Wspomnienie o Tomku Machowskim

Kilka tygodni temu odszedł od nas Tomek Machowski. Wspinacz, świetny kompan na wyjazdach wspinaczkowych. Poniżej możecie znaleźć jego krótki biogram oraz wspomnienia osób które miały tę przyjemność poznać go. Jeśli chcielibyście podzielić się swoimi wspomnieniami o Tomku, dodajcie parę słów od siebie w komentarzach.

tm

Dzieciństwo oraz wczesną młodość Tomek spędził w rodzinnej Czeluśnicy. W wieku lat 15 rozpoczął edukację w liceum w nieodległym Bieczu, gdzie zamieszkał w Internacie, o którym później wielokrotnie będzie wspominał z wielką sympatią.

Lata 90-te to kolejna spora zmiana w życiu Tomka, przeprowadzka do Krakowa i studia, najpierw na UJ, później na Akademii Pedagogicznej. W czasach studenckich wiele czasu spędzał w mecie na Lubelskiej oraz w knajpach na Kazimierzu, a zwłaszcza w ulubionym Singerze. Tutaj też pojawia się jego nieodłączny rower miejski, klekot, który towarzyszyć mu będzie przez wiele kolejnych lat. Po studiach otworzył legendarny punkt ksero w Intytucie Filozofii przy ul. Grodzkiej, gdzie pracowała „połowa” jego znajomych za swoich czasów studenckich.

Swoją drogę wspinaczkową rozpoczął od wędrówek po ukochanym Beskidzie Niskim. Nieco później zaczęły się wyjazdy w Tatry, oraz pierwsze poważne wspinaczki górskie. Przeprowadzka do Krakowa okazała się być prawdziwym wspinaczkowy „skokiem cywilizacyjnym”, możliwe stały się regularne wyjazdy na Jurę oraz w Tatry. W Krakowie Tomek był wiernym członkiem sekcji wspinaczkowej KS Korona oraz stałym bywalcem Zakrzówka.

Tomek był też wytrawnym kucharzem, podróżnikiem (ciągnęła go zwłaszcza Azja), zapalonym czytelnikiem (literatura faktu, rosyjska, czeska, podróżnicza), miłośnikiem kina czeskiego i muzyki dawnej.

tm_magda_2

Wspinanie się z Tomkiem było rzeczą dość niezwykłą. Wiele osób wspominało już o jego wyjątkowym darze zjednywania sobie ludzi. Powiedzmy sobie szczerze – odpowiedni partner od liny to nie lada skarb, zarówno jak chodzi o asekurację, jak i o porozumienie, czy też wsparcie. Z Tomkiem było o tyle zabawnie, że dzieliło nas zaledwie kilkadziesiąt kg masy ciała. No cóż … Tomek … zaliczał „miękkie loty” a mnie, mimo wkładania wszystkich umiejętności asekurowania, katapultowało zawsze do góry. Pamiętam jak pierwszy raz pojechaliśmy razem w góry (dla mnie był to w ogóle pierwszy wyjazd w Tatry). Paląc papierosa zwycięstwa na szczycie Granatów Tomek wyznał, że momentami zdecydowanie bardziej wierzył w mój przyblok niż umiejętność zakładania kości, ale nie chciał mnie denerwować… Wspólnie przegadane godziny przy winie i dobrym jedzeniu w wykonaniu Tomka będą już tylko wspomnieniem. Ale za to jakim! Następna butelka retsiny będzie za niego…

Magda

KONICA MINOLTA DIGITAL CAMERA

Tomka poznałem kilkanaście lat temu na Zakrzówku. Był charakterystyczny jego solidna sylwetka wyróżniała się spośród wspinaczy. Przy którymś spotkaniu na Sadystówce okazało się, że mamy wspólnych znajomych i dzięki temu nasza znajomość się pogłębiła. Charakterystyczne było dla niego nienarzucające skracanie dystansu w kontakcie z drugim człowiekiem i duża życzliwość poparta konkretnym działaniem. Bardzo ceniłem poczucie humoru Tomka, teraz gdy Go nie ma, jest ono dla mnie źródłem wielu wspomnień. Spędziliśmy trochę czasu w życiu na wspólnym wspinaniu, niełatwo mi zaakceptować świadomość, że już się tutaj nie spotkamy.

