze analizy( Hemmleb 1999 i następne lata wykazały, że było to co najmniej pochopne stanowisko).

  • Post mortem.

W 1933 roku miała wyruszyć na Everest wyprawa bodaj najlepiej przygotowana ze wszystkich, które odbyły się przed wojną. W ramach jej propagacji odbyło się wiele spotkań i dyskusji firmowanych przez brytyjski Alpine Club. Finch regularnie pojawiał się na tych dyskusjach i wygłaszał pełne zelotyzmu kazania. Niektóre jego pomysły były co najmniej kontrowersyjne. Uważał np., że oprócz dostarczania wspinaczowi tlenu do oddychania przez maskę albo ustnik pewna jego ilość powinna być pompowana pod ubranie tak, aby też jego skóra mogła uczestniczyć w procesie absorpcji. Wkrótce został poinformowany przez przyjaciół, że jego poczytalność jest kwestionowana. Działania Fincha okazały się przeciwskuteczne.

Wyprawa 1933 otrzymała dedykowaną i bardzo nowoczesną aparaturę tlenową. Zestaw wyposażony w 500 litrowa butlę ważył zaledwie 5,8 kg. Tlenu jednak nie użyto poza interwencjami medycznymi w bazie (przypadek zapalenia płuc, odmrożenia). Dwa brytyjskie ataki (Wynn-Harris i Wager, Smythe) odbyły się bez „English air” i zakończyły się mniej więcej w tym samym miejscu co próba Nortona z 1924 roku. Drugi brytyjski zespół (Eric Shipton i Frank Smythe) był zmuszony spędzić dwie noce w strefie śmierci (w obozie VI na wysokości ok. 8300 metrów). Było to powtórzenie sytuacji z 1922 roku, która dotknęła Fincha, Brucea i Tejbira około 500 metrów poniżej. Skutek był taki, że po ekstremalnych biwakach Shipton musiał porzucić atak szczytowy, natomiast Smythe bez wsparcia nie zdecydował się na kontynuację wspinaczki Żlebem Nortona mimo rekordowej wysokości (ok. 8570 m) i wczesnej godziny (10.30).

O wyprawie z 1933 powiada się, że „przegrała Everest na dwadzieścia lat w jedno popołudnie” i przegrała je z pewnością miedzy innymi dlatego, że nie posłuchano Fincha. Kierownik wyprawy Hugh Ruttledge przyznał później, że użycie aparatów tlenowych powyżej 28000 stóp (ok. 8530 metrów) najprawdopodobniej otworzyłoby drogę na wierzchołek. W tym momencie „the other George” miał dość i uznał, że pora wycofać się ze wspinania i himalaizmu nie tylko jako obiektu praktyki, ale obiektu zainteresowań i pola, na którym uprawia się życie towarzyskie. Przerzucił się na inną pasję, która uzupełniała jego bogate i owocne życie zawodowe. Było nią żeglarstwo. Nie był w tym wyborze odosobniony – vide Bill Tilman (zdobywca z Noelem Odellem Nanda Devi w 1936).

Odejście Fincha akurat zbiegło się z porzuceniem przez Brytyjczyków „fair means” w zdobywaniu Everestu. Wyprawa z 1938 roku była kolejną obok tych brytyjskich z 1922 i 1924 roku, która używała tlenu. Nie osiągnęła ona zbyt wiele poza założeniem obozu VI (8300m), a to ze względu na warunki pogodowe. Niemniej jej bilans był bardzo interesujący. Testowano dwa rodzaje aparatury tlenowej. Pierwszy system był rozwinięciem aparatu zaproponowanego przez Fincha i Dreyera, polegającego na pracy w otwartym przepływie. Drugi rodzaj instalacji (przepływ zamknięty) wywodził się z górniczego aparatu ratowniczego. Zastosowanie otwartego przepływu implikowało duże straty tlenu, który mieszając się z powietrzem w masce w dużej mierze nie wykorzystany uchodził do atmosfery. Zamknięty przepływ, odseparowany od atmosfery, miał w teorii gwarantować brak strat. Rozliczne próby na podejściu do obozu V i VI tak w wykonaniu Anglików, jak i po raz pierwszy Szerpów, którzy w tym czasie przestali już dworować sobie z „English air” dowiodły, że to pomysł Fincha był jedynym, który się sprawdził w trudnych warunkach himalajskich. Aparat o zamkniętym przepływie nie dość, że przegrzewał się (reakcja absorbowania dwutlenku węgla), to oferował czysty tlen, niemniej „nieświeży i duszny”. Wymagał też zastosowania rozbudowanej maski, którą wspinacze i tak często zdejmowali, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Waga prawie 16 kg (750 litrowa butla + urządzenia) stanowiła regres.

Konwencjonalny zestaw (otwarty przepływ) zawierający dwie butle po 500 litrów i ważący nieco ponad 11 kg z pełnym osprzętem sprawował się więcej niż satysfakcjonująco. Jedno z takich urządzeń porzucone przez Brytyjczyków odnaleźli Chińczycy w 1960 roku.

