Od kiedy skończyłem 18 lat i zrobiłem prawo jazdy, nie wyobrażałem sobie życia bez samochodu. Świetnie czułem się za kierownicą, a do tego uwielbiałem poczucie swobody, jaką mi to dawało. W dowolnym momencie mogłem wsiąść za kółko i wybrać się gdziekolwiek tylko chciałem.
Z czasem mój entuzjazm stopniowo słabł, a ja zacząłem wyraźniej dostrzegać drugą stronę medalu. Mieszkam w dużym mieście, więc na porządku dziennym jest stanie w korkach albo krążenie w kółko, szukając wolnego miejsca parkingowego. Trudno to nazwać wolnością, z jaką mogą kojarzyć się samochody. Poza tym najzwyczajniej w świecie żal mi było tego bezsensownie zmarnowanego czasu. Nawet nie chciałem dodatkowo się denerwować, myśląc, ile godzin przepada mi w tygodniu, miesiącu, a co dopiero w roku. W każdym razie doszedłem do wniosku, że moje przywiązanie do auta to bardziej kwestia przyzwyczajenia niż realnych korzyści.
Postanowiłem wyjść ze strefy komfortu i poszukać alternatywy dla samochodu. Komunikacja miejska nie wchodziła jednak w grę, bo zależało mi na większej niezależności. W takiej sytuacji pozostawał rower. Od początku interesowały mnie tylko modele elektryczne. Chciałem uniknąć sytuacji, w których dojeżdżam do pracy przepocony i muszę tam brać prysznic albo się przebrać.
Nie będzie przesadą stwierdzenie, że byłem wtedy kompletnie zielony w tym temacie. Sam pomysł jednak spodobał mi się bardziej niż początkowo mogłem przypuszczać. Zacząłem więc czytać i oglądać poradniki, co pozwoliło szybko zrozumieć, czego dokładnie potrzebuję. Jeszcze w tym samym miesiącu kupiłem rower, który całkowicie spełnił moje oczekiwania. Teraz mam poczucie, że jestem dobrze zorientowany, dlatego chętnie podzielę się swoją wiedzą. Poniżej zabrałem najważniejsze informacje, które powinny pomóc przy zakupie.
Najpierw określiłem, gdzie naprawdę będę jeździł
W pierwszym odruchu można zabrać się za przeglądanie różnych modeli w internecie. Osobiście sugeruję wstrzymać się z tym na chwilę. Na początku lepiej określić, jak często i do czego będzie służyć rower w ciągu tygodnia. W moim przypadku było to przede wszystkim pięć dojazdów do pracy i powrotów do domu. Do tego dochodziły średnio dwa razy zakupy, okazjonalne załatwianie różnych spraw w okolicy i weekendowe wycieczki.
Z tego wynikało, że będę poruszać się głównie po asfalcie i wyznaczonych ścieżkach. Musiałem też uwzględnić jazdę po szutrze i piasku podczas wypadów za miasto. Poza tym zależało mi na bagażniku, miejscu na sakwy i możliwości wygodnego ładowania baterii w mieszkaniu.
Niby podświadomie wiedziałem to wszystko od początku, ale warto było spisać to na papierze. Dzięki temu miałem konkretny punkt odniesienia przy porównywaniu różnych modeli. Rozeznanie robiłem głównie na Allegro. Duży wybór pozwolił mi szybko zweryfikować, jak teoretyczna wiedza ma się do rzeczywistych przykładów.
Podczas wstępnej selekcji wytypowałem nieco ponad 20 propozycji. Później stopniowo odrzucałem modele, które jednak nie do końca wpisywały się w moje oczekiwania. W ten sposób zawężałem wybór aż do momentu, kiedy na liście zostało 5 opcji. Wtedy ostatecznie podjąłem decyzję i zamówiłem najbardziej dopasowany do mnie rower elektryczny.
Rower miejski czy trekkingowy?
Rowery elektryczne, podobnie jak te klasyczne, dzielą się na kilka kategorii dostosowanych do różnych zastosowań. Osobiście ograniczyłem się do modeli miejskich i trekkingowych. Poniżej omawiam obie opcje i przedstawiam swój wybór.
Dla kogo jest miejski rower elektryczny?
Modele elektryczne miejskie zostały stworzone z myślą o spokojnej jeździe po asfalcie i drogach dla rowerów. W takich warunkach radzą sobie bez zarzutów, ale po zboczeniu na nieutwardzoną ścieżkę mogą ujawnić się już pewne ograniczenia. W związku z tym trzeba koniecznie określić swoje oczekiwania przed zakupem. Jeśli ktoś planuje częściej zapuszczać się w teren, warto skierować uwagę na bardziej wszechstronne modele.
Rower miejski wyróżnia się stosunkowo niską ramą. Taka geometria pozwala wygodnie zająć wyprostowaną pozycję, a jednocześnie ułatwia wsiadanie i zsiadanie. Moim zdaniem szeroki zakres przełożeń nie jest niezbędny w tym przypadku. Bagażnik i błotniki zwykle znajdują się w standardzie. Dodatkowym atutem okazuje się osłona łańcucha.
Kiedy lepszy będzie elektryczny rower trekkingowy?