Danek

tomek_mamutowa

Asfalta znałem od dawna – chyba od momentu, gdy pojawił się na mecie przy ul. Lubelskiej. W oczy rzucała się przede wszystkim niepowtarzalna – w zasadzie nieustalona i wręcz rozedrgana, bazująca na egzystencji przygody i niebywale kwiecistych umiejętnościach oratoryjnych, a także pod pewnymi warunkami kantorskich, estetyka. Mimo swoich stabilnych rozmiarów, Asfalt zadawał się być raczej pozbawionym masy wolnym elektronem, który przy nieokreślonym prawdopodobieństwie natrafiał na orbitę swojej fizyczność. Nie wiem jak do tego doszło, ale może fizyczne wykształcenie Rusałki (bo tak też go wołano) miało istotny wpływ na tę szczególną oboczność. A trzeba wiedzieć, a potwierdzą to osoby, które się z nim wspinały, że Tomek był bardzo pozytywnym człowiekiem, a przeczył wyłącznie prawom fizyki… a czasem prawom logiki. Opowiedział mi kiedyś zabawną historię. Otóż w internacie odbywały się zawody w bardzo wstydliwej dla młodych chłopców dyscyplinie. Wygrał jego przyjaciel… przy czym zajął pierwsze i drugie miejsce:).

Misza

Ela Miś
Zapamiętam Tomka jako nad wyraz ciepłego faceta, który w mojej małej Corsie wyglądał jakby prowadził gokarta. Tomek należał do osób, których nie można nie lubić. No i ciągle czekam na burrito.

Ela Miś

Tomek był moim partnerem wspinaczkowym na wyjeździe do Claret. Z podziwem patrzyłem jak dobrze przemieszcza się w skale, nic sobie nie robiąc z pokaźnej wagi. Z pewnym niepokojem obserwowałem jego ruchy, obawiając się że po odpadnięciu, spotkamy się w okolicach pierwszej wpinki, ale nic takiego się nie zdarzyło. Jak to zimowych wyjazdach wieczory się dłużyły, ale nie z Tomkiem, już leżąc w śpiworze, ale ciągle na dobranoc popijając wino, wymyślaliśmy rozwiązania mogące zmienić przebieg porządku świata.
Tyle że na drugi dzień żaden z nas nic z tego nie pamiętał i trzeba było zaczynać od początku.

Andrzej Mirek

tm_magda_1

Zacząć trzeba od tego, że nie znam nikogo, kto nie lubiłby Tomka. Jego po prostu nie dało się nie lubić, a przecież wszyscy, którzy go znali, wiedzą, że potrafił ostro „szydzić”. Nikt jednak się nie obrażał, bo nigdy nie robił tego ze złośliwości. Na przykład, na wyjeździe do Claretu była kupa śmiechu, gdy wymyślił jednostkę przekroczenia wyimaginowanego ogranicznika. Chodziło o to, że jeden z uczestników wyjazdu wciąż się zastanawiał, czy będąc metr w bok od linii przelotów, aby przypadkiem nie zeszło się już z drogi. Tomek nazwał tę jednostkę imieniem tego kolegi.
U Tomka pracowałem na ksero, z Tomkiem jeździłem się wspinać, włóczyłem po knajpach. To wszystko było, ale to wszystko też będzie w mojej pamięci.

Janek „Filozof” Wawrzyniak

Tomka praktycznie nie znałem. Nawet nie pamiętałem jak ma na imię, choć ciężko znaleźć tak charakterystycznego, szczególnie gabarytem, ale też pozytywną energią i umiejętnością skrócenia dystansu, gościa na Koronie i w Dolinkach. Parę tygodni temu siedzieliśmy na Koronie deliberując o zajebistości żywota człowieka bezrobotnego (w moim przypadku permanentnie bezrobotnego, w jego tylko chwilowo). Ja więcej na Koronę nie przyszedłem, bo zrobiło się ciepło na zewnątrz, a Tomek pojechał na robotę …

Maciek Lesser Gajewski

tomek-machowski-wspin