Po wojnie sytuacja polityczna na subkontynencie indyjskim radykalnie się zmieniła. Indie przestały być brytyjską „perłą w Koronie”, Nepal otworzył granice, natomiast Tybet został zajęty przez Chinczyków. Sytuacja uległa odwróceniu. Teraz jedyny dostęp do Everestu wiódł od dziewiczej strony południowej. Brytyjczycy utracili swoją „splendid isolation” w kwestii zdobywania 3 Bieguna Ziemi. W okresie przedwojennym władając Indiami po prostu nie dopuszczali innych wypraw niż własne, stad np. brały się amerykańskie ataki na K2. Wydawało się, że ubiegną ich Szwajcarzy. W 1952 roku zorganizowali oni dwie wyprawy i byli podczas pierwszej z nich naprawdę blisko osiągnięcia celu. W sezonie jesiennym po drugiej stronie góry na drodze Mallory’ego miała działać mityczna wyprawa sowiecka, która zakończyła się katastrofą i zagładą całego 6 -osobowego zespołu szturmowego.

Mimo negatywnych doświadczeń Brytyjczycy nie zrezygnowali z rozwoju systemów pracujących w zamkniętym obiegu. 26 maja 1953 roku takie zestawy mieli Tom Bourdillon i Charles Evans. Osiągnęli wierzchołek Południowy Everestu kiedy awaria urządzenia Evansa zmusiła ich do odwrotu 100 metrów poniżej wierzchołka, 130 metrów w terenie od celu. Był to jeden z najbardziej przejmujących odwrotów w historii alpinizmu. Tuż przed celem znajdującym się dosłownie na wyciągnięcie ręki.

7

http://www.everest60.com/stages/07/img/7.3.jpg (powyżej Bourdillon i Evans wycofują się spod South Summit)

Trzy dni później Edmund Hillary i Tenzing postawili „kropkę nad i” posługując się aparatem, którego ideę sprecyzował George Finch i który ich nie zawiódł. Z ta różnicą, że o ile Finch i Mallory korzystali odpowiednio z maksymalnego przepływu 2,4 /2,3 litrów na minutę, Hillary i Tenzing mieli do dyspozycji aż 4 litry w tej samej jednostce czasu. Everest stanowił dla nich górą niższą o jakieś 2000 metrów, którą zdobyli ku chwale Imperium chylącego się ku upadkowi. Inne potęgi miały wkrótce zdominować świat także w himalaizmie (Buhl, Messner, Kurtyka oraz „Lodowi wojownicy”).

S0004930

Aparat tlenowy z 1953 używany przez Hillary’ego i Tenzinga.

Kiedy uczestnicy wyprawy kierowanej przez Hunta wracali spod Everestu pospieszył im z gratulacjami ich rodak, aktualny dyrektor National Chemical Laboratory of India(w latach 1952-57). Od słowa do słowa okazało się, że jegomość dysponuje zdumiewającą wiedzą na temat Everestu i historii jego zdobywania. Twierdził, że 31 lat wcześniej wspinał się na tej górze. Był to oczywiście George Ingle Finch… Zdobywcy byli zdziwieni, niewiele pamiętali z tak odległych czasów. Hillary nie mógł też przypuszczać, że nadejdzie kiedyś moment, gdy jego wejście zostanie zakwestionowane jako pierwsze na korzyść wielkiego rywala „the other George’a” Mallory’ego i jego partnera Irvine’a.

George Finch powrócił do Wlk. Brytanii, aby w 1959 roku zostać prezydentem Alpine Club i przewodniczącym Mount Everest Foundation. Oczywiście udzielał się jedynie tytularnie, a nie wspinaczkowo. Z funkcji tych zrezygnował w 1961 roku i kończąc karierę zawodową wycofał się w zacisze ogniska domowego. Zmarł w wieku 82 lat w listopadzie 1970 roku. Jego życie jako naukowca i przemysłowca było dużo bardziej obfite niż biografia wspinaczkowa, niemniej jest to temat wykraczający poza niniejsze ramy.

prof

Profesor Finch

W 1978 roku Messner i Habeler zdobyli Everest bez tlenu, dwa lata później w podobnym stylu Messner dokończył trawers Nortona z 1924 roku i wyszedł samotnie na wierzchołek. Był to kres eksploracji. Wraz z narodzinami stylu alpejskiego zdefiniowano nową dyscyplinę sportową -himalaizm. Wydawało się, że będzie to ostateczny cios w „paradygmat tlenowy”, czyli przekonanie, że powyżej 8500 metrów użycie butli jest koniecznością. Cyfra, czyli statystyka wskazuje, że Finch jednak się nie pomylił i okazał się prorokiem. Zaledwie 3% himalaistów z tysięcy, które stanęły w najwyższym punkcie Ziemi może wylegitymować się wejściem oxygenless. Z ponad 30 polskich zdobywców Everestu jedynie Marcin Miotk dokonał takiego wejścia, co dobrze oddaje proporcje. Wedle współczesnych kategorii sportowych jest to jedyny polski zdobywca Everestu! 100 % wypraw komercyjnych używa tlenu i to od 7000 metrów, a nawet od 6500. Pomysł Fincha stał się sine qua non komercji na Evereście. Bez stosowania tlenu byłaby ona po prostu niemożliwa.

Finch był chemikiem, metalurgiem i człowiekiem realizującym swoje odkrycia w praktycznym zastosowaniu. Nic w tym dziwnego, że przyczynił się do powstania przemysłu na Evereście. Jako człowiek praktyczny i ceniący walor pieniądza z pewnością by usprawiedliwił taki stan rzeczy.

ev_traf

Everest współcześnie

Piotr Korczak – Szalony (TS Nordic Division)

You might also like More from author