W rowerach trekkingowych przemawia do mnie wszechstronność, szerszy zakres przełożeń i ładowność. Zwykle niestraszne im podjazdy, szuter czy leśne ścieżki. Nie powinno też być problemu z przymocowaniem sakw do bagażnika. To dobry wybór dla osób, które nie chcą ograniczać się do jazdy po ulicach i miejskich ścieżkach rowerowych.
Mój wybór
Osobiście zdecydowałem się na elektryczny rower trekkingowy właśnie ze względu na jego uniwersalność. Na co dzień mogę nim wygodnie dojeżdżać do pracy, a w wolnych chwilach bez przeszkód wybrać się na wycieczkę pod miasto.
Najważniejsze parametry roweru elektrycznego
Specyfikacja techniczna może wydawać się skomplikowana, zwłaszcza jeśli ktoś nie zna się dobrze na rowerach. Jest jednak kilka podstawowych kwestii, które najwięcej mówią o danym modelu. To na nich skupiłbym się w pierwszej kolejności.
Silnik – serce roweru elektrycznego
Duże znaczenie ma samo umiejscowienie silnika. Modele z jednostką w piaście w wielu przypadkach wyróżniają się prostszą konstrukcją i przystępniejszą ceną. Z kolei centralne położenie zapewnia naturalniejsze odczucia podczas jazdy, a poza tym dobrze zgrywa się z przełożeniami.
Warto też powiedzieć parę słów o kwestii zgodności z przepisami. Trzeba spełnić kilka kryteriów, aby e-bike został uznany za rower w świetle polskiego prawa. Po pierwsze wspomaganie powinno działać tylko podczas pedałowania. Musi też stopniowo się wyłączać po przekroczeniu prędkości 25 km/h. Poza tym napięcie nie może przekraczać 48 V, a górna granica dla znamionowej mocy ciągłej wynosi 250 W.
Akumulator – pojemność i wygodne ładowanie
W większości przypadków stosuje się napięcie 36 albo 48 V. Ważniejsze od amperogodzin były dla mnie jednak watogodziny. Ten parametr mówi, ile energii można zgromadzić w akumulatorze, a to ma kluczowe znaczenie dla zasięgu.
Oprócz tego zależało na możliwości wyjęcia baterii. Myślę, że takie rozwiązanie przyda się zwłaszcza osobom mieszkającym w bloku. Dzięki temu nie trzeba przenosić całego roweru w okolice gniazdka ani doprowadzać do niego przedłużacza. Można trzymać go w piwnicy albo komórce lokatorskiej, odpiąć baterię i zabierać tylko ją do ładowania.
Określenie potrzebnego zasięgu
Zasięg roweru zależy od wielu czynników, takich jak temperatura, waga użytkownika i bagażu, ukształtowanie terenu, ciśnienie w oponach, styl jazdy, a także wybrany tryb. Z tego względu wartość podaną w specyfikacji traktowałbym jako wskazówkę, a nie obietnicę.
Ustalanie optymalnego zasięgu dla siebie zacząłem od odpowiedzi na pytanie, ile kilometrów zamierzam realnie pokonywać pomiędzy cyklami ładowania. Później dodałem do tego 30-50% zapasu. Dzięki temu nie muszę oszczędzać baterii na podjazdach ani martwić się, że zabraknie energii w drodze powrotnej.
Hamulce, masa i wyposażenie
Rower elektryczny zwykle waży zdecydowanie więcej niż klasyczne odpowiedniki. Dla bezpieczeństwa chciałem więc zainwestować w porządne hamulce. Postawiłem na hydrauliczne tarczówki, bo dają dużą kontrolę, a przy tym skutecznie redukują prędkość.
Rozmiar ramy dopasowałem do wzrostu i długości nogi, opierając się na danych z tabeli na stronie internetowej producenta. Sprawdziłem też, jak geometria wpływa na pozycję podczas jazdy i czy będzie ona dla mnie komfortowa. W przypadku opon szukałem kompromisu między sprawnym przetaczaniem się po asfalcie a pewnością na szutrze.
Modele trekkingowe mają tę zaletę, że często już w standardzie dostajemy bagażnik, podpórkę i błotniki. Dodatkowo zainwestowałem w światła zasilane z głównego akumulatora, a także sakwy i mocowania do nich.
Po roku jazdy wiem, że dziś wybrałbym ten sam rower
Absolutną podstawą jest dopasowanie roweru do tego, gdzie i jak zamierza się jeździć. Do krótkich tras po twardej nawierzchni w zupełności wystarczy porządny model miejski. Gdyby do tego dochodziły jeszcze wycieczki w teren, skłaniałbym się w stronę wariantu trekkingowego. Poza tym przed zakupem zwróciłbym szczególną uwagę na silnik, pojemność akumulatora, hamulce, geometrię ramy i rzeczywisty zasięg.
Dzisiaj nadal potrzebuję samochodu, ale przestał być pierwszym wyborem, kiedy muszę gdzieś dojechać. Zazwyczaj zastępuje go rower, dzięki któremu mogę omijać korki bez rezygnowania z niezależności.
Artykuł sponsorowany