Wywiad z Biedruniem – wnioski po KPD

Jakub Barbasz (Qbab): Cześć Mariusz, cieszę się że znalazłeś trochę czasu by porozmawiać z nami o tym wydarzeniu jakim był KPD.

Mariusz Biedrzycki (bieDruń): Prawdę mówiąc jestem bardzo niezadowolony z odzewu, z jakim spotkał się panel dyskusyjny. Przyzwyczaiłem się do myśli, że finansowo działania „Naszych Skał” jednym procentem podatku wspiera mniej niż jeden procent polskich wspinaczy, a jeśli chodzi o konieczność pomachania łopatą, grabkami czy schylenia się po śmieci podczas akcji sprzątania to jest jeszcze gorzej. Pamiętam, że tak pustych Ostańców jak w dzień sprzątania Słonecznych w zeszłym roku nie widziałem w weekend od końca lat 80. ubiegłego wieku. Ale jeśli chodzi o panel to wystarczyło wsiąść w tramwaj, autobus czy samochód i poświęcić kilka godzin swojego czasu dyskutując o rzeczach, które każdemu zamieszkałemu w Krakowie wspinaczowi powinny chyba leżeć na sercu. Tymczasem na pierwszy rzut oka wyglądało, że jest to spotkanie Rady „Naszych Skał” z dziennikarzami naszego środowiska – przyszło dosłownie kilku ekiperów, praktycznie nie było instruktorów, jeden z liczniejszych Klubów Wysokogórskich w Polsce reprezentowały dwie osoby i do tego zjawiła się reprezentacja „zwykłych wspinaczy”, którą można było policzyć na palcach maksymalnie dwóch dłoni. Zestawiając to z dużym wysiłkiem organizacyjnym Darka Piętaka – mailowaniem, dzwonieniem, akcją informacyjną na portalach wspinaczkowych, wreszcie logistyką: wynajęciem sporej sali, dojazdem Darka z Warszawy, a Włodka Porębskiego i Piotrka Xięskiego ze Śląska, trudno określić to delikatniej niż pokazanie pewnego znaczącego gestu działaniom dostępowym w Krakowie i okolicach, którymi się od pięciu lat w „Naszych Skałach” zajmujemy.

mariusz_biedrzycki_2
BieDruń w skałach Australii

JB: Wiesz co mnie zaskoczyło najbardziej poza niską frekwencją, to że właściwie nie dyskutuje się o tym panelu. Tylko na naszym forum pojawiło się kilka głosów i to głównie uczestników samego panelu, zwykłego wspinacza to jak by nie obchodziło. Jak myślisz co może być przyczyną?

MB: No właśnie. Sam zaczynam się zastanawiać, kto to jest „zwykły wspinacz” i czy ma świadomość, że wspinając się w skałach korzysta z innego typu zasobów niż sztuczna ścianka. Mówiąc językiem ekologii skały to zasób odnawialny w długim okresie czasu lub czasem nieodnawialny, przy czym do sumy zasobów wliczyłbym tutaj również instytucjonalno-społeczne otoczenie naszej aktywności. Łamanie ustaleń wypracowanych w żmudnych negocjacjach z ochroniarzami (Nielepice), masowe parkowanie w miejscach gdzie to przeszkadza lokalsom (Bolechowice czy Ostańce) czy wykłócanie się z właścicielką działki, z uzasadnionych powodów nie życzącej sobie dzieci i psów pod skałami, które znajdują się na jej gruncie (Brzoskwinka), to właśnie przykłady bezmyślnego zużywania zasobów w stylu zatrucia rzeki ściekami w myśl dewizy „po nas choćby potop”. Najgorsze jest to, że opisane przeze mnie incydenty trwają dosłownie chwilkę w porównaniu do tego, ile trwa „rekultywacja” utraconych rejonów. No i fakt, że często winowajcami są osoby, które powinny świecić przykładem – instruktorzy czy ekiperzy. To jest prawdziwy dramat!
Może zresztą to jest podobny proces, jaki miał miejsce w Europie gdy zaczęła się industrializacja (a który trwa dzisiaj w wielu miejscach Azji, Afryki czy Ameryki), kiedy ludzie ruszyli ze wsi, w których żeby przeżyć starali się nie zdewastować wszystkiego wokół siebie do miast, gdzie stare nawyki przestały obowiązywać i mieliśmy okresy koszmarnego zanieczyszczenia i zdegradowania wszystkiego, co można było zniszczyć. Może moje oczekiwanie, że na debatę o bolączkach dostępowych pod Krakowem przyjdą tłumy wspinaczy było równie naiwne, jak oczekiwanie powiedzmy londyńskiego gentlemana sprzed 150 lat, że na debacie o niekontrolowanym spuszczaniu ścieków do Tamizy masowo pojawią się mieszkańcy czynszowych kamieniczek z East Endu. Może po prostu do pewnego typu problemów trzeba dojrzeć i jako środowisko jeszcze nie dojrzeliśmy.

JB: Niestety czas KPD był ograniczony do 3 godzin i starczyło na omówienie tak naprawdę tylko trzech tematów. Jak myślisz co my jako media powinniśmy zrobić by nie zaprzepaścić tego co udało się ustalić?

MB: Media dobrze wywiązują się ze swojej roli, choć może nastał już czas akcji, którą dyskutowaliśmy podczas panelu, masowego kolportowania na portalach, w broszurkach czy na tabliczkach ustawionych w skałach czegoś co nazwałbym „zasadami właściwego zachowania w skałach”, dotyczących parkowania, ścieżek podejściowych, unikania lub wręcz zakazu wspinania na wybranych ścianach, zasad związanych z obecnością psów, a na zasadach załatwiania się kończąc. Zdaję sobie równocześnie sprawę, że taka akcja edukacyjna będzie trwała latami, zanim przyniesie widoczne efekty i będzie bardzo kosztowna, również w czysto materialnym sensie. Natomiast oczekiwałbym od mediów, żeby już teraz na zasadzie mediatora pomagały w rozwiązywaniu wewnątrzśrodowiskowych konfliktów, jakie rzutują na problemy dostępowe, tak jak to jeszcze do niedawna miało miejsce w Sudetach. Sukces Okrągłego Stołu Sudeckiego zainspirował nas zresztą do organizacji Krakowskiego Panelu Dostępowego. Innym obszarem, gdzie można mediować jest brak koordynacji działań „Naszych Skał” i innych podmiotów, negocjujących sprawy dostępowe, tak jak to miało miejsce w przypadku „Wspinki” i równolegle toczonych rozmów na temat Przełomu Białki czy Krzemionek. Zresztą jeśli chodzi o Krzemionki, to liczyliśmy na pomoc Wojtka Słowakiewicza z Rady „Naszych Skał” właśnie jako przedstawiciela mediów, ale przeliczyliśmy się. Jak łatwo zauważyć z korespondencji ze „Wspinką” zostaliśmy wymanewrowani, ze szkodą dla środowiska w postaci oficjalnego zakazu wspinania w miejscu, gdzie był on wcześniej tolerowany, tzn. w sektorze Estetów. Zresztą nieobecność przedstawicieli „Wspinki” na panelu była dla mnie co najmniej tak samo rozczarowująca jak niska frekwencja.

JB: Jak myślisz co można zrobić by „Wspinka” jednak brała udział w takich spotkaniach – ich nieobecność znacząco ograniczyła dyskusję na temat braku współpracy między „Naszymi Skalami” i „Wspinką” w pracy nad dostępem do rejonów prywatnych.

MB: Masz na myśli sprawę dostępu do Łabajowej? Myślę, że po to aby nie powtarzały się tego typu sytuacje, trzeba po prostu ze sobą rozmawiać i podzielić się robotą. Wynegocjowanie umowy z właścicielem działki, na której znajdują się skały, to naprawdę czasochłonny proces i nie mam nic przeciwko temu, że takie umowy podpisywały różne podmioty, w tym na przykład kluby, które czują się zbiorowym kustoszem wybranych rejonów. A ponieważ takie umowy często wiążą się z deklaracją wymiany asekuracji na atestowaną w celu ograniczenia ryzyka właściciela, jest to w pewnym sensie podstawowa działalność „Wspinki”, którą wiążą z producentem ringów „koTwa” nie tylko związki personalne. Tego czego trzeba, to koordynacji działań, bo niepoważne jest, jeśli do tego samego właściciela działki puka co kilka dni inna osoba, reprezentująca inny podmiot, żeby rozmawiać o tym samym, tzn. o umowie dostępowej.

JB: Mariusz, problemy dostępu do rejonów prywatnych to jedno, ale problem dostępu do rejonów chronionych i w zarządzie dużych podmiotów prawnych gdzie odpowiedzialności nikt nie chce ponosić i woli konserwować stare układy to inna sprawa. Co tu można zrobić.

MB: Rzeczywiście, tu sytuacja jest diametralnie inna, z wielu powodów. Po pierwsze nasze umocowanie instytucjonalne bardzo pomaga poruszać się w meandrach polityki. Nie chciałbym rozwijać tego tematu, ale w „podbramkowych” sytuacjach korzystaliśmy z relacji kluczowych działaczy PZA z politykami, którym podlegają lokalni decydenci i w razie potrzeby będziemy wykorzystywać te relacje w przyszłości. Po drugie wnioski dostępowe dla terenów chronionych to bardzo skomplikowane dokumenty i zaplecze merytoryczne „Naszych Skał” jest tutaj na skalę środowiska unikalne. Po trzecie zajmujemy się tym od wielu lat, dostosowując swoje działanie do lokalnych uwarunkowań i nie ma nic gorszego niż nagłe działania, sugerujące, że jako środowisko nie mówimy jednym głosem. Mówił o tym zresztą na panelu Piotrek Xięski przywołując kryzys negocjacyjny w rozmowach z TPN. Co można zrobić? W największym skrócie – nie przeszkadzać, nie podejmować równoległych negocjacji. To są procesy, które trwają latami i trzeba się z tym pogodzić.

JB: No dobra a teraz śmierdzący problem czyli Fiala i Wzgórze 502. Jakie wnioski po KPD?

MB: Przede wszystkim dzięki relacjom osób obecnych na sali zdałem sobie sprawę, że działalność „Gówniarza” jest znacznie bardziej agresywna niż myślałem, a do „bliskich spotkań” dochodzi o wiele częściej. Zamierzamy rozmawiać z właścicielami działek, na których znajdują się te skały, spotkać się z policjantami i przedstawicielami gminy, przedyskutować z prawnikami wszystkie możliwości pociągnięcia „Gówniarza” do odpowiedzialności. Jeśli uda się go skutecznie wyeliminować, a może nawet jeszcze przed działaniami służb i prokuratury, chcemy zorganizować odkrzaczenie skał i wymianę asekuracji na Fiali i 502.

JB: To w takim razie jak my możemy pomóc?

MB: Może nagłaśniając prośbę o opisanie spotkań z „Gówniarzem”? Pomogłoby nam to stworzyć bazę jego działań, którą moglibyśmy przedstawić Policji i użyć jako dowodu w sądzie.

JB: I na koniec co dalej? Będą kolejne spotkania, czy liczysz na większą pomoc ze strony „zwykłego wspinacza”. Bez tego chyba się nie uda?

MB: Spotkania będą na pewno, choć w Krakowie zapewne w innej formule. Oczywiście nieustająco liczę na „zwykłych wspinaczy”, na to że przemiana świadomości zajmie mniej czasu niż odkrycie w naszej cywilizacji, że o zasoby należy dbać. W zachodniej Europie i w USA zajęło to mniej więcej dekadę po umasowieniu się wspinania. Liczę na to, że za kilka lat wsparcie dla działań „Naszych Skał”, a przede wszystkim zachowanie „zwykłych wspinaczy” w skałach, będzie zupełnie inne niż dziś.

JB: Dziękuję za rozmowę.

ns_ikona

You might also like More from author